niedziela, 18 maja 2014
Rozdział 33
Na prawdę czuje się źle i nie będę zbyt zdziwiony jeśli już Jej nie zobaczę i odetnie się ode mnie. Po kilku minutach siedzenia wychodzę na zewnątrz gdzie widzę znajomą mi sylwetkę Steve'a. Idąc popycham Go ramieniem na co szybko się odwraca. Obrzucam Go gniewnym spojrzeniem na co tylko się śmieje. Gdyby nie te kajdanki leżałby teraz na ziemi, we krwi. Uśmiecham się mimowolnie na to wspomnienie i wchodzę gdy jeden z niebieskich otwiera mi drzwi. Po bezsensownych przesłuchaniach i ich pytaniach wypuszczają mnie i mogę wyjść. Jestem zdziwiony, że po tym tak po prostu mnie wypuścili wolnego. Czuje się jak przestępca i te myśli coraz bardziej zaczynają mnie dręczyć. Wychodzę na zewnątrz gdzie jakby obce światło oślepia mnie i trafia do mnie, że muszę się zmienić, najszybciej jak to możliwe. Staję osłupiony gdy widzę czwórkę znajomych mi twarzy przede mną.
- Co tu robicie? - pytam opierając się o ścianę.
- Myślisz, że od tak Cię wypuścili? - oświeca mnie Malik.
- Nie potrzebuje Waszej jebanej pomocy! - mówię i szybko opuszczam to miejsce. Przypomina sobie o Lily i cofam się by zadać to nurtujące pytanie.
- Gdzie Lily? - spuszczam wzrok i nerwowo przygryzam wargę.
- Wyjechała i nie zdziw się - mówi.
Nogi się pode mną uginają i z trudem łapie oddech.
- Pozwoliliście na to? - wręcz wykrzykuje i podchodzę do Nich bliżej.
Jestem wkurzony, że od tak pozwolili Jej mnie zostawić.
- Kurwa Styles co Ty robisz co? Podziwiam Ją, że tyle z Tobą wytrzymała! - otrzeźwia mnie łapiąc za koszule.
Cofam Jego ręce i oddalam się kiedy mój umysł uświadamia sobie co się właśnie dzieje.
- Gdzie? - pytam.
Mam nadzieje, że jest gdzieś blisko i będę mógł jak najszybciej z Nią porozmawiać.
- Do domu - mówi i jestem jeszcze bardziej wściekły.
- Gdzie kurwa? - pytam.
- Do swojej rodziny, do Stanów - puszczam Go gdy dociera do mnie, że na prawdę mnie zostawiła.
Nie jestem w stanie nic powiedzieć i nie wiem nawet gdzie tak na prawdę jest. Cofam się i odchodzę bez słowa choć słyszę Ich wołania. Chcę zostać sam i muszę się zmienić, pokazać Jej, że jestem do tego zdolny. Idę pustą drogą i zapalam papierosa. Wszystko co miałem, co potrzebowałem straciłem i nie wiem czy jeszcze kiedyś Ją zobaczę. Może powinienem dać Jej trochę czasu. Wchodzę do osamotnionego parku, który jest taki sam jak ja, sam. Kończę papierosa i wypuszczam ostatni dym po czym wyciągam telefon. Wybieram Jej numer i bez zastanowienia przykładam słuchawkę do ucha. Modlę się by odebrała choć jest do prawie niemożliwe. Po czterech sygnałach włącza się sekretarka więc zrezygnowany i tym samym zdenerwowany całkowicie wyłączam telefon. Odrzuciła połączenie co tylko utwierdza mnie w tym, że jest między Nami koniec, definitywny.
- Kurwa - przeklinam gdy zaczyna padać.
Przepraszam, że tak krótki ale na to ff nie mam już pomysłu. ;c
Mam propozycje :)
1. Ciągnę dalej to ff.
2. Pisze nowe na które mam już pomysł i bardzo chce je napisać. Harry nadal będzie bohaterem głównym a Nasza Lily zmieni się jak i cała fabuła.
Co wybieracie? :)
sobota, 17 maja 2014
Rozdział 32
Nie skupiam się na drodze wciąż mając przed oczami widok pewnego siebie chłopaka i tego jaki absurdalny był Jego zakład. On myśli, że może się ze mną równać i jeszcze wygrać? Za wszelką cenę będę musiał pilnować Lily aby nie trafiła na Jego osobę. Po kilku minutach dość szybkiej jazdy jestem przed domem dziewczyny i staram się ustalić wszystko by tylko się nie zdradzić. Otwiera mi zdziwiona gdy dzwonię kilka razy.
- Co tu robisz? - piszczy chwytając skrawek mojej kurtki.
Zaprasza mnie do środka i kieruje się do kuchni. Uśmiecham się widząc Jej słodki fartuszek, który teraz nosi na sobie. W całym pomieszczeniu unosi się zapach ciasta lub czegoś tego typu więc nadal się uśmiecham wchodząc za dziewczyną. Nie odzywam się słowem bo nie chce palnąć jakiejś głupoty i nie pragnę ujawniać tego co zrobiłem.
- Więc? - zabiera głos odwracając się w moją stronę.
Stoi kilka metrów ode mnie zakładając ręce na blat i jednym ruchem na nim siada.
- Chciałem wiedzieć o której mam przyjechać - mówię i przeczesuje włosy unikając kontaktu wzrokowego.
Zeskakuje z blatu a moje serce zwiększa tępo gdy zmierza w moim kierunku. iUspokaja się gdy dziewczyna wyjmuje babeczki z piekarnika układając jedna po drugiej na talerzu. Patrzę na Nią pytająco i nie wiem czemu zrobiła tyle tego dla Niej i Kim jak myślę.
- Chcę zrobić jutro dobre wrażenie - mówi a ja przypomina sobie o czym mówi i krzywię się co zauważa.
- O co chodzi co? - odkłada foremkę podchodząc do mnie.
Oplata moją talię rękoma i przykłada swoje malinowe wargi do mojego ucha lekko przygryzając jego płatek. Wie, że lubię to i nie mam mowy bym nie wygadał wszystkiego o czym teraz nie chcę mówić.
- Nie chcę byś tam jechała - dyszę ciężko oddychając.
Stan do, którego ta dziewczyna potrafi mnie doprowadzić w takim czasie mnie przeraża ale tylko Ona jest do tego zdolna.
- Czemu nie chcesz? - pyta pogłębiając się w tym.
- Bo będzie tam On - jęczę i doskonale wie o kim mówię.
- Przepraszam Cię Harry ale nie zrobię tego - szepcze cicho i odsuwa się na kilka metrów.
Czuje Jej wzrok, który wypala mnie od wewnątrz i nie mogę się ruszyć.
- Hazz zaufaj mi - pociesza mnie ponawiając wcześniejszą czynność.
Odpycham Ją czując dziwne kłucie przez to, że nie chcę zrezygnować mimo, że Ją o to proszę i myślę co jeszcze mogę zrobić.
- Nie możesz iść na inne? - pytam ale wiem, że nie bo chce być razem z Kim.
Kiwa głową i zabiera jedną babeczkę wychodząc więc za Nią podążam. Łapie Jej małą dłoń i chowam w swojej zaplatając Jej palce wokół moich. Nie przerywa i idzie dalej a ja zwalniam i przyciągam dziewczynę do siebie. Śmieje się gdy widzę jak Jej usta obsmarowane są kremem z babeczki i szybko oczyszczam je łącząc Nasze usta.
- Kocham Cię - mówię i widzę po chwili zdziwienie Lily.
- Ja Ciebie też - mówi i wtula się w zagłębienie mojej szyi. Oddycham ciężko gdy Jej mała dłoń wędruje w dół mojego ciała. Powstrzymuje Ją i czuje ból gdy patrzy na mnie.
- Chciałem Ci coś powiedzieć! - podnoszę ton i opieram się o ścianę.
Zabieram Jej dłonie przyciągając do swojego torsu i patrze na Jej śliczną twarz i iskierki w oczach.
- Tak? - pyta.
Jej delikatny głos rozchodzi się echem w moich uszach gdy Go odtwarzam i wiem, że muszę Jej to powiedzieć po mimo faktu, że będzie zła.
- Już nie ważne - wykręcam się i próbuje unikać Jej wzroku.
W tej chwili zachowuje się jak idiota i tak się właśnie czuje okłamując Ją.
Chcę stąd wyjść jak najszybciej bo nie mogę Jej okłamywać choć zawsze to była moja specjalność. Całuje dziewczynę i przyciągam do siebie by po chwili wrócić do wcześniejszej pozycji przy ścianie. Podnoszę się i próbuje wyjść gdy mocno łapie za moją rękę.
- Jesteś jakiś dziwny Harry - mówi i czuję troskę w Jej głosie jak i oczach.
- Wydaje Ci się - bełkoczę i odwracam się nie czując już Jej dłoni.
Próbuję chwycić za klamkę ale ktoś z drugiej strony mnie uprzedza i słyszymy dzwonek do drzwi. Moje serce przyspiesza swoje tempo a w głowie krąży miliard myśli kto to. Stoję i za nic nie chcę otwierać drzwi więc odwracam się szybko i tym samym powstrzymuje Lily.
- Nie otworzysz ich - syczę w irytacji gdy się szarpie w moich ramionach.
- Może dowiemy się kto to? - krzyczy a dzwonek nieustannie dzwoni do czego dochodzi pukanie.
- O co chodzi - rzucam oschle i czekam na odpowiedź.
Krztuszę się własnym oddechem i nie jestem w stanie opisać tego co w tej chwili czuję.
- Kurwa - przeklinam i patrzę na zdezorientowaną dziewczynę.
- Harry? - pyta kiedy ja nie mam na to wyjaśnienia.
Nie może się o tym dowiedzieć bo mnie znienawidzi, czy ja muszę zawsze wszystko spieprzyć?
- Przepraszam ale nie mogę tego zrobić - mówię i przytulam dziewczynę tak długo jak to możliwe.
Nie chcę by się dowiedziała o tym co zrobiłem dlatego szybko muszę znaleźć dobre wyjście.
- Powiedz mi. Wszystko - odsuwa się i grozi krzyżując ręce.
- Ja pobiłem Steve'a - mówię cicho przeczesując swoje włosy.
Oboje wiemy, że robię to tylko wtedy gdy jestem winny i myślę, że i to mi wybaczy. Przecież mnie kocha i zawsze mi wybacza.
- To policja? - pyta cicho a ja przeczuwając, że to nikt inny kiwam głową.
- W takim razie wszystko sobie wyjaśnimy! - mówi.
Jest niezwykle opanowana ale wiem, że dusi w sobie wszystkie emocje i nie daje po sobie poznać jak bardzo ją boli to co robię i to, że nigdy Jej nie słucham tylko robię swoje.
- Chcesz Ich wpuścić? - pytam przerażony.
Nie wyobrażam sobie życia za kratkami tylko dlatego, że w obronie mojej dziewczyny pobiłem jakiegoś frajera, który i tak nigdy mi nie dorówna. To może i jest jakieś wytłumaczenie tej sytuacji. Lily szybko podchodzi do drzwi i chwyta za klamkę po czym przekręca ją i otwiera drzwi. Podchodzę do Niej i otaczam ramionami Jej talię by wiedziała, że Ją kocham i wszystko co robię jest właśnie dla Niej. Widzę dwóch funkcjonariuszy, za którymi nigdy nie przepadałem i staram się zachowywać normalnie.
- Pan Styles? - pyta jeden z Nich i kiwam głową w potwierdzeniu.
Lily przesuwa się do tyłu więc robię to samo i krzywię się gdy zaprasza Ich do swojego domu. Kurwa nie wytrzymam tego.
- Pamiętaj, że Cię kocham i to dla Ciebie - mówię Jej cicho gdy idziemy razem z Nimi do salonu. Myślę, że te słowa nie pogorszą jeszcze bardziej mojej pozycji. Tylko glin mi teraz brakowało bo mam zbyt mało problemów. Ta dwójka siada na kanapie a Lily zajmuje miejsce na jednym ze skórzanych foteli na przeciw Nich. Czuję mdłości a widok jaki teraz przedstawia się przed moimi oczami zachęca do ucieczki.
- O co chodzi? - mówię i opieram się o ścianę.
Zachowuje się normalnie bo nie widzę niczego co by stawiało mnie w złym świetle.
- Otrzymaliśmy zgłoszenie na pana osobę - mówi ten drugi a irytacja wzrasta gdy dobrze wiem kto to zrobił i pożałuje jeśli jeszcze raz spotkam Go na swojej drodze. Zaciskam szczękę i dłonie kiwając jedynie głową. Przecież nie chcemy abym pobił jeszcze Ich.
- O pobicie i chcemy wiedzieć jak to było - kontynuuje a ja spoglądam co chwile na Lily.
Jej wzrok wpity jest w podłogę i nie ma szans by w tej chwili na mnie spojrzała. Zastanawiam się czy kłamać i pogarszać sprawę bo nie ma opcji bym powiedział im o tym jebanym zakładzie.
- On mnie dostatecznie zdenerwował a ja tylko broniłem mojej dziewczyny bo słowa, którymi Ją określał były nie na miejscu - mówię i zaczyna mnie śmieszyć sposób w jaki to powiedziałem i to, że nie użyłem żadnego przekleństwa.
- Rozumiemy ale musi pan jechać z Nami - oznajmia i wstaje.
Nie było tak źle i nawet nie musiałem się zbytnio wysilać a spotkanie przebiegło szybko. Nigdzie z Nimi nie jadę i nie zostawię tu Lily samej.
- Nigdzie się nie wybieram. Załatwcie to sami, nie zostawię mojej dziewczyny - mówię i spoglądam na Lily.
Nie potrafię odczytać żadnych emocji z Jej wyrazu twarzy co boli bo wydaje się być obojętna na to co się dzieje. Nie patrzy na mnie więc nie podchodzę do Niej choć wszystko czego pragnę w tej chwili to Jej dotyk.
- Wyjdź - odzywa się oschle co cholernie mnie rani.
Próbuje powiedzieć Jej cokolwiek i wyjaśnić to nieporozumienie ale nie daje mi tego. Wstaje i teraz dopiero zauważam łzy ściekające po jej policzkach. Chcę do Niej podejść i Je otrzeć ale odtrąca mnie odwracając się i ponownie żąda bym wyszedł.
- Tego chcesz? - pytam błagalnie.
Chcę zostać, wyjaśnić Jej to gówno ale nie daje mi wyboru i wychodzę zrezygnowany gdy prosi ponownie. Byłem świadomy, że jeśli się dowie o tym pobiciu to właśnie tak będzie ale nie spodziewałem się, że stanie się to tak szybko. Wszystko muszę spieprzyć a dopiero co wybaczyła mi tą sprawę z narkotykami. Nie chciała ze mną wracać a Ja dałem Jej czas i teraz musiałem spotkać Jego i wszystko zrujnować, ponownie. Jestem pozbawiony chęci życia gdy tylko wsiadam do policyjnego samochodu skuty w te jebane kajdanki i czuje się jak kompletny idiota i przestępca, którym nie jestem. Wiem, że teraz cierpi, cierpi przeze mnie.
- Kurwa - mówię i mrużę oczy powstrzymując te głupie łzy.
* Czytasz - komentujesz *
wtorek, 13 maja 2014
KONIEC ?
Nie wiem czy dobrze zrobię ale może trzeba już zakończyć to ff ? ;c
Nie mam czasu, weny a rozdziały są beznadziejne.. Nie wiem czy nie przestać, nom. ;/
Nie komentuje dużo osób, przy takich wyświetleniach i już 31 rozdział powinno być ponad 30 a nawet 40 komentarzy... A jest tylko 18, 20. :c
Może źle robię ale nwm..
I dziękuje bardzo Wam wszystkim za życzenia. <3
niedziela, 11 maja 2014
Rozdział 31
Jadę dość szybko nie zważając na to w jakim jestem stanie. Droga przebiega szybko a ruch jak na tę porę jest na prawdę mały. Jest niedziela a wszyscy gdzieś zniknęli. Odbija mi się w głowie głos Lily gdy upomina mnie abym zwolnił bo tego nie lubi i abym uważał na drogę. Jedną ręką szukam telefonu aby zadzwonić do Zayn'a i chcę żeby mi towarzyszył tam gdzie mam zamiar jechać. Wybieram Jego numer i czekam chwilę do póki nie słyszę Jego głosu po drugiej stronie.
- Cześć - mówię cicho i czekam na odpowiedź.
- Co jest? - pyta.
Nie rozdrabnia się w szczegóły i mam wrażenie, że coś Go rozprasza i nie ma zbytnio czasu.
- Jadę na siłownie, gdzie zawsze. Będziesz? - pytam i chce aby się tam pojawił.
- Jasne, mogę - ciesze się gdy potwierdza.
- Fajnie, będę za pięć minut - mówię i rozłączam się.
Cieszy mnie fakt, że pomoże mi rozładować złość i nikt na tym nie ucierpi. Po krótkiej chwili jestem na miejscu i czekam przy wejściu na chłopaka. Opieram się o samochód a mój wzrok jest zainteresowany telefonem. Musze jeszcze napisać do Lily i dowiedzieć się, o której mam być jutro bo nie powiedziała mi tego wcześniej.
- Idziemy? - słyszę Zayn'a kiedy parkuje i wysiada z samochodu zaparkowanego tuż obok mojego.
- Jasne - mówię i chowam telefon.
Wchodzimy do środka gdzie wita Nas wysoki szatyn i gestem ręki zaprasza do środka oferując różne treningi i zajęcia. Nie jestem zainteresowany i czekam ze sztucznym uśmiechem aż skończy te bezsensowną konwersację.
- Dzięki ale nie skorzystam - jęczę i kieruje się do szatni.
Jestem gotowy i czekam na chłopaka, który wychodzi chwile po mnie.
- Czyli co chcesz robić? - pyta gdy wchodzę do pomieszczenia. Moje nozdrza atakuje zapach męskich perfum i potu. Czuję na sobie każde spojrzenie, które śledzi moje ruchy i uśmiecham się pod nosem.
- Mam zamiar potrenować - kładę nacisk na ostatnie słowo mając na myśli odreagowanie.
Idę w stronę dość dużego ringu gdzie stoi jak myślę trener i wysoki chłopak, który uczy się obrony. Wygląda to dość śmiesznie bo chłopak jest chudy co widać przez krótką koszulkę a uczy się tego i zastanawiam się po co.
- Frajer - mówię do Zayn'a który zaczyna się śmiać.
- No błagam, przyznam mi racje - jęczę pokazując na chłopaka, który nie ma pojęcia co robi.
Stoi do mnie tyłem dlatego nie umiem rozpoznać Jego twarzy i czekam chwilę dopóki nie skończy tej szopki.
- Długo jeszcze będziesz się w to bawił? - krzyczę.
Nie lubię specjalnie czekać na swoją kolej dlatego ładnie proszę aby skończył to gówno i pozwolił mi potrenować bo to On zaraz stanie się moim celem. Odwraca się słysząc mój głos a ja stoję oszołomiony szturchając Zayn'a w ramię.
- Patrz kogo tu mamy - drwię z chłopaka i śmieje się w Jego stronę.
Jest jeszcze śmieszniejszy gdy próbuje być zły i zaciska swoje małe piąstki.
- Jak przyjaciółka mojej dziewczyny mogła być z Tobą? - naśmiewam się z Niego chcąc doprowadzić Go do takiego samego stanu jak On mnie gdy zbliżył się do Lily.
- I nie wiem jakim cudem Ty zbliżyłeś się do takiej dziewczyny jak moja Lily? - śmieje się a twarz chłopaka z każdą chwilą staje się bardziej czerwona.
- Zamknij się! - krzyczy a ja w porównaniu do Malik'a mam większy ubaw.
- Daj mu spokój - mówi i próbuje mnie odciągnąć.
- Oszalałeś? Nie dam, nie po tym co widziałem i co chciał zrobić Lily - krzyczę wyrywając się chłopakowi.
Mój wzrok ponownie odnajduje chłopaka i ciesze się z owocnego obrotu spraw. W głębi wiem, że Lily nie chciałaby tego i kazałaby mi przestać, dać spokój i wyjść ale teraz Jej tu nie ma.
- I co teraz? - śmieje się wchodząc na ring.
Trener podchodzi do mnie tłumacząc, że jest zajęty i każe czekać na swoją kolej co mnie irytuje.
- Spierdalaj bo teraz moja kolej! - warczę i zakładam Jego rękawice po czym zbliżam się do Steve'a.
- I co teraz? - mówię i wyciągam rękę aby zadać cios czego nie robię obserwując reakcje chłopaka.
Kuli się zasłaniając swoją twarz i prosząc o to bym zostawił Go w spokoju.
- Nie zapomniałem jeszcze o tym co chciałeś od mojej dziewczyny i Ty pewnie też. Teraz tego pożałujesz a i jeszcze jedno - mówię zbliżając się do przerażonego chłopaka. - Zbliż się do Niej choćby na kilometr, spójrz na Nią a Cię zabije - warczę trzymając skrawek Jego koszulki.
- Zrozumiałeś? - krzyczę popychając Go do tyłu.
- T-tak - jąka się kiwając chaotycznie głową.
- Dobrze a teraz spierdalaj! - mówię i uderzam ręką w podłogę na co chłopak szybko z niego ucieka.
Śmieje się a złość w magiczny i dość zabawny sposób ze mnie uleciała.
- Serio Harry? - pyta Zayn gdy schodzę.
Dość dziwnie na mnie patrzy i wygląda na to, że nie podoba mu się moja zazdrość i to jak załatwiam gości, którzy patrzą na moją Lily tak jak ja tego nie chcę.
- Serio Zayn - mówię i patrzę na trenera, który robi to samo.
Zaprasza mnie na ring uśmiechając się i rzuca mi wcześniej zdjęte rękawice. Myślę o wszystkim przed poznaniem Lily i o tym jaki wtedy byłem o dzisiejszym dniu i o tym co moja zazdrość robi w Naszym związku. Musze się jej szybko pozbyć inaczej obawiam się, że Lily nie będzie dumna z tego, że każdy chłopak, który na Nią spojrzy będzie przeze mnie okaleczony. Zadaję cios za ciosem a gniew znika z każdą myślą o dziewczynie. Jestem zmęczony ale trening w pewien sposób pomaga mi i pozwala odreagować te dziwne uczucia. Patrząc na trenera dziwie się, że jest bardziej zmęczony ode mnie i śmieje się gdy moja siła pokazała mu, że nie warto abym czekał na swoją kolej. Zdejmuje rękawice i pociera boląca rękę krzywiąc się i spogląda na mnie gdy uważnie obserwuje Jego ruchy. Upijam łyk wody i zawieszam ręcznik na szyi po czym siadam na jednym z krzeseł czekając na Malik'a. Mężczyzna podchodzi do mnie i siada obok przyglądając mi się uważnie co niezwykle irytuje.
- Nie gap się tak! - syczę przez zęby upijając kolejne łyki wody.
Denerwuje mnie Jego obecność więc czekam z niecierpliwością na Malik'a i chcę aby sobie poszedł.
- Jesteś w tym na prawdę dobry. Trenowałeś? - pyta i kiwam tylko głową w potwierdzeniu.
- Może wiesz.. - przerywa przeczesując swoje włosy.
- Może co? - ponaglam gdy widzę Zayn'a w drzwiach.
- Chciałbyś trenować młodszą grupę? Tak na początek? - mówi i czuje zdenerwowanie w Jego głosie.
Uśmiecham się podpierając na łokciach i analizuje Jego propozycje.
- Może. Zastanowię się - mówię poklepując mężczyznę po plecach.
Porywa się i wstaje w tym czasie na co się śmieje bo ewidentnie się mnie boi po tym jak Go wcześniej potraktowałem. Zmierzam w stronę drzwi i zabierając torbę wychodzę.
- Jak chcesz możesz jechać - tłumaczę chłopakowi na co przytakuje i wychodzi.
Wchodzę do szatni gdzie zastaje Steve'a co mnie bardzo dziwi.
- Nie boisz się już? - pytam ściągając koszulkę.
Chce mi się śmiać gdy widzę kątem oka jak przygląda się moim tatuażom. Zastanawiam się czy miałby odwagę by zrobić sobie choć jeden taki jak mam ja. Dalej stoi tak jak Go zastałem nie odzywając się ani słowem.
- Nie - słyszę Jego głos, który jest znacznie pewniejszy niż wcześniej.
Patrzę na Niego i unoszę brwi ze zdziwienia gdy pewny siebie spogląda na mnie.
- Więc co tu kurwa robisz? - syczę przez zaciśnięte zęby. Ten koleś naprawdę potrafi irytować.
- Chce się założyć - mówi.
Zaczyna się śmiać i podnoszę brwi ze zdziwienia, że ten słaby koleś chce się ze mną założyć. Wiem, że nie ma ze mną najmniejszych szans na cokolwiek co wiąże się z siłą bo On po prostu nic nie posiada i jest wrakiem prawdziwego mężczyzny więc wygram z Nim każdy zakład.
- O co niby? - drwię zabierając wszystkie rzeczy.
Wychodzę a chłopak podąża za mną dość blisko i wręcz czuje Jego oddech na moich plecach. Odwracam się gwałtownie a ten wpada na mnie i spogląda przerażony.
- Możesz kurwa zachować odstęp do cholery? - mówię wściekły i śmieje się gdy cofa się i przytakuje.
Zachowuje się jak marionetka, której wszystko możesz zrobić i powiedzieć a ona to zrobi bo będzie zbyt przerażona konsekwencjami z tego jeśli się sprzeciwisz. Pakuje torbę do mojego auta i opieram się o nie krzyżując ręce i czekam na szczegóły Jego zakładu.
- Czego chcesz? - pytam i karzę się streszczać.
- Mamy miesiąc aby się przygotować - mówi a ja coraz bardziej mam ochotę mu przywalić.
- Ale na co kurwa? - syczę.
- Na walkę, która będzie pod koniec - mówi na co mam ochotę się śmiać bo każdy wie, że nie ma ze mną żadnych szans. Nawet minimalnych.
- I jeśli wygram zostawisz swoją dziewczynę - twierdzi przekonany, że wygra a złość, która uleciała powraca z podwójną siłą. Chce się na Niego rzucić i zabić za to jak głupi jest ten zakład i nie mogę stracić Lily, nie pozwolę na to by była z kimś innym niż ja. Nie widzę takiej wizji. Chwytam chłopaka za bluzkę i obracam przygniatając Jego ciało do mojego auta.
- Słuchaj kurwa nie będzie takiego popierdolonego zakładu, nie o moją Lily! Po za tym Ty nie wygrasz ze mną, nigdy! Moja Lily na pewno nie zechce takiego frajera jakim jesteś bo kocha mnie! - krzyczę pełen gniewu.
Moja pięść z impetem atakuje Jego twarz gdy widzę jak się uśmiecha. Gdzie się podział ten wystraszony chłopak z ringu co? Nie mogę się powstrzymać i popycham Go na ziemię po czym upada i próbuje się podnieść.
- Zabije Cię! - krzyczę głośniej i okładam Jego ciało swoimi pięściami. Jak On może nawet pieprzyć takie głupoty związane z moją Lily. Pożałuje tego i nie odpuszczę a Lily na pewno nie pójdzie na te cholerne studia choćby nie wiem co. Nie pozwolę na to, nie jeśli codziennie będzie musiała przebywać w Jego towarzystwie. Już ja się zatroszczę o to, że nigdy się do Niej nie zbliży a jeśli tego spróbuje to na prawdę słowa i groźby staną się prawdą. Twarz chłopaka jest poobijana i w każdym zakamarku znajduje się czerwona ciecz. Jestem zadowolony z tego i podnosząc się zbliżam się do Niego.
- Jeszcze raz coś powiesz o mojej Lily lub się zbliżysz a załatwię Cię gorzej - mówię i poklepuje czerwony policzek chłopaka. Chce coś powiedzieć ale Jego twarz jest w na prawdę złym stanie.
- Nie wiesz z kim masz do czynienia więc radze się dowiedzieć i spieprzać ode mnie i mojej dziewczyny bo jeśli piśniesz komuś jedno słówko zabije Cię jasne? - syczę przez zęby i puszczam Go gdy przytakuje. Rozglądam się dookoła i szybko wsiadam do auta odjeżdżając.
* Czytasz - komentujesz *
sobota, 10 maja 2014
Rozdział 30
Podjeżdżamy pod mój dom i każdy wzrok ląduje na mojej osobie.
- Co? - jęczę.
- Powinieneś odpocząć - słyszę Lily i wywracam oczami.
- Ja Cię zawiozę - twierdze i jestem tego pewny.
- Piłeś - marudzi i chce aby to Liam Ją odwiózł co mnie irytuje.
Chce odpuścić i nie pokazywać, że jestem zazdrosny bo muszę nad sobą pracować ale nie pozwolę Jej przebywać z Nim.
- Już postanowiłem - uśmiecham się całując Lily po czym wysiadam i zajmuje wcześniejsze miejsce Liam'a.
Patrzy na mnie więc jeszcze szybciej chce opuścić to miejsce.
- Coś jeszcze? - pytam starając się nie okazywać żadnych uczuć.
- Nic - mówi.
Zamykam drzwi i z piskiem opuszczam Ich. Śmieje się sam do siebie i zwalniam już po pierwszym zakręcie.
- Jesteś niemożliwy - marudzi przesiadając się do przodu.
- Nie mogłaś zrobić tego wcześniej? - pytam w irytacji gdy rozprasza moją uwagę.
- Jesteś pijany i prowadzisz? Kto tu jest niemożliwy? - odpowiada pytaniem na pytania po czym zanosi się śmiechem.
- Nie jestem pijany a po za tym to Twoja wina bo byłaś tego powodem kochanie - mówię układając moją dłoń na Jej udzie.
- Prowadzisz, skup się! - karze strzepując moją rękę.
Śmieje się i spoglądam na Nią przez chwile po czym wracam wzrokiem przed siebie.
- Nie patrz tak na mnie - mówi na co się śmieje.
- Dobrze - twierdzę a reszta drogi mija Nam w ciszy.
Parkuję i wysiadam okrążając samochód i pomagając Jej wysiąść.
- O której mam jutro przyjechać? - pytam gdy zaprowadza mnie do domu.
Znamy się długo ale nigdy tu nie byłem. Wchodzi do środka zapraszając mnie i idę w Jej ślady gdy ściąga buty i kurtkę.
- Zostaniesz? - pyta gdy wchodzi do kuchni ignorując moje wcześniejsze pytanie.
- Taa - mówię i podążam za Nią obserwując jak przygotowuje wodę.
- Kawa? - pyta i kiwam twierdząco. Musze odreagować a mocna kawa rozbudzi mnie zwłaszcza po nieprzespanej nocy. Siadam obok dziewczyny i uważnie patrzę na Nią gdy przygotowuje ją.
- Ładnie wyglądasz od tyłu - mówię i przyciągam Ją w pasie do siebie.
Siada na moich kolanach a ja słyszę Jej cudowny śmiech.
- Brakowało mi tego - mówię i całuję odkrytą skórę dziewczyny.
- Nie przeszkadzaj - jęczy i wyrywa się z mojego uścisku.
Nagle słyszymy dźwięk dzwonka i oboje jesteśmy zdziwieni.
- Kto to? - pyta opierając się o blat.
- Nie wiem ale się dowiem - mówię i idę otworzyć a gdy to robię doznaje szoku.
- Co tu robisz? - syczę przez zęby zaciskając szczękę w irytacji.
Przede mną stoi ta sama blondynka, która pocałowała mnie w barze na oczach Lily.
- Hej Harry - mówi swoim słodkim głosem, który na prawdę zaczyna denerwować człowieka.
- Kto to? - słyszę głos Lily, która za chwilę staje oszołomiona obok mnie. Przyciągam Ją blisko do siebie całując w usta po czym patrzę bezczelnie na blondynkę. Widzę kątem oka jak Lily zaciska swoją pięść na mojej koszulce i już na kilometr widać, że nienawidzi tej dziewczyny.
- Po co tu przyszłaś? - Jej ton jest chłodny gdy odzywa się do blondynki.
- Gdybyś wiedziała co Twój chłopak mi mówił zmieniłabyś zdanie - mówi.
- Co kurwa? - krzyczę i zaciskam pięści.
Hamuje się żeby Jej nie potraktować jak ostatnio a Ona jeszcze tu przychodzi i mówi to tylko po to, żeby Lily mi nie wierzyła i straciła zaufanie ale nie pozwolę na to. Zachowuje dystans myśląc o Lily i powstrzymuje się czekając na dalszy rozwój.
- Ale to prawda kochana - zwraca się do Lily pocierając Jej ramię, które szybko odtrąca.
- Spokojnie, jesteś jakaś nerwowa - mówi posyłając Jej sztuczny uśmiech.
- Spieprzaj ode mnie - grozi Jej Lily a ja uśmiecham się wgłębi na to jak potrafi być o mnie zazdrosna.
Dziewczyna zbliża się do Niej i mówi coś czego nie mogę usłyszeć bacznie obserwuję reakcje Lily. Jej źrenice powiększają się, szczęka zaciska a uścisk wokół mnie zaciska do granic. Jej usta formują się w cienką linię i wiem, że powiedziała coś aby mnie pogrążyć a Lily pewnie w to uwierzy.
- Spierdalaj ode mnie i od Harry'ego. Nie wierzę w żadne Twoje słowo! - krzyczy popychając dziewczynę.
Oboje jesteśmy w szoku gdy Lily z impetem uderza tą dziewczynę w twarz i gdyby nie moja interwencja rzuciłaby się na Nią z pięściami. Łapię Lily mocno w pasie przyciągając do siebie i co chwile Ją uspokajam. Cofam się kilka kroków zostawiając tamtą dziewczynę samą i zamykam drzwi nadal ciasno trzymając Lily przy sobie.
- Uspokój się już - śmieję się gdy przeklina i wierci się.
- Nie! Puszczaj mnie - krzyczy i tym razem rzuca wyzwiskami na moją osobę po czym zaczyna szczypać moją skórę.
- Zostaw! Dość tego kochana - mówię i obracam Ją tak aby hamować Jej każdy ruch.
- Teraz masz się uspokoić! - rozkazuję przyciskając Jej ciało do mojego.
Spoglądam w Jej oczy, w których mogę wyczytać jeszcze gniew na co się śmieję.
- Załatwiłaś Ją, uczysz się od najlepszych - mówię i śmieję się a dziewczyna po chwili dołącza do mnie.
- Bo mam świetnego nauczyciela - twierdzi i całuje mnie.
Uśmiecham się do Niej i nasuwa mi się na myśl jedno pytanie, które chce i muszę Jej zadać.
- Co Ci mówiła? - pytam ciekawy.
- Nic takiego, na prawdę - posyła mi szybki uśmiech i wiem, że nie mówi mi prawdy.
- Kłamiesz, byłaś taka wkurzona - mówię przyciskając Ją aby wreszcie powiedziała mi prawdę.
- Serio? - jęczy przytulając mnie tak jakby to miało Ją uwolnić od odpowiedzi.
- Tak kochanie - uśmiecham się spoglądając w Jej tęczówki.
Spogląda na mnie przez chwilę i spuszcza wzrok bawiąc się końcem mojej koszulki.
- Powiedziała, że od początku chciałeś zacytuje 'pieprzyć ją' ale Ona stawiała opór i powiedziała jeszcze, że nic dla Ciebie nie znaczę - mówi i czuję jak Jej głos drży.
Z każdym kłamstwem jakie ta dziewczyna powiedziała mojej Lily mam większą ochotę by wyładować gniew znajdujący się we mnie.
- Nie wierzysz w to? - pytam obawiając się odpowiedzi.
Jestem spokojny bo gdyby w to wierzyła już dawno wyrzuciłaby mnie tak jak blondynę.
- Nie, ufam Ci - mówi składając pocałunek na moich wargach.
- Musze odreagować - mówię i całuję dziewczynę w czoło po czym wychodzę szybko z Jej domu.
Biegnie za mną do wyjścia chcąc wiedzieć dlaczego i gdzie idę.
- Nie zrobię nic głupiego, obiecuje - zapewniam Ją gdy wsiadam do samochodu twierdząc, że tego nie zrobię. Chcę wiedzieć, że mi wierzy ale sam sobie nie ufam i nie wiem co będzie moim celem.
* Czytasz - komentujesz *
Przepraszam Was, że takie krótkie ostatnio te rozdziały ale jakoś tak brak weny ale staram się wymyślać zawsze coś nowego i pisać dla Was jak najszybciej i dodawać, nawet takie krótkie ale dodać.
Przepraszam.
Przepraszam Was, że takie krótkie ostatnio te rozdziały ale jakoś tak brak weny ale staram się wymyślać zawsze coś nowego i pisać dla Was jak najszybciej i dodawać, nawet takie krótkie ale dodać.
Przepraszam.
środa, 7 maja 2014
Rozdział 29
- Proszę Cię otwórz - błagam aby choć dała mi pięć minut na wyjaśnienia. Nie chcę niczego innego ale wiem, że ranię Nas oboje.
- To były narkotyki? - dobiega do mnie Jej drżący głos. Zayn wszystko Jej powiedział i teraz już wiem, że straciłem wszystko. Zaciskam powieki i pozwalam pojedynczym łzom spływać po policzkach. Kiwam głową ale nie odpowiadam. Słyszę Jej kroki co oznacza, że odchodzi uznając moją cieszę jako potwierdzenie.
- Kocham Cię! - krzyczę załamany.
Słyszę chłopaków i Jej płacz ale jestem całkiem bezradny i nic nie mogę zrobić. Moje serce bije szybciej w nadziei gdy słyszę kroki w moją stronę. ktoś otwiera drzwi a moje oczy napotykają tęczówki Kim.
- Gdzie Ona jest? - mówię błagalnie.
Wszystko czego chcę to spotkać się z Nią, wyjaśnić to, zapomnieć i przytulić do siebie.
- Jesteś dupkiem! - mówi wymierzając mi w policzek.
Czuję ból ale to nie dorównuje temu co mam w sercu.
- Wiem o tym, przepraszam - mówię i spoglądam za ramię dziewczyny gdzie Ją widzę. patrzy na mnie zalana łzami wtulając się w ramiona Niall'a. Jestem załamany i wściekły tym, że On pociesza moją Lily, że cierpi przeze mnie i jest tak daleko ode mnie.
- Ona Cię nie kocha rozumiesz? - krzyczy próbując zamknąć drzwi ale w ostatniej chwili zatrzymuje Ją.
- Nie mów tego - jęczę a Jej słowa są dla mnie jak nóż w plecy. To wszystko tak cholernie boli.
- Mówię tylko prawdę bo Ty tego nie potrafisz - rani mnie ponownie a ja wciąż nieprzerwanie spoglądam na Lily.
- Ale wiem, że tego nie powiedziała, wiem to! - zapewniam się, że kłamie i moja Lily nigdy by tego nie powiedziała.
- Spieprzaj z Jej życia! - mówi.
Tym razem spoglądam na Nią i ostatni raz moje spojrzenie spotyka Jej zapłakane oczy. Kim zamyka drzwi a ja nie potrafię powstrzymać łez. Będę walczył o Nią i tak łatwo się nie poddam. Nigdy nikogo tak bardzo nie kochałem jak Lily i teraz nie zrezygnuje tak łatwo.
- Nie poddam się, kocham Cię! - krzyczę ostatni raz i odchodzę.
Wsiadam do samochodu i siedzę myśląc o Niej. Nienawidzę siebie za to jak ranię osobę, która jest dla mnie najważniejsza. Pierwsza rzecz jaka wpada mi do głowy to upić się więc szybko wyjeżdżam i udaje się do baru, w którym gościłem wczoraj. Jestem ściekły i nigdy nie czułem się gorzej jak teraz. Może Lily potrzebuje czasu by sobie to poukładać i zrozumie, ze ja na prawdę powiedziałem to żeby Ją chronić. Po kilku minutach byłem na miejscu i wchodząc zająłem wolne miejsce. Jakoś w ciągu dnia jest tu sporo ludzi niż w nocy.
- Coś podać? - słyszę piskliwy głos wysokiej blondynki w skąpej, czarnej spódniczce i bluzce z dekoltem. Gapię się na Nią i składam zamówienie po czym odchodzi. Patrze na Jej seksowny tyłek i wyobrażam sobie co bym mógł z Nią zrobić oraz to co Ona mogłaby dać mi. Kręcę głową próbując pozbyć się tych myśli bo jedyną osoba, z którą mógłbym się kochać jest Lily choć nie chce o Niej teraz wspominać. Blondynka przynosi moje zamówienie i ku mojemu zdziwieniu siada na przeciwko. Trzepocze rzęsami, które są diabelnie długie i wiem, że są sztuczne bo moja Lily nigdy nie nakłada tak dużo tapety na twarz a Ona ma jej sporo. Lily prawie się nie maluje i to jest tym, który lubię.
- Jestem Kate - przedstawia się podając mi dłoń.
Jest całkowitym przeciwieństwem mojej Lily, która nigdy nie zrobiłaby z siebie tak sztucznej laski w krótkiej spódniczce na co bym nie pozwolił.
- Harry - mówię i ściskam Jej dłoń na co śmieje się co mnie denerwuje.
Posyłam dziewczynie słaby uśmiech i znów upijam łyka piwa.
- Czemu się upijasz? - pyta a Jej piskliwy głos drażni mnie jeszcze bardziej.
- Nie ważne, czemu Cię to interesuje? - warczę i skupiam mój wzrok na butelce. Dziewczyna bierze moją dłoń ściskając ją lekko na co czuje mdłości chcąc dowiedzieć się jaka jest przyczyna zabijania moich smutków.
- Dziewczyna - mówię krótko nie zagłębiając się w szczegóły bo nie będę ogłaszał tego całemu światu.
- Wiem coś o tym - piszczy a ja przewracam oczami.
Wiem, że siedzi tu i będzie mnie zagadywać co chwile przynosząc nowe piwo i upijając mnie po czym zaciągnie do łóżka. Znam takie typy dziewczyn bo nie raz spotykałem się z takimi na imprezach i zawsze kończyło się tym samym ale teraz mnie to nie kręci.
- Mogę Ci pomóc - zapewnia uśmiechając się.
- Wątpię w to - mówię spoglądając za okno.
Moje oczy napotykają jeden interesujący punkt a usta otwierają się szeroko w zdziwieniu. Nie mogę złapać powietrza i nadal przyglądam się Jej i chłopakom.
- Co do cholery? - mówię a dziewczyna idzie w moje ślady i patrzy w to samo miejsce.
- To Ona? - pyta a ja przytakuje nie odrywając wzroku od Lily.
Chcę wstać i pobiec do Niej by wszystko wyjaśnić ale blondynka zatrzymuje mnie łapiąc za rękę. Spoglądam na Nią gdy wstaje kierując się w moją stronę. Przypuszczałem, że chce coś powiedzieć ale patrząc na punkt za mną uśmiecha się i przywiera swoimi wargami na moje. Szybko Ja odpycham i wycieram swoje usta po czym patrzę na dość szczęśliwą dziewczynę.
- Co Ty kurwa wyprawiasz co? - krzyczę popychając dziewczynę gdy ta nadal patrzy na coś za mną i się uśmiecha. Odwracam wzrok widząc Lily we łzach i chłopaków. Niall znów obejmował Ją trzymając w ramionach co mnie podwójnie wkurza bo jest moja i nikt nie ma prawa Jej dotykać, nawet Niall.
- Kurwa - przeklinam patrząc na dziewczynę.
Cofa się gdy podchodzę bliżej i teraz jestem pewny, że mi nie wybaczy.
- Kurwa Lily to nie tak, Ona mnie pocałowała, nie znam Jej uwierz mi! - błagam.
Kiwa przecząco głową a moje serce pęka gdy widzę jak cierpi.
- A jak? Całowałeś Ją! - krzyczy wyrywając się z uścisku blondyna, który protestuje.
- Puść Ją do cholery! - warczę i zaciskam szczękę czekając aż wykona moje polecenie. Rozluźnia uścisk a Lily podchodzi do mnie patrząc mi prosto w oczy.
- Lily kocham tylko Ciebie, spójrz mi w oczy! - żądam i ujmuje Jej twarz w dłonie tak by na mnie spojrzała.
- Kocham Cię - mówię cicho patrząc w Jej zalane łzami oczy i czekam.
- Nie - mówi zabierając moje dłonie.
Nadal trzyma je zaplatając w swoje małe dłonie i oddala się na kilka kroków.
- Nie zostawiaj mnie, uwierz mi nie znam Jej i nie pocałowałem. Ona się na mnie rzuciła, nie skrzywdziłbym Cię specjalnie, wtedy bałem się, że Ci coś zrobią i dlatego to powiedziałem. Gdybym wyznał prawdę nie chcę myśleć co by Ci zrobili kochanie, bałem się. Chciałem Cię chronić i wiedz, że nigdy nie pocałowałbym nikogo innego - mówię łamiącym głosem patrząc nieprzerwanie w Jej oczy. Powiedziałem całą prawdę i to co czuje dlatego jestem pewny, że teraz mi wybaczy ale zajmie to trochę czasu jak na nowo mi zaufa.
- Nie wiem Harry - mówi cicho szlochając.
Przygryza zdenerwowana dolną wargę i patrzy na tą dziewczynę. Przyciągam Lily do siebie zamykając Jej drobne ciało w swoich ramionach. Przekręcam Nas o kilka stopni spoglądając na blondynkę.
- A teraz spierdalaj! - warczę i z pełnym gniewem spoglądam na Nią.
Dziewczyna stoi oszołomiona patrząc na Nas i nadal nie wykonuje mojego polecenia.
Nie słyszałaś do cholery? Spieprzaj! - krzyczę i całuje głowę Lily zaciągając się Jej cudownym zapachem.
- Nie zasługujesz na Niego suko! - mówi a moje mięśnie napinają się jak i szczęka po czym uwalniam Lily i podchodzę do dziewczyny.
- Coś Ty kurwa o Niej powiedziała? - warczę popychając Ją do tyłu.
Upada na stolik pijanego kolesia, którego łapy lądują na Jej tyłku. Krzywi się krzycząc by Ją zostawił na co się śmieję.
- I kto tu jest suką? Tona tapety i krótka spódniczka? Sorry ale to nie robi na mnie wrażenia, jesteś sztuczna! - krzyczę i odchodzę od tej szopki.
Lily spogląda na mnie oszołomiona i wpada w moje ramiona gdy je dla Niej rozkładam.
- Kocham Cię, tak bardzo - zapewniam.
- Ja Ciebie też - szepcze i mocniej zaciska uścisk na co się śmieje.
- Brakowało mi Ciebie - mówię podnosząc Ją na swoją wysokość.
- Ale nie chcę z Tobą mieszkać - mówi.
Czuje kłucie w sercu i pytam dlaczego.
- Wiesz daj mi czas. Musze to przemyśleć - oznajmia a ja kiwam na potwierdzenie.
- Dam Ci tyle czasu ile zechcesz o ile do mnie wrócisz - mówię całując Jej malinowe usta.
Uśmiech się przez pocałunek i potwierdza. Przytulam Ją i spoglądam na chłopaków widząc jak się uśmiechają.
- Wrócisz ze mną? - pytam obawiając się odpowiedzi.
- Tak ale tylko dziś. Jutro muszę jechać.. - przerywa spoglądając na mnie nerwowo.
Uśmiecham się i wiem o co Jej chodzi. Jestem wkurzony na to, że będzie tam też Steve ale nie pokazuję tej zazdrości a dzisiejszy dzień muszę wykorzystać z Nią najlepiej jeśli się wyprowadzi.
- A zawieść Cię mogę? - pytam przygryzając wargę.
Kiwa głową i uśmiech się gdy wychodzę z baru z Nią na rękach. Bawi się moimi loczkami mówiąc coś czego zrozumieć nie mogę.
- To dziwne prawda? - pyta nie odrywając wzroku od moich włosów.
- Ale co? - pytam gdy jesteśmy już w samochodzie.
- To jak szybko się godzimy i jak łatwo kłócimy - szepcze tak abym tylko ja to mógł usłyszeć.
- Przepis na udany i wieczny związek - mówię i przygryzam wargę przyciągając Ją do siebie.
- Co Wam jest? - pytam chłopaków, którzy patrzą na Nas dość dziwnie.
- Nie wiem co jest gorsze. To że jesteście skłóceni czy to jak bez opamiętania musisz Ją obmacywać i całować - skarży się Niall na co każdy wybucha śmiechem.
- Jak nie wiesz co to miłość to zamknij japę! - warczę całując Lily w czoło.
* Czytasz - komentujesz *
Przepraszam, że rozdziały ostatnio są smutne i przygnębiające ale taki też mam okres w życiu i wszystko jest bez sensu. Jest koszmarnie i nie mam na nic siły ale pisze to dla Was. To mi sprawia przyjemność i pozwala się od tego gówna oderwać i pisze smutno i nie mam weny dlatego są krótkie, znacznie krótsze od pozostałych i takie bez sensu ale taki okres trudny i depresja. Trzeba przezwyciężyć.
Przepraszam. :C Ten rozdział jest do bani.
wtorek, 6 maja 2014
Rozdział 28
Nie mam już na siły. Nie wiem czy jest jakikolwiek sens by ten związek istniał bo zazdrość Harry'ego zawsze wszystko psuje i nic nie może trwać dłużej niż jeden pieprzony dzień bo zawsze, któreś z Nas zawali.
- Nie, nie przez Ciebie - mówię i tłumaczę Jej aby nie zadawała mi więcej zbędnych pytań. Wracamy do pokoju i po chwili dziewczyna zasypia ale ja nie mogę myśląc ciągle o Harry'm i o tym gdzie teraz jest. Gapie się nie przerwanie w wyświetlacz telefonu czy aby nie napisał lub nie dzwonił ale pustka. Zastanawiam się nad decyzją, która może być bolesna dla Niego ale jeśli się nie zmieni nie daje mi innego wyjścia. Może gdy się rozstaniemy będzie się hamował a przytłaczająca mnie zazdrość w końcu gdzieś uleci. Pocieszam się tym ale każdy wie, że to się nigdy nie stanie.
* Perspektywa Harry'ego *
Jechałem szybko i nadal byłem wściekły przez to co mi powiedziała. Jeśli ma mi za złe to, że zjawiłem się tam wtedy z chłopakami mogła to powiedzieć od razu i nie bawić się ze mną w ten związek. Podjeżdżam pod najbliższy bar, który jest jeszcze czynny. Wchodzę, składam zamówienie i już po chwili wypijałem kieliszek za kieliszkiem. Straciłem poczucie czasu i nie miałem najmniejszej ochoty by tam wracać dlatego zabieram klucze i wychodzę. Postanawiam jechać do domu chłopaków bo tam zawsze mogę wracać po mimo, że mam własny dom ale Ona tam jest i nie chcę się denerwować niepotrzebnie. Droga jest dłuższa a ja jestem zmęczony ale po kilkunastu minutach jestem na miejscu i jedyne czego teraz chcę to spać. Otwieram drzwi i nawet nie zapalam światła bo dobrze znam pomieszczenia. Jestem zmęczony tym wszystkim i gdybym wiedział, że znów się pokłócę z Lil nie dopuściłbym do tego.
*Następnego dnia*
Budzę się następnego dnia a moja głowa wręcz eksploduje.
- Kurwa - przeklinam i próbuje wstać po czym kieruje się do kuchni w celu zrobieniu mocnej kawy. Zapalam papierosa i właśnie myślę o tym, że w domu Lily szybko kazałaby mi go wyrzucić i już nigdy nie palić ale teraz mam to gdzieś bo jej nie ma. Nie tyle co jest na to wręcz uczulona bo tego nie lubi ale znów męczyłaby mnie, że to szkodzi. Biorę kubek i siadając w salonie włączam telewizor. Nic ciekawego nie przykuwa mojej uwagi dlatego wypijam kawę i sprawdzam swój telefon. Widzę dwa nieodebrane połączenia od Zayn 'a dlatego naciskam słuchawkę i czekam aż odbierze.
- Czego chcesz? - pytam a ból głowy nasila się z każdą czynnością.
- Gdzie Ty jesteś do cholery? - syczy na co Go karcę bo widzę, że jest w lepszy stanie niż ja.
- W domu, nie ważne. Emily gdzieś tam jest? - pytam ale nie koniecznie chcę wiedzieć.
- Nie, jeszcze śpi ale wiem o wszystkim - oznajmia a ja wściekam się na nią jeszcze bardziej.
- Już Ci powiedziała? - mówię.
- Nie musiała. Wszystko słyszałem i zachowałeś się jak zazdrosny dupek! - warczy stając po stronie Lily.
- Spierdalaj bo nie chce mi się kłócić - warczę i chcę się rozłączyć ale mnie powstrzymuje.
- Masz ten towar z wczoraj? - pyta czekając na odpowiedź.
- Mam i to załatwię - potwierdzam i rozłączam się po czym rzucam telefon i zmierzam do łazienki. Biorę zimny prysznic, który kojąco działa na moje napięte mięśnie. Jestem wściekły na Lily ale nadal myślę o tym i czy Zayn miał rację i czy to ja ponownie muszę ją przepraszać. Po kilkunastu minutach jestem gotowy i spoglądam na zegarek. Za godzinę muszę tam być i załatwić tą cholerną sprawę by nikt się nie dowiedział. A jeszcze tego mi brakuje, żeby Lily to widziała. Siedzę bez sensu myśląc o wszystkim i o tym czy to wszystko na prawdę jest warte tego wszystkiego.
* Perspektywa Emily *
- Gdzie On kurwa jest? - pytam wściekła Zayn'a, który doskonale wie gdzie teraz jest Harry. Wstałam dość wcześnie i słyszałam całą Jego rozmowę ze Styles'em dlatego muszę się tego dowiedzieć ale chłopak mi nie pomaga.
- Nie mogę Ci powiedzieć - jęczy gdy piorunuje Go wzrokiem i dosłownie stawiam pod ścianą bez wyjścia.
- Albo mi powiesz albo tego pożałujesz - ostrzegam i czekam tylko na to jak się podda.
- Ok ale nie mieszaj mnie w to co się wydarzy! - warczy i podaje mi małą karteczkę po czym szybko wybiegam z domu i jadę pod wskazany adres. Zastanawiam się nad Jego słowami i wciąż echem odbija mi się to Jego 'to co się wydarzy'. Nie wiem o co mu chodziło ale mam nadzieję, że nie będzie gorzej i jakoś to rozwiążemy. Po kilku minutach jestem na miejscu i gdy chcę wysiąść zauważam Harry'ego, który kieruje się w stronę swojego auta. Chowam się i czekam kiedy wyjedzie po czym śledzę go. Miał na sobie czarne dresy i bluzę w tym samym kolorze. Wyglądał dość dziwnie dlatego muszę się dowiedzieć o co tu chodzi. Dziwie się gdy jedzie w mało zaludnione miejsce i zachowuję większy dystans by mnie nie zauważył. Zatrzymuje się przy starych garażach po czym wysiada i rozgląda się wyciągając białą paczkę z tylnego siedzenia. Próbuję dowiedzieć się w jakim celu tu jest i co trzymał w dłoni ale jest za daleko dlatego wysiadam i bezszelestnie podchodzę bliżej gdy zniknął za jednym z nich. Moje serce bije jak oszalałe a ja jestem coraz bardziej ciekawa dlatego zbliżam się o jeszcze dodatkowe kilka metrów. Widzę Harry'ego i dwóch dość napakowanych kolesi.
- Co jest? - mówię nie wierząc w to co widzę.
Harry wręcza im paczkę i tłumaczy coś ale nie jestem w stanie tego usłyszeć. Jeden z Nich wyciąga broń a ja otwieram usta by coś wykrzyczeć ale wiem, że nie mogę dlatego stoję tam zszokowana strasznie bojąc się o Harry'ego. Oddala się trzymając ręce w górze. Na głowie ma kaptur i czarne okulary na nosie więc ci mężczyźni na pewno Go nie rozpoznają. Boje się o chłopaka ale nie mogę nic zrobić bo wiadomość o tym, że mają broń przeraża mnie jeszcze bardziej. Wymieniają między sobą kilka zdań po czym Harry wyciąga telefon tłumacząc coś tym dwóm na co tylko przytakują. Nie mogę tak stać i nic nie robić. Muszę się dowiedzieć o co chodzi. Spędzam tam jeszcze kilka minut i cofam się gdy Harry żegna się z nimi i odchodzi. Nie wiem co robić dlatego musi wiedzieć, że byłam tego świadkiem. Wychodzę mu na przeciw kiedy znajduje się jeszcze kilka metrów ode mnie. Chłopak zatrzymuje się jak wryty i niedowierzająco patrzy na mnie ściągając kaptur. Dwóch mężczyzn robi to samo i zaczynają między sobą szeptać. Boje się, że zrobią coś Harry'emu lub mi ale moja ciekawość przeważa.
- Lily - szepcze a Jego głos drży.
Nie rusza się i stoi w miejscu a ja kiwam przecząco chcąc by to był tylko zły sen. Tych dwóch podchodzi do Harry'ego na co cofam się kilka kroków i czekam na to co się stanie. Jeden z Nich wyciąga broń a moje serce podchodzi aż do gardła. Nie wiem o czym rozmawiają ale na pewno nie podoba im się to, że tu jestem.
- Chłopaki ja Jej nie znam! - krzyczy Harry co mogę usłyszeć. Zabolało Styles.
Czuje kłucie w sercu czego powodem jest wyrzeczenie się Harry'ego i twierdzenie, że mnie nie zna.
- Jeśli gliny się dowiedzą zginiecie, wszyscy. Ta laska też, znajdziemy Was wszystkich! - grozi jeden z nich przystawiając broń Harry'emu do skroni.
Moje serce nadal wali jak oszalałe a nogi odmawiają posłuszeństwa, chcę biec, uciec ale nie mogę się ruszyć. Tych dwóch powoli odchodzi a wzrok Harry'ego przenosi się na mnie i wręcz mnie błaga o pozwolenie na wyjaśnienia.
- Nienawidzę Cię Styles! - krzyczę i zalewam się łzami.
Biegnę szybko do samochodu i słyszę jak Harry krzyczy bym się zatrzymała i dała mu to wszystko wytłumaczyć. Biegnie za mną i widzę jak zatrzymuje się i pada na ziemię gdy szybko opuszczam to miejsce.
- Jak kurwa mogłeś! - próbuje zrozumieć to dlaczego powiedział, że mnie nie zna, choć wiem, że mógł się obawiać tych kolesi i chciał Nas chronić dlatego to powiedział ale brzmiało to tak twierdząco jakby to była prawda i sama ja mogłam w to wtedy uwierzyć. Był tego niemal pewny i zrobił to na prawdę świetnie. Wycieram łzy i zalewam się nowymi co jest przeszkodą dla jazdy ale teraz już nic nie ma sensu. Czuje jak mój telefon nieprzerwanie dzwoni i wiem, że to Harry. Jest ostatnią osobą, którą chce widzieć. Po kilku minutach widzę jak z tyłu jedzie czarny Range Rover Harry'ego co potwierdza mnie w przekonaniu, że nie da mi spokoju. Przyspieszam i nie myślę jasno więc mało mnie obchodzi czy spowoduje wypadek i czy ucierpię. Przewaga między Nami wzrasta gdy jadę i przekraczam prędkość ale nie dbam o to.
* Perspektywa Harry'ego *
Jestem skończonym dupkiem. Jest głupia, że pojechała tam za mną i ja też mówiąc, że jej nie znam a przecież to totalne kłamstwo i wiem, że to słyszała. Jestem idiotą i nie zasługuje na Nią ale kocham ją i chciałem tylko chronić bo wiem, że zrobili by Jej krzywdę a nie chce tego.
- Zwolnij kurwa!- warczę i to czego teraz pragnę to Lily w moich ramionach i modle się tylko by zwolniła i nie zrobiła nic głupiego. Wciąż jadę za nią i obmyślam to co mam jej powiedzieć choć zwykłe 'przepraszam' tu na nic. Gdy jesteśmy na placu parkuje i szybko wysiadam i biegnę za dziewczyną, która tą czynność wykonała wcześniej.
- Lily czekaj! - krzyczę gdy dziewczyna wchodzi do domu zamykając drzwi.
- Lily kurwa przepraszam Cię, jestem dupkiem wiem. Przepraszam ale daj mi to wytłumaczyć, proszę - uderzam pięścią w drzwi i chcę aby je otworzyła.
Słyszę szepty więc za pewne rozmawia z chłopakami i Kim. Jestem pewny, że moja pozycja jest przegrana ale to ja jestem winny, jak zawsze. Jeśli Zayn powie Jej co tam robiłem bo przecież ta szaleńcza ciekawość na to nie powoli to i on ucierpi bo tego mi potrzeba by się dowiedziała.
* Czytasz - komentujesz *
Subskrybuj:
Posty (Atom)