poniedziałek, 10 marca 2014

Rozdział 13



Podszedł do mnie i wyciągnął dłonie aby pomóc mi wstać.
- Nie dzięki, wygodnie mi tu siedzieć - niech sobie nie myśli, że mi pomoże i wszystko będzie cacy. Ja to pamiętam jasne?
- No nie bądź taka, przyszedłem porozmawiać. - uśmiechnął się ukazując dołeczki ale nie nabierze mnie na to. Może nawet przychodzić codziennie.
- I co masz zamiar tak codziennie? - po co ty w ogóle to powiedziałaś? Pomyśl i dopiero otwieraj buźkę. Skarciłam się w myślach kiedy dotarło do mnie, że właśnie podsunęłam mu dość świetny pomysł.
- Jeśli nalegasz to dobrze - nachylił się by mnie pocałować ale odchyliłam się na co zachichotał kręcąc głową.
- Chciałbyś kurde! - uderzyłam Go lekko w ramię. A teraz przechodzimy do konkretów loczek.
- Hmm... kiedy zaczynasz.. no wiesz.. - nie przeszło mi przez gardło wypowiedzenie tych słów ale zajarzył o co mi chodziło.
- Do korporacji po tym jak sprzątnąłem tego fagasa kochanie? - tak On zawsze musi kończyć i dobierać tak niewłaściwe słowa.
- Hazz.. nie mów do mnie kochanie.. ale tak o to chodziło - skarciłam Go wzrokiem na co teatralnie przekręcił oczami.
- Dobrze kochanie - zaraz Go tu zabiję. - Właściwie to miałem być już dzisiaj ale nie wytrzymam bez Ciebie dlatego przyjechałem i ... - spojrzał w dół i przeczesał włosy. Zawsze to robi gdy się denerwuje i jest to nawet słodkie.
- I co? - ponaglałam chłopaka wyczekując odpowiedzi.
- Chcę, żebyś ze mną tam pojechała. Przynajmniej jutro, tylko jutro. Proszę - Jego oczy wydawały się sto razy większe gdy zaczął mnie błagać na kolach.
- No dobra, dobra. Pojadę tylko wstawaj! - pociągnęłam Go po czym wstał i usiadł blisko mnie.
- Harry? - odezwałam się po sekundach niezręcznej cichy.
- Hmm? - podniósł głowę kierując wzrok wprost na mnie.
- Nie możesz zrezygnować z tego całego mafiowania? - moje słowa widocznie Go zdziwiły.
- Czy Ty się słyszysz? - momentalnie podniósł głos i wstał stojąc na przeciwko mnie.
- Zadałam Ci tylko pytanie i możesz na nie normalnie odpowiedzieć a nie znów zgrywać tego zaborczego idiotę. - warknęłam wstając i zmierzając do salonu. Gdy byłam w połowie drogi poczułam jak łapie mnie mocno za nadgarstek i obraca przodem do siebie. Był zdenerwowany a ja widziałam czerń w Jego tęczówkach lecz nie mogłam odnaleźć tej pięknej zieleni.
- Nigdy więcej nie będziesz mnie obrażać - akcentował każde słowo a Jego oddech stał się wyczuwalnie szybszy. Przyparł mnie mocno do ściany na co lekko pisnęłam a On się zaśmiał.
- Zostaw mnie! Kim! - krzyknęłam ale zatkał mi usta dłonią po czym oblizał swoje i przygryzł dolną wargę. Nie powiem, że nie wyglądało to seksownie bo nie byłoby to wtedy prawdą. Jego wolna ręka powędrowała w dół mojego ciała a ja czułam dreszcze. Próbowałam się wyrywać ale był silniejszy co dawało mu maksymalną przewagę. Jeszcze mocniej przywarł do mnie a ja czułam wypukłość na Jego spodniach.
- Ku*wa - cicho warknął mi do ucha przygryzając jego płatek i dysząc ciężko. Nadal toczyłam z Nim walkę ale to On czerpał korzyści ze swojej ogromniej przewagi. Złapał mnie w tali kierując swoją rękę do wewnętrznej strony moich ud. Patrzył mi prosto w oczy a czerń zastąpiło pożądanie. Jego mięśnie nadal były widocznie napięte a ja widziałam każdy Jego rysunek na ciele przez jasny materiał koszulki.
- Jesteś gorąca baby - poczułam Jego rękę pod moją koszulką po czym zaczął zjeżdżać niżej. Mój oddech przyspieszył a On co chwilę nie przerywając kontaktu wzrokowego szeptał mi sprośne słowa. Dupek.
- Gdyby nie ta Twoja przyjaciółeczka wziąłbym Cię tu wiesz? - spuściłam wzrok na co znów kazał mi na siebie patrzeć.
- Masz patrzeć tylko na mnie! Nie spuszczaj ze mnie wzoru. Chcę widzieć jak dochodzisz... - wymienił jeszcze kilka przekleństw zmieszanych z moim imieniem wykonując okrężne ruchy swoimi biodrami. Gdzie do cholery jest Kim?
- Kocham gdy mnie denerwujesz bo jesteś wtedy taka seksowna i mnie podniecasz. I dzieje się to - bezczelnie się zaśmiał a ja poczułam Jego rękę w moich spodniach. Ku*wa! Cały czas bawił się mną aż w końcu poczułam Jego dwa palce, które badały moje wnętrze. Harry odchylił głowę do tyłu i zacisnął powieki mocno zaciskając szczękę i wypuszczając powietrze.
- Ku*wa Lily jesteś taka ciasna. Ja pierdole! - warknął mi do ucha i bardziej dociskał swoje ciało do mojego. Czułam szybkie bicie Jego serca a dziwne ciepło emitowało od Niego zwiększając temperaturę Naszych ciał. Pierwszy raz mnie tak dotyka, pierwszy raz robi mi dobrze i to coś znacznie więcej niż tylko dotyk czy pocałunek. Zaprowadza mnie do zupełnie nowych doznań, których jeszcze nigdy nie poznałam. Lepiej by było gdybym i ja też tego ku*wa chciała.
- Dobrze Ci? - parsknął ledwo łapiąc oddech i wyrywając mnie z zamyśleń.
- Tak czy nie? - ponowił gdy nie doczekał się odpowiedzi a ja nie zamierzam tak łatwo mu się oddać. Pokiwałam przecząco głową bo to w połowie prawda. Nawet mnie nie zapytał czy jestem gotowa lub czy tego chce.
- Nie? - Jego wyraz twarzy był zdziwiony co wywołało śmiech na mojej twarzy co wyczuł przez wciąż trzymaną dłoń na moich ustach.
- Zobaczymy teraz - zaśmiał się a ja poczułam jak wkłada kolejny palec na co wygięłam się i cicho pisnęłam.
- Lepiej kochanie? - wciąż bawił się mną szepcząc i całując co chwilę moją szyję. Potem szybko wracał i patrzył głęboko w moje oczy. Nie mogłam wytrzymać tego palącego wzorku na moim ciele.
- Patrz na mnie - zażądał kiedy spuściłam głowę w dół. - Dwa razy powtarzał nie będę. Masz na mnie patrzeć! - warknął a Jego ruchy były coraz bardziej gwałtowne. Poczułam, że jestem na szczycie po czym chłopak powoli wyjął palce i przyłożył je do swoich warg po czym zaczął je zmysłowo ssać zamykając oczy. Z Jego ust wydobyło się ciche mruknięcie. Zdjął swoją rękę z mojej buzi a palcami, które opuściły Jego wargi przejechał po moich. Przygryzał swoją i uśmiechał się kiedy Jego ręka, która kilka sekund temu była we mnie dotykała moich rozgrzanych ust.
- Świetnie smakujesz kochanie ale... nadal jesteś kurewsko ciasna - niemalże wbił się swoim ciałem w moje a Jego usta przywarły do moich. Ścisnął moje pośladki mrucząc mi do ust po czym szybko się odkleił.
- Przyjadę po Ciebie jutro. Bądź gotowa skarbie! - przygryzanie wargi to chyba Jego nawyk. Ale przyznam, że seksowny. Uniósł swoje brwi, które zaraz wróciły na swoje miejsce a rękę pokierował na swoje krocze, gdzie nadal widniała znajoma wypukłość.
- Patrz kochanie do czego mnie doprowadziłaś. - warknął i spojrzał na mnie z tym samym pożądaniem co kilka minut temu. - Ale byłaś cudowna. Podobało mi się i wiem, że Tobie też - chwycił kurtkę i po prostu wyszedł zostawiając mnie samą w salonie. Gdzie jest Kim do cholery no?


* Perspektywa Harry'ego *

Jest cudowna. Nigdy wcześniej nie byłem tak podniecony tym, że robiłem dobrze dziewczynie a nie samemu sobie. Zawsze to ja czerpałem korzyści a one wszystkie mi ją dawały. Tym razem widząc Ją w tym stanie, patrząc w Jej cudowne oczy i fakt, że ja pierwszy dałem jej poczuć to niesamowite uczucie podkręca mnie jeszcze bardziej. Jej ciało to co czego chcę teraz najbardziej a to w jaki sposób smakuje sprawia, że mój umysł wariuje i nie mogę o tym zapomnieć. To jak wiła się gdy moje palce krążyły po Jej wnętrzu, Jej upór, który jeszcze bardziej mnie nakręcał. To wszystko jest takie nowe ale piękne. Chcę więcej ale wiem, że muszę się powstrzymać. Szybko wsiadłem do auta i odjechałem z posesji mojej dziewczyny. Jak to cudownie brzmi. Moja dziewczyna, moja i nikogo innego. Droga do mojego domu nie była wcale taka długa. Moje myśli wciąż krążyły przy wydarzeniach sprzed kilkunastu minut, kiedy uszczęśliwiałem Nas oboje. Kiedy dawałem jej to czego sam pragnąłem. Ona na prawdę mnie zmieniła ale Ją kocham.
Dojeżdżając do domu zobaczyłem znajomy samochód chłopaków. Szybko wysiadłem i skierowałem się do domu. Co do cholery? Usłyszałem Ich głosy w salonie więc cicho przedostałem się do kuchni by wszystko lepiej słyszeć.
- Ale jak my to mu powiemy? - usłyszałem Malik'a i szepty pozostałych. O czym mają mi powiedzieć?
Nie mogąc dłużej czekać wparowałem szybko do salonu a wszystkie pary oczu były skierowane na mnie.
- Co macie mi do powiedzenia? - mój ton był chłodny i o to chodziło. Mam się dowiedzieć i do tego właśnie zmierzałem.
- No słucham? Powie mi ktoś? - i tak mi powiedzą bo niestety ale przede mną nie ma sekretów i zaczyna mnie to irytować.
- Hazz bo wiesz.. - spojrzałem na Lima'a, który jako jedyny z całej czwórki tchórzów postanowił się odezwać i w głębi mu dziękuje.
- Możesz mi w końcu ku*wa powiedzieć? - warknąłem na co wstał i podszedł do mnie dając jakąś kartkę.
Po kilku sekundach gdy wiedziałem jaka jest treść wiadomości zamroziło mnie i czułem jak moje mięśnie się napinają. Zgniotłem kartkę formując dłonie w pięści.
- O co tu chodzi? - zapytałem patrząc na każdego z Nich i wyczekując jakiejś odpowiedzi.
- Po tym jak jeden z Nich dowiedział się co zrobiłeś z Benson'em teraz On też kogoś zabije - mówił to tak spokojnie, że myślałem, że go zaraz zabije.
- I dlatego przysyła jakąś pieprzoną karteczkę, żebym uważał na Emm? - kolejny raz muszę ją szczególnie chronić bo wszytko czego pragnę to Jej bezpieczeństwo.
- No taa.. - mruknął.
- Ale nie zabiliśmy Ich wszystkich? - mam nadzieję, że powiedzą tak, to wszyscy, jesteśmy wolni Hazz.
- No nie. Jeden z Nich myśli, że może wszystko przeciwko Nam pięciu. A po za tym gdzie Emily? - na Jego ostatnie słowa przypomniałem sobie o mojej kruszynce, która została u siebie, sama, beze mnie.
- Ku*wa jest u siebie! - na samą myśl o tym co mógłby się stać straciłem racjonalne myślenie.
 - Harry radzę Ci do Niej jechać! - krzyknął Zayn a ja łapiąc kluczyki szybko skierowałem się do samochodu. Nie wiem co bym zrobił gdyby ktokolwiek ją tknął i zrobił jakąkolwiek krzywdę. Ona nie może cierpieć, a  ja muszę cierpieć za Nią. Nie obchodziło mnie w tej chwili jak szybko jadę i że mogę spowodować wypadek. Chłopaki byli tuż za mną a ja miałem jeszcze kilka minut drogi.
- Ku*wa szybciej! - warknąłem i mocniej ścisnąłem kierownicę. Musze tam być jak najszybciej. Muszę być u mojej Lily. Po kilku minutach zaparkowałem i jak idiota rzuciłem się w kierunku mieszkania mojej Emm.
- Lily? - krzyknąłem gdy byłem już w środku. Zacząłem rozglądać się po całym domu ale nigdzie nie znalazłem Emm ani jej przyjaciółki.
- Ku*wa - przekląłem kiedy zobaczyłem zdemolowany salon i kolejną pieprzoną karteczkę.
- Ten koleś jest jakiś pojebany! - warknął Lou kiedy wszyscy znaleźli się w mieszaniu.
- On musiał mnie śledzić i zaraz jak odjechałem on tu przyszedł. Może Emm myślała, że to ja i mu otworzyła? Jakim ja jestem idiotą, czemu pozwoliłem jej tu zostać! - byłem wściekły na samego siebie po czym zrzuciłem resztki rzeczy ze stołu.
- Harry uspokój się! Znajdziemy ją i tego skurwiela też - Lou zaczął mnie pocieszać. Może zmienił zdanie i przekonał się, że kochamy się z Emily? Chciałbym w to wierzyć.
 - Co mam robić? - na myśl o tym co ten kutas może zrobić mojej Lily zacząłem płakać. Byłem bezbronny nie mogąc nic zrobić. Nie zapewniłem Jej bezpieczeństwa a teraz nie wiem gdzie jest i z kim. Gdybym pozwolił jej odejść cierpiałbym ja a teraz cierpi Ona. Niestety ale nie jestem już tym samym samolubnym człowiekiem. Wybieram pierwszą opcję gdzie to ja cierpię nie mogąc z Nią być.
- Ku*wa to jest takie trudne! - nagle za wibrował mój telefon. Numer był nieznany więc już wiem kto mógł to być.
" I jak się bawimy Styles? 
Gdy tylko go spotkam zabiję go w sposób, kiedy będzie bolało najbardziej.
- Co mam robić? - mam nadzieję, że przynajmniej oni doradzą mi co mam robić.
- Dawaj ku*wa ten telefon! Mój kolega jest tak mądry, że namierzy tego skurwiela - warknął Niall po czym wyrwał mi telefon i zadzwonił do wcześniej wspomnianego znajomego. Myślałem, że to coś pomoże i namierzy telefon tego kutasa. Jeśli go dorwę nie ręczę za siebie jeśli tylko dotknie mojej kobiety. Spojrzałem na blondyna, który co chwile przytakiwał i zbierał informację co mnie szczerze denerwowało bo sam wolałbym to słyszeć.
- Ok, dzięki Sam - chłopak z widocznym uśmiechem odłożył telefon i podał mi kartkę, na której wszystko notował.
- I co.. to wszystko? - zdziwiłem się, że ten cały Sam tak szybko Go namierzył. Musi być na prawdę niezły.
- Dobra zbieramy dupę i jedziemy! - parsknął Malik i wybiegł z domu po czym już słyszeliśmy silnik.
- Zależy Wam na znalezieniu Lily tak samo jak mnie? - to jak szybko zbieraliśmy informacje o tym gdzie znajduje się moja kruszyna i to jak szybko chcą się tam znaleźć naprowadza mnie tylko na te myśl.
Chłopaki spojrzeli na siebie po czym przytaknęli a uśmiech wkroczył na moje usta.
- Ciesze się! - spojrzałem za okno. Musimy być blisko bo stare opuszczone budynki to idealne miejsce na przetrzymywanie kogoś. Samochód się zatrzymał a ja szybko go opuściłem rozglądając się po otaczającym Nas terenie. Jakbym kojarzył to miejsce ale moja podświadomość nie może tego przeskanować. Było już ciemno więc może dlatego dobrze nie widziałem.
- I co teraz? - szepnąłem w stronę chłopaków, ale nie dostałem odpowiedzi.









Czytasz - Komentujesz *


~ Original Wingz ;3

niedziela, 9 marca 2014

Rozdział 12



Tak cholernie pragnąłem bliskości jej ciała.
- Kochanie jutro jedziesz ze mną do firmy - nie zastanawiałem się do póki tego nie powiedziałem.
- Harry? - warknęła i odsunęła mnie od siebie.
- To nie tak.. ku*wa no to takie trudne - zacząłem się jąkać. Nie wiedziałem co mam jej powiedzieć. Nawet go nie zabiliśmy a akcja miała być dzisiaj. To dziś miałem zniszczyć tego sukinsyna, który niszczył Nas przez te lata. Ale jedno mogę mu zawdzięczać. Trenował Nas i dzięki Niemu jesteśmy silniejsi i nie zwracamy uwagi na to gówno zwane życiem. Ja tak miałem dopóki nie poznałem mojej kochanej Emm.
- Przecież go nie zabiliście! - widziałem cholerny ból w jej oczach co sprawiało mi ból.
- Nie ale mam tego dosyć i to własnie zrobię! Dziś z chłopakami, którzy jeszcze o tym nie wiedzą pojedziemy tam i skończymy z Nim na zawszę - nie panowałem nad emocjami ale odrobinę spokoju zawsze muszę zachować gdy jest blisko.
- Jadę z Wami - odezwała się a ja myślałem, że się przesłyszałem.
- Powtórzysz kochanie? - nie chcę, żeby to powtarzała bo wiem, że zdania nie zmieni.
- Dobrze słyszałeś. Jadę z Wami i żadnego sprzeciwu, boje się o Ciebie i chcę tam być - podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła.
- Kochanie proszę, nie kłóć się ze mną. Dla Twojego bezpieczeństwa będzie lepiej jeśli zostaniesz a ja podeśle kogoś, żeby Cię pilnowali bo nie zostawię Cię samej. - głaskałem jej plecy co chwilę kołysząc Nami w uspokajającym geście.
- Czyli chcesz mnie zostawić na pastwę jakiś obcych debili? Tak, na prawdę się o mnie martwisz. Równie dobrze mogę jechać do domu! - odsunęła się ode mnie i poszła do salonu a ja zaraz za Nią.
- Skarbie tu jest Twój dom, przy mnie, ze mną! - mój ton lekko złagodniał ale nadal była napięta sytuacja między Nami. Czyli codziennie od pierwszego spotkania tej kochającej ale denerwującej istoty.
- Nie?! - lekko się uśmiechnąłem wiedząc, że nie ma więcej argumentów na swoją obronę.
- Zostajesz tu i nigdzie się nie ruszasz - podszedłem do Niej ujmując jej dłonie w swoje i głaszcząc wierzch jej małych rączek.
- Nie rozkazuj mi do cholery. Jestem dorosła! - warknęła a mnie już to wkurwiało maksymalnie.
- Mam Cię gdzieś zamknąć, żebyś mnie posłuchała? - zbliżałem się do Niej a Ona stopniowo robiła kroki do tyłu.
- Kochanie? Coś powiedziałem - przyspieszyłem a Ona napotkała przeciwieństwo nie mogąc wykonać dalszych ruchów. Złapałem ją mocno za biodra na co syknęła i przekręciła głowę tak aby na mnie nie patrzeć. To cholernie boli ale nikt nie będzie mnie ku*wa lekceważył.
- Spójrz na mnie - warknąłem i jedną ręką przekręciłem jej głowę tak, że niebieskie tęczówki wbijały się wprost w moje. Powoli zabijała mnie wzrokiem nie chcąc ustąpić.
- Jeśli nie przestaniesz to Cię zamknę w sypialni i tam zostaniesz! - warknąłem napierając na jej drobne ciało. Przejechałem dłonią po jej rozgrzanym policzku po czym lekko musnąłem go wargami.
- Będziesz tęsknić jak pojadę? - przekręciła przecząco głową a ja mocniej zacisnąłem dłonie na jej biodrach na co spiorunowała mnie wzrokiem i zacisnęła szczękę.
- Próbujesz udawać taką złą ale Ci to nie idzie skarbie - zaśmiałem się na co zaczęła się kręcić chcąc opuścić moje ramiona. Nie pozwolę na to.
- Puszczaj mnie kutasie! - jeśli nie zna reguł mojej gry to z chęcią ją ich nauczę.
- Jak mnie ku*wa nazwałaś? - syknęła ponownie kiedy ściskałem jej pośladki do granic możliwości.
- Spieprzaj debilu! - wyrwała się i wymierzyła mi siarczysty policzek po czym uciekła na górę zatrzaskują drzwi, jak obstawiam od łazienki.
- Jeszcze stamtąd wyjdziesz ku*wa i będziesz mnie błagać o przebaczenie! - krzyczałem a moje ciało w pełni pochłonęła chora obsesja na jej punkcie, chęć jej bezpieczeństwa i ta kurewska wściekłość kiedy mi się stawia.
- Chyba Cię pojebało! - usłyszałem jej równie wściekły ton i cicho zachichotałem.
- Jeśli wrócę masz mnie błagać i przepraszać za to szczeniackie zachowanie inaczej nie wychodź stamtąd! - parsknąłem i biorąc potrzebne mi rzeczy skierowałem się do garażu. Zatrzasnąłem drzwi tak aby nie mogła wyjść po czym wpakowałem wszystko do bagażnika i odjechałem z piskiem moim czarnym range rover'em. Nadal byłem na Nią cholernie wściekły i nie dam jej tak łatwo wygrać. Żadna kobieta nie będzie mną rządzić. Droga do apartamentu nie była dość długa zważywszy na moje szybkie tempo. To wszystko zawdzięczam Lily i nadal będącej we mnie wściekłości. Dojechałem i zaparkowałem tak abym nie rzucał się w oczy po czym ruszyłem we wcześniej umówione miejsce gdzie czekali chłopaki.
- Co Ty taki wkurzony? - odezwał się blondyn na co zacisnąłem ręce formując pięści.
- Nie Twój zasrany interes! - mruknąłem i ubierając się zapakowałem broń i ruszyłem w stronę tylnego wejścia. Weszliśmy na piętro gdzie pracował do późna ten idiota po czym bezszelestnie skierowałem się do drzwi z napisem Mr. Benson i szybko wyważyłem je stając na przeciwko biurka gdzie znajdował się mój cel.
- Witaj stary przyjacielu - warknąłem i cicho się zaśmiałem. W tym samym czasie dołączyli do mnie chłopaki. Mina tego fiuta była bezcenna. Tego własnie pragnąłem. Jego strachu i tego, że zaraz będzie martwy.
- Giń chu*u jebany! - warknąłem naciskając na spust i słysząc głuchy strzał a chwile potem widok leżącego na ziemi Benson'a. Liam i Zayn wynieśli Jego ciało skutecznie zakrywając jakiekolwiek dowody Naszej zbrodni.
- A teraz to ja jestem szefem - usiadłem na Jego wcześniejszym miejscu układając nogi na jego byłym stoliku.
- Jest jedna sprawa... Ludzie, którzy tu pracują? - wszystko jak zawsze musi mi popsuć Lou.
- Proste. Jestem synem Jego brata. Przyjechałem tu zająć Jego posadę a On sobie poszedł na emeryturę zaraz po tym jak przepisał firmę na mnie - pokazałem Im plik papierów, gdzie czarno na białym napisane było, że firma należy do mnie.
- Hazz - zaśmiał się blondyn i pokiwał głową.
- Taa.. wiem, jestem najlepszy - zaśmiałem się i wstałem kiedy chłopaki wrócili.
- I jak? - zapytał Tommo gdy wychodziliśmy na zewnątrz już mojego gabinetu. Obgadaliśmy kilka ważnych spraw a ta akcja była na prawdę prosta. Po kilku minutach rozeszliśmy się a ja szybko pojechałem do domu. Tak wszystko zaczęło mi się przypominać i mam nadzieję, że czeka na mnie i mnie przeprosi za to zachowanie. Zaparkowałem i zdziwił mnie brak jakiegokolwiek oświetlenia w sypialni. Może śpi? A jeśli tak pogadamy jutro. Wziąłem wszystko i skierowałem się do domu.
- Emm - wyszeptałem cicho, żeby jej nie obudzić jeśli rzeczywiście zasnęła.
Wszedłem na górę i otworzyłem sypialnie ale nikogo tam nie zastałem. Moje serce zwiększyło prędkość bicia kiedy nie zobaczyłem żadnej rzeczy należącej do mojej Lily oraz kartkę leżącą na łóżku. Moje mięśnie się napięły kiedy przeczytałem, że mnie zostawiła i po prostu odeszła.
- Ku*wa! - podarłem skrawek kartki a wszystko co znajdowało się na szafce znalazło się obecnie na podłodze.
- Muszę Cię znaleźć! - pojedyncze łzy znaczyły drogę na moich policzkach. Wstałem i postanowiłem zadzwonić do Niej i dowiedzieć się o co chodzi, choć wiem, że nie odbierze ale warto próbować. Po kilku sygnałach nadal nie odbierała a ja byłem na skraju wytrzymałości bo wiem, że mnie ignoruje.
- Tak się będziemy bawić? - parsknąłem i rzuciłem telefon. Wiem, że zatrzymała się w domu swojej przyjaciółki choć to  był jej dom ale Ona mieszka ze mną. Musiałem jakoś zdobyć adres tej dziewczyny więc zadzwoniłem do Zayn 'a.
- Zayn znajdź mi adres tej przyjaciółki Lily - powiedziałem szybko na jednym wdechu i wiem, że był zdziwiony ale szybko znalazł to czego szukałem.
- Ale co jest? - zapytał ale nie mam zamiaru mu czegokolwiek mówić i rozłączyłem się po czym wziąłem kurtkę i pojechałem pod podany mi adres. Po kilku minutach byłem na miejscu. Skierowałem się w stronę domu o tym samym adresie co na kartce i zapukałem. Czekałem kilka sekund dopóki drzwi się uchyliły i zobaczyłem w Nich wysoką blondynkę. To zapewne Ona.
- Hej, jest Emily? - jeśli nie pozwoli mi do Niej wejść będzie miała kłopoty.
- Ty jesteś Harry tak? - byłem już znudzony tym staniem więc kiwnąłem głową i próbowałem przedostać się do środka.
- Wpuszczaj mnie! Wiem, że tam jest! Emm kochanie! - krzyczałem bo wiedziałem, że Ona tam jest i muszę z Nią porozmawiać. Nie chciałem robić krzywdy jej przyjaciółce i pogarszać sprawy ale nie chciała mnie przepuścić więc musiałem ją lekko popchnąć po czym zacząłem szukać mojej Lily. Skierowałem się do jakiegoś pokoju gdzie zastałem moją płaczącą kruszynkę i szybko ją przytuliłem ale próbowała mnie odpychać.
- Spieprzaj! - warknęła przez płacz. Wiem, że była bezsilna i nie opierała się dłużej.
- Nie. Nie odejdę od Ciebie.. nigdy kochanie! - szeptałem próbując uspokoić ją aby już więcej nie płakała. Nie robiła tego przeze mnie.
- Kochanie? - musiałem być łagodny.
- Co? - warknęła i dalej płakała a ja głodziłem ją po plecach.
- Wróć do mnie.. proszę Cię - pocałowałem ją lekko w głowę i kołysałem Nami próbując ją w jakikolwiek sposób przekonać aby ze mną wróciła.
- Nie wytrzymam bez Ciebie.. przepraszam za tamto wcześniej. Zachowałem się jak dupek! - nawet nie zauważyłem kiedy zacząłem płakać razem z Nią.
- Musisz dać mi czas. Nie wrócę do Ciebie.. na pewno nie dzisiaj - odkleiła się od mojego torsu a ja spojrzałem w Jej zaszklone oczka.
- Przepraszam.. - wciąż płakałem nie panując nad swoimi emocjami. - Ale dobrze. Dam Ci czas - pocałowałem ją przelotnie i wyszedłem gdyż tego oczekiwała.
Gdy zmierzałem do wyjścia jej przyjaciółka uśmiechała się zwycięsko i tylko pokiwała głową na co spiorunowałem ją wzrokiem.
- Wiedziałam, że Ci nie wybaczy i nie musisz udawać tych łez - zaśmiała się na co tylko pokiwałem głową.
- Spierdalaj. Nie wiesz co czujemy więc siedź cicho bo jeszcze Ci się coś stanie! - parsknąłem w jej stronę i wyszedłem trzaskając drzwiami. Wróciłem do domu i całą noc myślałem o Niej, o Nas. Nie chcę, żeby to się tak skończyło. Kocham ją i jestem pewny, że Ona mnie też.


* Perspektywa Emily *

Wiem, że mnie kocha i to różnie z Nami bywa ale to co wtedy robił i Jego chłodne słowa skierowane do mnie. Nie mogę pozbyć się tego z mojej głowy a On jeszcze tu przychodzi i mnie przeprasza. Ale skąd On miał mój adres? Siedziałam dalej płacząc jak idiotka dopóki nie weszła Kim.
- Czego? - warknęłam. Nie chce nikogo widzieć a tym bardziej o niczym gadać.
- Wiedziałam, że tak to się skończy Emms - jeśli zaraz stąd nie wyjdzie to jej pomogę.
- Weź wyjdź! Nie chce mi się z Tobą gadać jasne? - podeszłam do Niej i wyprosiłam zamykając drzwi na klucz. Oparłam się o drzwi i zsunęłam w dół. Nie mogę się załamywać i ciągle płakać. Byłam wyczerpana i na nic nie miałam ochoty a w szczególności na jej 'a nie mówiłam'. Moje łóżko to teraz to czego potrzebuje. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Obudziłam się rano z ogromnym bólem głowy przypominając sobie wczorajszy najgorszy dzień w moim życiu.
- Osz ku*wa - podniosłam się ale ból uniemożliwiał mi dale ruchy więc ponownie się położyłam.
Nagle usłyszałam dość głośne krzyki dochodzące z dołu. Rozpoznałam głos Kim a ten drugi to mógł być Tristan. Ale niestety to musiał być ktoś inny.
- Harry? - złapałam się za głowę i powoli wstałam z łóżka. Otworzyłam drzwi aby wszystko słyszeć lepiej ale jak na złość teraz musieli zamilknąć. Zeszłam na dół by podsłuchać Ich konwersację ale nadal trwała głupia cisza.
- No rozmawiajcie do cholery! - tak uważaj Emm bo to coś pomoże. Zeszłam niżej i stanęłam nogą na coś dość ostrego. Syknęłam i złapałam się za bolącą stopę.
- Ku*wa! - warknęłam a Hazz i Kim pojawili się zaraz przy mnie.
- Kochanie co jest? - wyczułam troskę w Jego głosie gdy z przerażeniem przyglądał się mojej ranie. - Gdzie masz apteczkę? Zaraz Ci ją opatrzę - Hazz zaczął się rozglądać a ja tylko pokazałam głową na łazienkę. Kim stała obok ze skrzyżowanymi rękami i przyglądała się tylko. Wiedziałam, że była zła, że tu przyszedł i nie chciała abym Go widziała. Chciałam coś powiedzieć ale nagle zjawił się Hazz i zaczął opatrywać powoli moją ranę.
- Boli? - syknęłam kiedy przyłożył opatrunek lekko dociskając do rany.
- Umm.. już lepiej - uśmiechnęłam się na co odwzajemnił gest i już nie był tak spięty jak chwilę wcześniej.
- Hazz nie stresuj się tak taką małą raną bo jeszcze zemdlejesz - zachichotałam na co nerwowo się zaśmiał przeczesując swoje loki.
- Jasne, gdyby to był ktoś inny - w sekundzie znikł za drzwiami łazienki a ja z wielkimi oczami przyglądałam się Kim. Jego słowa były dość dziwne.
- Kim? - spoglądałam na Nią wyczekując jakiegoś wyjaśnienia.
- On na prawdę Cię kocha.. ale to takie chore. Stresował się tak bo chodzi o Ciebie, chcę dla Ciebie jak najlepiej i martwi się - mówiła beznamiętnie patrząc w jakąś przestrzeń po czym poszła do kuchni. Parsknęłam i pokiwałam głową. Ona czasem strasznie mi działa na nerwy. Siedziałam dalej na schodach bo nie chciało mi się stąd schodzić dopóki nie pojawił się Hazz.





* Czytasz - Komentujesz *



Dziś dzień Polish Directioners! <3 
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO WAM! <3



~ Original Wingz ;3


sobota, 8 marca 2014

Rozdział 11



Szybko zbiegłem na dół gdzie w salonie zastałem Ich wszystkich. Byłem strasznie wkurwiony i w tamtej chwili nie obchodziło mnie nic oprócz tego aby im wpieprzyć. Nie chciałem, żeby moja Lily to widziała dlatego szybko odwróciłem się do Niej i przyparłem ją do ściany. Lekko pisnęła patrząc w moje oczy.
- Skarbie na górę! - warknąłem jej prosto do ucha, chciałem być bardzo przekonujący.
- Nie. Nie będziesz nikogo bił Hazz! - odpowietrzała tym samym tonem więc mocniej przywarłem na jej ciało na co się wzdrygnęła.
- Nie mów mi co mam robić, będziesz mnie słuchać jasne? - parsknąłem bo ta sytuacja coraz bardziej działała mi na nerwy.
- A jak nie to co? - nie no kurde. Dziewczyno nie ułatwiasz mi tego.
- Masz się ku*wa słuchać swojego mężczyzny! - mruknąłem i złapałem ją za nadgarstki prowadząc do góry. Zatrzaskując drzwi ponownie przywarłem do Niej i ciężko dyszałem czując dreszcze na Jej delikatniej skórze. Ucałowałem płatek jej ucha na co się wzdrygnęłam i wydała z siebie cichy jęk.
- Uwielbiam jak to na Ciebie działa kochanie - warknąłem do jej ucha a Ona wbiła paznokcie w moje plecy. Zbliżyłem się jeszcze kilka centymetrów tak jak to tylko możliwe a moja ręka powędrowała pod jej zwiewną koszulkę.
- Przestań - wysyczała przez zęby a ja odgarnąłem jej włosy tak aby widzieć jej piękną twarz.
- Nie.. nie zmusisz mnie bym przestał skarbie. Oboje tego chcemy prawda! - upewniałem Nas oboje w tym, że pragniemy siebie i chcemy poczuć drugą osobę tak jak to tylko możliwe mimo tego, że tych czterech siedziało na dole a ja miałem im wpierdolić. I nadal zamierzam to zrobić tylko na początek muszę zająć się moją kobietą tak bardzo mnie pragnącą a ja jej.
- Hazz proszę.. - jęknęła kiedy ręką zjechałem w dół jej dresów. Chcę ją poczuć, kochać się z Nią ale Ona stawia mi opór co jeszcze bardziej motywuje mnie i podnieca. Jeszcze nigdy w życiu nie czułem się tak cudownie przy żadnej dziewczynie, ale moja Lily daje mi wszystko czego potrzebuję.
- Kochanie - warknąłem przygryzając wargę i zachłannie całując jej pełnie usta. Ocierałem się o Nią a Ona wydawała z siebie ciche jęki zmieszane z przekleństwami i moim imieniem, które tak seksownie brzmi w jej wargach.
- Hazz chłopaki są na dole. Przestań.. - jej prośby idą na marne bo nie zamierzam tym razem odpuścić. Podniosłem jej ciało a ona oplotła moje biodra. Skierowałem się na łóżko i delikatnie ją na nim ułożyłem siadając na Niej okrakiem i całując rozgrzaną skórę szyi. Jedna dłoń trzymała jej nadgarstki tuż nad głową a drugą pieściłem jej piersi doprowadzając tym samym do szczytu nieznanego jeszcze uczucia.
- Jesteś dziewicą skarbie prawda? - mój ton był łagodny i niski dzięki uczuciu, które opanowało moje ciało oraz szybszy oddech i niekontrolowane bicie serca. Kiwnęła głową na co uśmiechnąłem się lekko ciesząc się jak wariat w głębi duszy wiedząc, że jestem tym pierwszym, który da jej odczuć doznania płynące z seksu i niesamowite uczucie orgazmu.
- To dobrze kochanie - warknąłem cicho do jej ucha na co wydała z siebie cichu jęk.
- Czemu? - zapytała zbyt niewinnie na co ucałowałem jej piękne usteczka.
- Bo jestem pierwszym mężczyzną, którego kochasz i który sprawi Ci dobrze skarbie - przywarłem do jej ust na co mruknęła i przejechała palcami po moich plecach wywołując wspaniałe doznania. - i ... to ja doprowadzę Cię do tego pierwszego wspaniałego orgazmu moja piękna Lily - przejechałem ustami po linii jej szczęki i ucałowałem każdy jej milimetr.
- Nie nazywaj mnie tak - zaśmiałem się na co uderzyła mnie w ramię. Znów wraca ta Emily, która nie lubi jak mówię na nią Lily ale mi się to podoba i tego nie zmienię.
- Cicho kobieto, będę tak mówił do Ciebie bo mi się podoba.. tak jak i Ty piękna moja - tym razem ucałowałem jej dłonie. Nigdy wcześniej nie byłem tak delikatny z dziewczyną jeśli chodzi o kochanie się. Zawsze byłem dziki i ostry. Nie liczyłem się z uczuciami tej drugiej osoby. Ważne było dla mnie to abym ja czuł się dobrze a potem każde szło własną drogą. Nic mnie nie interesowało ale teraz jest inaczej. Dla Lily muszę być delikatny, dać jej poczucie bezpieczeństwa.
- Wiesz... - zacząłem przyciągając ją blisko siebie.
- Tak? - bawiła się moimi loczkami na co pozwolenie miała tylko ona jedyna.
- Pamiętasz jak pracowaliśmy w tej korporacji? - jej oczy natychmiast odnalazły moje a źrenice jej tęczówek niebezpiecznie się powiększyły. - Kochanie spójrz na mnie! - żądałem gdy spuściła głowę nerwowo bawiąc się skrawkami poduszki.
- Taa.. pamiętam - spojrzała w moją stronę a ja kontynuowałem.
- I jeśli już ich zabiliście.. - moje mięśnie na samo wspomnienie niebezpieczeństwa jakie groziło mojej kruszynce napięły się na co Ona chwyciła moje dłonie w swoje i lekko pocierała moje kostki wiedząc, że to mnie uspokoi. - i jeśli zabijemy tego skurwiela.. - skrzywiła się na co ucałowałem ją w czoło i cicho zachichotałem. - I ja będę tam wtedy szefem. - podniosła głowę i spoglądała na mnie ze.. strachem?
- Kochanie co jest? - zapytałem pełen troski.
- Nic. Boję się o Ciebie i to tyle Hazz - lekko się ode mnie oddaliła na co mocniej złapałem ją w talii przyciągając z powrotem do siebie.
 - Nie masz powodu, na prawdę skarbie. Będę na siebie uważał. - gładziłem jej plecki chcąc ja uspokoić. Bardziej powinna się martwić o siebie i ja również tym, że jeśli będę tam pracował to Ona będzie tu sama.
- Będziesz tam jeździć ze mną? - podniosła głowę ze znakiem zapytania malującym się na jej ślicznej twarzy.
- Co? Nie, wykluczone, nie będę tam jeździć - warknęła odwracając się ode mnie na co poczułem dziwne kłucie w sercu.
- Kochanie proszę - wyszeptałem próbując się do Niej zbliżyć ale skutecznie mnie odepchnęła.
- Ku*wa Emm proszę! - podniosła głos i wstała z łóżka wyrywając mi się kiedy próbowałem usadzić ją na moich kolanach trzymając blisko siebie.
- Nie przeklinaj na mnie Hazz, nie chcę tam jeździć i powinieneś to uszanować a jeśli się o mnie boisz to nie pracuj tam! - warknęła wychodząc i trzaskając drzwiami.
- Emily, Emm, ku*wa Lily - krzyczałem za Nią po czym szybko podniosłem się i poszedłem za Nią. Nikt nie będzie się tak w stosunku do mnie zachowywał a szczególnie Ona i nikt nigdy nie będzie mnie ignorował. Będąc blisko Niej złapałem ją za nadgarstki przyciągając do siebie zamykając w swoich ramionach. Próbowała się wyrywać ale jestem silniejszy a jej starania znów szlak trafił. Lekko kołysałem Naszymi ciałami próbując ją trochę uspokoić. Ma dość wybuchowy charakter tak samo jak ja dlatego musimy nad tym popracować.
- Chodźmy na dół co? - spojrzała na mnie i lekko kiwnęła głową na potwierdzenie. Podniosłem ją i zaniosłem na kanapę włączając jakiś film. Chłopaków nie było co wpływało na ich korzyść bo nadal byłem na nich wściekły, że podczas mojej choć krótkiej nieobecności narazili moją Lily na takie gówno. Nie wybaczę im tego. Zostawili za to kartkę a ja przeczytałem ją po czym wyrzuciłem do kosza.
"Harry my już spadamy. Musicie sobie to wytłumaczyć, choć wiemy, że możesz być na Nas zły." 
                                                                                                                         Chłopaki. xx

Oni na prawdę są kompletnymi idiotami. Ale nie mój to problem. Wróciłem do mojej kruszyny przyciągając ją do siebie.
- Coś do picia panienko? - chciałem ją trochę rozweselić i jak na razie udaje mi się to robić.
- Hmm.. może soczku panie Styles - tak seksownie wypowiedziała te ostatnie słowa na co znów miałem na Nią ochotę a Ona lekko się zaśmiała.
- Co? - byłem trochę zdezorientowany jej nagłym śmiechem.
- Spójrz w dół kochanie - i znów te piękne słowa. Ona tak na mnie działa tylko słowem.
- Zboczeniec mały! - warknąłem po czym szybko skierowałem się do kuchni po sok dla mojej księżniczki.
- Ty tak na mnie działasz kochanie, powinnaś być z siebie dumna - krzyknąłem na co usłyszałem jej śmiech. Słodki śmiech.
- Wiem i jestem kotku - jeszcze raz tak do mnie powie a zaraz przelecę ją na tej kanapie. Wracając podałem picie Emm i usiadłem obok Niej oplatając ją swoim ramieniem.
- Kocham Cię - pocałowałem ją w usta na co oddała mi pocałunek.
- Wziąłbym Cię na tej kanapie - wyszeptałem jej do ucha zjeżdżając rękom w dół jej ciała. Skrzywiłem się kiedy ją zepchnęła i słodko się zaśmiała.
- Wiem, że i tak mi się oprzesz - wyszczerzyłem się i w tej chwili byłem górą.
- No chyba nie mój skarbie - mruknęła wprost do mojego ucha na co przeszły mnie dreszcze po czym poczułem jej delikatne wargi na mojej szyi.
- Przestań bo nie wytrzymam! - warknąłem i ująłem jej twarz w dłonie mocno wpijając się w jej usta.
Po około godzinie moja kruszyna słodko spała dlatego zaniosłem ją do pokoju kładąc do łóżka. Zszedłem na dół w celu zrobienia porządku w salonie kiedy dostałem wiadomość.
- Co to ku*wa za numer? - zdziwiłem się ale otworzyłem wiadomość a moje mięśnie napięły się a szczęka mocno zacisnęła.
"Styles uważaj na tą swoją laskę"
 Dlatego tak strasznie się o Nią boje i chcę żeby była zawsze przy mnie. Nie mogę jej zostawić. Ze złości rzuciłem mój telefon po czym roztrzaskał się o ścianę a ja rozrzuciłem wszystko co znajdowało się na stoliku. Byłem wściekły i nie kontrolowałem tego co robię. Nagle usłyszałem czyjeś kroki i zaprzestałem demolowania salonu. Ciężko oddychając podszedłem bliżej gdzie zobaczyłem moją małą Lily.
- Kochanie.. przepraszam, że Cię obudziłem. Nie chciałem - podszedłem bliżej i przytuliłem ją mocno do siebie.
- Hazz czemu się denerwujesz? - nie chce jej okłamywać i chcę, żeby wiedziała.
- Kochanie ktoś napisał mi żebym na Ciebie uważał. Dlatego musisz być zawsze przy mnie żebym mógł Cię chronić - na same wspomnienie tego, że coś może stać się mojej kruszynce łzy pojawiły się w kącikach moich oczu.
- Harry nie płacz. Wszytko będzie dobrze. Obiecuje, że będę zawsze przy Tobie - mocno mnie przytuliła i pocałowała lekko w usta. Uśmiechnęła się do mnie co odwzajemniłem ten skromny ale dla Nas wielki gest. Pociągnęła mnie za rękę prowadząc do góry.
- Chodź, idziemy spać - mruknęła do mnie na co się uśmiechnąłem. Była zmęczona a ja ją obudziłem.
- Jeszcze raz przepraszam kochanie. Nie chciałem - pocałowałem ją kiedy leżałem już na łóżku obok Niej szczelnie przyciągając do swojego torsu.
- Lubię Twoje tatuaże Hazz - wodziła palcami po moim ciele co mnie bawiło kiedy z zaciekawieniem śledziła każdą dziarę na moim ciele.
- Mmm - mruknąłem skradając jej całusa i wtulając się w zagłębienie jej szyi. Zapach jej ciała to zdecydowanie mój nowy narkotyk.
- Uwielbiam jak pachniesz skarbie - warknąłem na co poczułem wibracje oznaczające śmiech mojej pięknej istotki.
- A ja Twój kotku - lekko przejechałem językiem po jej gorącej skórze na co mocniej zacisnęła palce na moim torsie cicho jęcząc.
- Harry idziemy spać wiesz? - ten sposób w jaki nie chce się ze mną kochać jest słodki ale kiedyś mi się oprze wiem to.
- Dobrze skarbie ale wiem, że mnie pożądasz i kiedyś Cię przelecę - uderzyła mnie lekko w ramię i przytulając ją blisko do siebie patrzyłem jak słodko zasypia. Nie wiem co bym zrobił gdyby jej nie było, gdyby cokolwiek jej się stało.
- Kocham Cię - wyszeptałem cicho uśmiechając się i mocniej przyciągając jej ciało do siebie.
Nie mogłem zasnąć cały czas myśląc o tym pieprzonym esemesie. Spoglądałem od czasu do czasu jak Emm śpi słodko w moich ramionach dopóki sam nie zasnąłem.

Rano obudziłem się zbyt wcześnie i nie mogąc dłużej spać zszedłem po cichu na dół nie budząc przy tym kobiety leżącej obok mnie. Postanowiłem zrobić jej małą niespodziankę przygotowując śniadanie do łóżka. Po kilku minutach wszystko miałem przygotowane ale ktoś zawsze musi to zepsuć. Poczułem jej delikatne dłonie na moich plecach i czuły pocałunek na szyi.
- Chciałem Ci zrobić niespodziankę kochanie - odwróciłem się do Niej i lekko popchnąłem tak, że oparła się o blat a ja przywarłem do jej ciała. Miała na sobie tylko moją dużą koszulkę, która bosko odsłaniała jej nogi. Mocno przywarłem do Niej swoim kroczem a Ona zaśmiała się czując mnie na sobie.
- Pieprzył bym Cię na tym blacie skarbie - zmysłowo warknąłem jej do ucha czując dreszcze jej ciała.
- Hazz przestań! - krzyknęła a ja zamknąłem jej usteczka swoimi.
- Cicho kurde - warknąłem bardziej dociskając ja do swojego ciała.
- Jest taki dla Ciebie mała - chwyciłem jej dłoń i przesuwałem w dół mojego ciała zatrzymując na kroczu na co lekko się skrzywiła. - Tak wiem kochanie jest ogromny! - zaśmiała się a ja zrobiłem to samo.
Chwyciłem ją mocno za biodra przesuwając w górę i w dół na co wydała gardłowy jęk a mnie to cholernie podniecało.
- Podniecasz mnie - warknąłem i zatopiłem usta w jej delikatniej skórze.
- Hazz przestań no! - nadal stawała opór co tylko mnie bardziej motywowało.
- Chcesz go poczuć w sobie kochanie? Wiem, że chcesz. Podoba Ci się to?! - warczałem wykonując swoimi biodrami ruchy na co ciężko dyszała odchylając głowę do tyłu. - Proszę kochanie, kochaj się ze mną. Podniecasz mnie i cholernie Cię pożądam - na moje słowa jej ciało lekko opadło na moje na co mocniej przycisnąłem swoje ciało do jej utrzymując ją za biodra i nadal wykonując ruchy biodrami. Wtopiłem się w jej skórę lekko zasysając i wtulając głowę w zagłębieniu jej szyi.
- Ku*wa - warknąłem na co się zaśmiała. Nawet nie zdaje sobie sprawy jak silnie na mnie działa. Jej zapach. dotyk jej skóry, ust, jej głos, to jak się porusza, jej piękne oczy, pełne usta i to jak na mnie patrzy, jak się uśmiecha, jak się złości to wszystko mnie tak cholernie podnieca.




 





* Przeczytałeś/łaś? Zostaw komentarz *



~ Original Wingz ;3


środa, 5 marca 2014

Rozdział 10




Leżał w bezruchu na białej pościeli a Jego twarz nie okazywała żadnych emocji. Nie mogłam patrzeć na Niego w takim stanie.
- Liam? - spojrzałam na Niego a potem na Zayn'a.
- Co? - usłyszałam Jego głos gdy spojrzał w dół.
- Możecie Nas zostawić samych? - nie wiem czy dobrze robię ale muszę być z Nim sam na sam.
- Ok - przytaknął po czym skierowali się oboje do wyjścia.  Nie chciałam odwracać się w Jego stronę ale gdy już to zrobiłam powoli podeszłam do łóżka i usiadłam patrząc na Jego twarz. Moje serce biło szybko a ręce zaczęły się trząś gdy chciałam chwycić Jego dłoń. Wiedziałam, że jest nieprzytomny dlatego nie mogłam z Nim o niczym porozmawiać. Zdziwiło mnie gdy poczułam lekkie ściśnięcie dłoni i od razu przeniosłam swój wzrok na Harry'ego, na którego twarzy widniał mały uśmiech. Czyli jednak jest przytomny?
- Hazz? - wyszeptałam cicho na co znów widziałam uśmiech na Jego twarzy.
- Lily - wiem, że sprawia mu to wielką trudność dlatego zakazałam mu mówić.
- Hazz wiesz jak się o Ciebie bałam? Gdy Cie wtedy zobaczyłam przestraszyłam się i ... - nie pozwolił mi dokończyć szepcząc, że wie i żebym przestała teraz o tym mówić. Dalej siedzieliśmy w kompletnej cichy, która nie przeszkadzała mi ani trochę. Jeszcze chwilę siedzieliśmy tak dopóki do sali nie wszedł lekarz i prosił mnie abym wyszła. Na korytarzu spotkałam chłopaków i postanowiliśmy wrócić do domu. Po drodze nikt nic nie mówił dopiero gdy zatrzymaliśmy się przed domem Hazzy odezwałam się.
- Chłopaki... zostaniecie ze mną? - spojrzałam na teraz ciekawe obiekty za oknem.
- Jasne, nawet nie pytaj - Liam był naprawdę dla mnie miły. Dziękuje mu za to.
Weszliśmy do domu a ja poszłam na górę i zasnęłam. Byłam zmęczona dzisiejszym dniem.
Po niecałej godzinie obudziły mnie dziwne hałasy dochodzące z dołu. W mojej głowie pojawiły się wspomnienia Harry'ego więc szybko zerwałam się i pobiegłam korytarzem na dół. Może Liam i Zayn sobie poradzą kimkolwiek jest ta osoba. Schodząc po schodach wzięłam po drodze coś ciężkiego na obronę.
Dźwięk był coraz bardziej słyszalny a moje serce waliło jak oszalałe. Dostrzegłam, że dochodzą z kuchni więc szybko się skierowałam w tamtą stronę i jednym ruchem kopnęłam w drzwi a chłopaki stali jak zamurowani.
- Co to ku*wa.. ? - w tej chwili wyszłam na idiotkę.
- My robimy kolacje? A Tobie co? - odparł lekko zdezorientowany moim zachowaniem Zayn po czym zaczęli się śmiać.
- Ahaa.. może pomogę? - odłożyłam wazon, który miał być moją obroną i usiadłam na blacie lekko zakłopotana tym co zrobiłam przed chwilą.
- Wiecie.. usłyszałam coś i myślałam.. że znowu ktoś chcę Wam coś zrobić i tak.. - gdy kończyłam spojrzeli na siebie i zaczęli się głupio śmiać.
- Wiesz Nas tak łatwo nie da się pokonać - jeszcze chwila i zabiję Ich za te głupie uśmiechy.
- Dobra no! Robimy kolacje czy nie? - zeszłam z blatu rozglądając się i sprawdzając co takiego zrobili.
- Umm a co Wy mieliście zamiar robić? - nie wiem co z tego wyjdzie więc może od razu coś zamówimy?
- Pizza! - krzyknęli obaj a ja zaczęłam się śmiać.
- Z tego? Potrujemy się! Ja zamawiam sobie własną - wyminęłam Ich i poszłam po telefon po czym poszłam do salonu. To było mega zabawne patrząc jak próbują zrobić cokolwiek ale nie są najlepszymi kucharzami. Usłyszałam dzwonek więc wzięłam pieniądze i za chwile delektowałam się swoim przysmakiem. W sekundzie obok mnie pojawili się chłopaki z miną zbitego psa.
- Czego tu? - warknęłam odsuwając pizze.
- Możemy? Nasza trochę nie wyszła - no i co teraz? Dobrze, że zamówiłam więcej bo wiedziałam, że Oni nic nie zrobią.
- Taa.. ale jutro jedziemy na zakupy! - ich miny zrzedły ale zgodzili się a ja podałam im opakowanie.
- Oglądamy? - pokazałam im denną komedię na co znów wydali grymas w niezadowoleniu.
- Żartowałam! Lamusy - krzyknęłam na co spiorunowali mnie spojrzeniem i dołączyli do mojego chichotu.
W nocy ciche szepty przeszkadzały mi we śnie dlatego podeszłam do drzwi i rozpoznałam szepty. Wiem, że na korytarzu nie był tylko Zayn i Liam ale wszyscy. Wyszłam na co wszyscy skierowali wzrok na mnie a szepty ucichły.
- Co jest? - przetarłam oczy i spojrzałam na każdego. Spojrzeli na siebie i wiedziałam, że to nie będzie coś miłego.
- Hazz jest w szpitalu dlatego musisz jechać z Nami - no co Was ku*wa pogięło? W środku nocy? Ale dobrze wiedziałam, że nie ma co się sprzeciwiać.
- Poczekajcie chwilę - wiem, że jeśli Harry się o tym dowie Nas zabije ale muszę Im pomagać. Jeśli się sprzeciwie nie będzie to dla mnie dobre. Szybko się ubrałam i wróciłam do chłopaków.
- Zakładaj na głowę - pokierował mnie Lou i podał również broń, której tak się obawiałam. To co teraz?
- Wiem, że się boisz dlatego będziemy Cię osłaniać ale nie możesz dać plamy. I gęba na kłódkę przy Hazzie. - warknął na mnie a Zayn Go ode mnie odepchnął.
- Nie jestem małym dzieckiem! Rozumiem wiesz? - parsknęłam w Jego stronę i udałam się do wyjścia. Co On ku*wa sobie myśli? To, że jestem dziewczyną nie znaczy, że jestem słaba czy wymięknę.
- O co chodzi w tej akcji? - spytałam gdy wsiadaliśmy do Ich auta.
- Pamiętasz jak jakiś skurwiel pobił Harry'ego? - nienawidzę jak On do mnie mówi.
- Taa - parsknęłam na co zabił mnie wzorkiem.
- Nie przerywaj mi ku*wa! - dobra mam się bać Tomlinson? W marzeniach.
- Teraz zabijamy Ich a potem.. ich szefa, tego, u którego pracowaliśmy. - na dobra teraz zaczynam się trochę bać bo mogę z tego nie wyjść cało.
- Trzymaj się mnie - Zayn jak zawsze umie mnie pocieszyć.
- Jasne - odwzajemniłam Jego lekki uśmiech w moją stronę i mocniej ścisnęłam skórzaną kurtkę gdy samochód się zatrzymał.
- Ku*wa  warknęłam pod nosem po czym wysiadłam. Czarna przestrzeń, fabryka, zniszczone garaże. Na sam widok już chcę do domu.
- Ja pierdole! - wszyscy patrzyli na mnie po czym weszliśmy na teren opuszczonego miejsca. Miałam ciarki i nie tylko dlatego, że było zimno. Kurewsko się bałam i teraz to przyznaję.
- A teraz masz się zamknąć i się nie odzywaj! - warknął Lou w moją stronę i szybko schował się za jednym z garaży a wszyscy poszliśmy w Jego stronę. No nic ku*wa raz się żyje.
- Teraz wejdziemy do fabryki ok? - po słowach Liama skierowaliśmy się do fabryki a Louis wyważył ciężkie drzwi i weszliśmy do środka. Opuszczone miejsce niczym scena z horrorów, których nienawidzę.
Nagle usłyszeliśmy strzał i wszyscy schowaliśmy się a moje serce biło sto razy szybciej.
- Co to było? - trzymałam się blisko Liam'a a ten tylko kazał mi być cicho aby Nas nie namierzyli.
- To Oni, jeśli się nie zamkniesz to Nas zabiją! - Lou ku*wa sam gadasz.
W oddali zobaczyłam wysoką postać i szybko szturchnęłam Liam'a i usłyszałam strzał.
- Co jest? - warknął Louis.
- Nic! Ktoś tam był więc strzeliłam - co? Ja niby strzeliłam i trafiłam go?
- Co? - Jego zdziwienie mnie rozbawiło a On był ewidentnie na mnie zły. Bo przecież to On chciał go zastrzelić. Czy ja się chwalę, że kogoś zabiłam? O Boże.
- Dobra, już zamknij się! Liam, Niall i Ty idziecie tam - wskazał w lewo. - A ja i Zayn tam - wskazał przeciwną stronę po czym ruszyliśmy. Szliśmy powoli trzymając broń i uważając na to co kryje się w każdym kącie budynku. Nagle poczułam broń przy mojej skroni i znajomy chłód oraz silne uderzenie w twarz. Co jest do cholery?

* Kilka godzin później *

Obudziłam się w znajomym miejscu a podnosząc się poczułam cholerny ból głowy.
- Co jest? - przyzwyczaiłam się do jasnego pomieszczenia i otworzyłam szerzej oczy.
- Nic. Ktoś Cię uderzył, my ich załatwiliśmy i znów w domu Emm - znajomy głos Liam'a trochę mnie uspokoił a ja znów się położyłam.
- Ku*wa głowa mnie boli - warknęłam łapiąc się za głowę i jęcząc.
- Ma prawo. Ten jeden nieźle Ci przywalił - zaczął się śmiać na co Go uderzyłam.
- Taa dzięki wiesz? - moja pierwsza akcja, misja czy jakoś tam i już poległam? Nagle usłyszałam jak ktoś biegnie w Naszym kierunku a potem usłyszałam zdyszany głos Niall'a.
- Harry przyjechał! - warknął a ja zerwałam się na równe nogi.
- Co ku*wa? - nie może zobaczyć mnie w tym stanie i z ogromnym siniakiem na buzi bo domyśli się, że coś nie tak.
- Co robimy? - spanikowaliśmy wszyscy. Do pokoju nagle wparował Lou i zaczął Nam rozkazywać co mamy robić i mówić.
- Dobra ku*wa przestań! - jak On mnie strasznie denerwuje. Rób to, nie rób tego. No nie będzie kierował moim życiem do cholery.
- Co Ty ku*wa powiedziałaś? - podszedł szybko do mnie z miną mordercy ale Liam stanął między Nami.
- Co przywaliłbyś mi? Hy? - chciałam Go sprowokować lub zrobić cokolwiek co go zdenerwuje.
- Cicho już ku*wa! - warknął Zayn a w pokoju zapadła cisza. Słyszałam tylko mój przyspieszony oddech gdy nagle drzwi do pokoju się otworzyły. Harry ku*wa teraz?
- Co jest? - spojrzał na Nas i zatrzymał swój wzrok na mnie a Jego źrenice szubko się powiększyły. Jego mięśnie się napięły a szczęka mocno zacisnęła.
- Co Wy jej zrobiliście? - warknął i zaczął zabijać chłopaków wzrokiem. - Pytam się ku*wa! - nie mogę Go okłamywać.
- Hazz to nie tak! - próbowałam chwycić Go za ramiona ale szybko się odsunął.
- A jak? Gadaj co robiłaś! - Jego tęczówki przeszywały moje ciało. Poczułam dreszcze i już chciałam coś powiedzieć ale jak zawsze Louis musi to robić za mnie.
- Harry uspokój się. Jak jest niezdarna i się uderzyła to nie Nasza wina! - parsknął i wzruszył ramionami a Harry rzucił się na Niego z pięściami.
- Co Ty o Niej ku*wa powiedziałeś? - zaczął okładać Go pięściami a Tomlinson nie mógł się ruszyć. Chłopaki zaczęli odciągać Hazze trzymając z dala od Louis'a. Czy On wszystko załatwia biciem? Dziwne, że po dwóch dniach wyszedł a miał siedzieć dwa tygodnie i już się musi bić. Uwalniając się z uścisku Niall'a i Zayn'a podszedł do mnie i chciał przytulić ale tym razem to ja się odsunęłam. Znów ewidentnie był zdenerwowany.
- Powiesz mi kochanie co się stało? Albo to z Ciebie wyciągnę! - warknął mi do ucha, gdy chciałam wyrwać się z Jego silnych ramion. Spoglądając w Jego oczy znów zauważyłam znajomą czerń.
- Zbyt szybko się denerwujesz - zacieśnił uścisk a ja cicho pisnęłam.
- Zostaw ją Hazz - odezwał się blondyn na co Styles odwrócił się w Jego stronę.
- Zamknij się! Nie będziesz mi mówił jak mam postępować z moją dziewczyną! - warknął i znów spojrzał na mnie.
- Jestem Twoją dziewczyną?! - No to już po mnie. Czego nie zrobię lub nie powiem wkurzę tym Harry'ego do granic możliwości czyli jak zawsze.


* Oczami Harry'ego *

Jak najszybciej chciałem opuścić ten zasramy szpital i już po dwóch dniach byłem w domu. A miałem zostać dwa tygodnie ale lekarz chyba bał się mnie. Ku*wa chciałem wrócić do moje Lily, być z Nią, aby czuła się bezpieczna, chce ją kochać a co zastaje po powrocie? Ona ku*wa w siniakach, pobita a chłopaki z Nią w Naszej sypialni. Nikt nie ma przede mną sekretów i powinna o tym wiedzieć.
- Mów ale Cię zmuszę! - zacisnąłem swoje dłonie na Jej tali i warknąłem a jej ciało całe trzęsło się pod moim wpływem.
- Uwielbiam gdy się mnie boisz kochanie - spojrzała na mnie a ja się szyderczo uśmiechałem. Zrobię wszystko żeby powiedziała mi co się stało. Odwróciłem się w stronę chłopaków i kazałem im wyjść. Gdy Zayn zamknął drzwi znów spojrzałem na Lily wciąż oczekując odpowiedzi.
- No to powiesz mi o co chodzi kochanie? - pogłaskałem jej policzek na co odwróciła się w drugą stronę.
- Hazz nic się nie stało - powiedziała spokojnym tonem a ja wiem, że mnie kłamie. Czuję to w jej spojrzeniu.
- Nie oszukasz mnie kochanie - przybliżyłem się do Niej po czym wyszeptałem do ucha.
- Proszę powiedz mi skarbie czy Oni Ci coś zrobili? - na samą myśl chciałem Ich zabić. Nikt nie dotyka mojej kobiety do cholery. Pokiwała przecząco głową na co się uśmiechnąłem.
- Kochasz mnie? - zapytałem obawiając się jej odpowiedzi.
- Tak Hazz - poczułem ulgę ale muszę to usłyszeć.
= Co tak? - byłem cholernie zdesperowany.
- Tak kocham Cię Harry - byłem zadowolony, nawet bardzo. Złożyłem namiętny pocałunek na Jej wargach a jedna rękę przeniosłem pod Jej bluzę na co się wzdrygnęła.
- Więc.. jeśli mnie kochasz powiedz mi co tu było! - słyszałem jak jej serce niespokojnie bije.
- Hazz byłam na akcji i nie zło... - nie pozwoliłem jej dokończyć. Co ku*wa? Moje kochanie było na akcji? Ryzykowała życie? Czy Oni ku*wa są
normalni? Zabije ich!
- Co do ku*wy??!!!! - warknąłem i szybko skierowałem się na dół. Pobiegła za mną prosząc abym się uspokoił. Nie w tej chwili ku*wa.






* Przeczytałeś/łaś? Zostaw komentarz *



~ Original Wingz ;3

                 

poniedziałek, 3 marca 2014

Rozdział 9



Moje serce stanęło ze strachu o pół przytomnego Harry'ego leżącego przy wejściu. Szybko pobiegłam w Jego stronę ujmując w moje dłonie Jego twarz. Wszędzie krew.
- Hazz co się stało? - mój głos się kompletnie załamał. Pierwsza łza spłynęła po moim policzku.
- Kochanie przepraszam.. - uciął nagle i zamknął powieki. Ku*wa Styles nie odchodź.
- Harry ku*wa zostań ze mną! Harry kocham Cię! - krzyczałam zalewając się łazami po czym szybko zadzwoniłam na pogotowie i wróciłam do chłopaka. Siedziałam przy Nim i czekałam na karetkę. Ciągle szeptałam mu jak bardzo Go kocham i mocno przytulałam. Wiem, że z tego wyjdzie. Jest silny. Nagle usłyszałam karetkę i szybko wybiegłam na zewnątrz. Zabrali go a ja nic nie mogłam zrobić. Nie jestem rodziną dlatego nie chcieli mi powiedzieć nic więcej oprócz adresu szpitala, do którego Go zabrali. Usiadłam na kanapie i zaczęłam głośnio szlochać ale postanowiłam się pozbierać i zadzwonić do Zayn'a bo tylko Jego numer miałam.
Nie wiedziałam co mam robić. Kto to był i czemu to zrobił. Moje ciało nagle przejęła złość do tego człowieka, który skrzywdził Harry'ego. Usłyszałam sygnał a chwilę potem głos Malik'a.
- Hej Zayn - mój głos drżał a chłopak to wyczuł
- Emm co jest? - nie wiedziałam jak mam mu to powiedzieć.
- Jakiś koleś.. ktoś tu był i... - znów zaczęłam płakać na wspomnienia Harry'ego. - i pobił Harry'ego. Jest w szpitalu ale nic więcej nie chcą mi powiedzieć. Zayn co mam robić? - nie panowałam już nad emocjami.
- Uspokój się zaraz będziemy u Ciebie, u Was - chłopak wydał się zakłopotany i chwilę potem się rozłączył. Siedziałam cicho dopóki nie zadzwonił dzwonek. Niemal pobiegłam otworzyć i zobaczyłam chłopaków. Spojrzałam na Lou, który nie żywił do mnie ostatnio pozytywnych uczuć. Dzisiaj było inaczej?!
- Wchodźcie - otworzyłam szerzej drzwi i wszyscy weszli kierując się do salonu. To dom Hazzy w końcu.
- Emily co się stało? - odezwał się Liam a ja usiadłam na kanapie, naprzeciwko nich i zaczęłam opowiadać o tym co zaszło rano. Po wszystkich chłopaki mieli szeroko otwarte usta a ja wciąż płakałam.
- Czyli jednak przyszedł? - szeptali między sobą a ja nie wiedziałam o co chodzi.
- Hej ja tu jestem?! - zaczęłam machać im rękoma przed twarzami.
- Napisałem dziś sms'a do Hazzy, że musimy się pilnie spotkać bo dyrektor jednej z największych korporacji, u którego pracowaliśmy dowiedział się o Nas i próbuje Nas złapać. Pracowaliśmy dla Niego ale potem postanowiliśmy sami działać i dlatego na Nas poluje. Boi się, ze kiedyś Go wydamy a gliny go zamkną - na słowa Lou moje ciało zamarło. Harry wspominał o sms'ie od Louis'a i wyraźnie był wtedy zdenerwowany ale nie wiedziałam o co konkretnie chodziło.
- I co dalej? - szerze nie wiem czy chciałam znać odpowiedź ale wypaliłam zamiast wcześniej pomyśleć. Chłopaki popatrzyli na siebie i na mnie.
- Musimy go zabić zanim On zabije Nas - moje serce na słowa Liam'a stanęło na chwilę. Czyli będą ryzykować życie?
- Hazz też prawda? - powiedźcie nie, tylko nie Harry.
- Tak, jesteśmy razem i nikt nikogo nigdy nie zostawia. To Nasz układ odkąd jesteśmy sami w piątkę. - myśl, że będzie jeszcze Niall, Zayn, Louis i Liam razem z Nim trochę mnie uspokoiła.
- Teraz.. jesteś jedną z Nas - znów usłyszałam ten szorstki głos Lou jak wtedy gdy spotkałam Go pierwszy raz.
- Czemu? Nie chcę nikogo zabijać. - nie wiem czemu się mu postawiłam a Harry'ego przecież nie było przy mnie.
- Wyszkolimy Cię ale nie możesz się potem wycofać - niech ktoś inny przemówi bo zaczynam się bać.
- Okey! - warknęła patrząc na nich po kolei.
- Ok, skoro nie ma Hazzy to Cię troszkę przetrenujemy - ujrzałam uśmiech na twarzy Louis'a. Ku*wa o co chodzi?
- Co? - wrzasnęłam a Louis podszedł do mnie zatykając mi usta swoją dłonią.
- Musisz być twarda i nie wymiękać jak Harry. Musisz być jak ja, jak my! Bo Harry był ku*wa twardzielem, nigdy nie beczał, zawsze to On zabijał i wszystko robił, jemu oddawały się wszystkie laski i to On najwięcej pracował w korporacji dlatego to Jego pierwszego namierzyli i wpieprzyli mu! Ale musiałaś się pojawić Ty ku*wa i teraz zrobił się jak 5-letni bachor! - krzyczał na mnie a łzy znaczyły drogę na moich policzkach. Czyli to moja wina? Nikt nie będzie mnie oskarżał a na pewno nie Louis.
- Przestań Lou - warknął na Niego mulat i szybko ode mnie odciągnął.
- Tommo weź się ku*wa opanuj! - tym razem odezwał się blondyn. Jego chyba najbardziej lubiłam.
- Emm chodź, jeśli masz być z Nami musimy Cię wyszkolić. - przyjaźnie uśmiechnął się do mnie łapiąc za ramię i prowadząc na zewnątrz. - Nauczymy Cię bić - zatrzymałam się i popatrzyłam na Niego z przerażeniem na co zaczął się śmiać.
- Co?! - krzyknęłam próbując się wyrwać.
- Hej Emm. Nauczymy Cię atakować innych, rozumiesz? - no kamień spadł mi z serca. Wsiedliśmy do czarnego jeep'a chłopaków i odjechaliśmy. Patrzyłam się za okno ale czułam na sobie ten przerażający wzrok Louis'a.
- Tommo! - warknął mulat. - Tommo ku*wa przestań, już i tak bardzo się boi! - na słowa Malik'a chłopak parsknął kręcąc głową i wbił wzrok w podłogę. Uśmiechnęłam się do mulata i bezgłośnie podziękowałam na co przytaknął. Po kilku minutach drogi wysiadłam a moim oczom ukazała się polana i las. To tu będziemy trenować? Znaczy tu będą mnie trenować? Czterech chłopaków, którzy nie darzą mnie wielką sympatią i las. I brak mojego Harry'ego, który obronił by mnie przed każdym z Nich. Jest z Nich najmłodszy ale za to najsilniejszy. To dzięki ciężkim ćwiczeniom i pracy jest silny i być może to On jest Ich tak jakby szefem skoro zawsze się Go słuchają i nie mogą sprzeciwiać. Szczególnie na moje tematy i zakaz zbliżania się do mnie. Gdyby wiedział co teraz będziemy robić, że będą mnie uczyć walczyć, bronić się i dotykać czego Harry im szczególnie zakazał wściekłby się i wszyscy byśmy oberwali a chłopaki już by byli martwi. Jest strasznie zazdrosny ale przy Nim czuję się bezpieczna. Cieszę się, że to On jest Ich szefem a nie Lou.

* Godzinę później *

Po prostu nie czuje nóg, rąk i innych części ciała. Jestem wyczerpana. Chłopaki nauczyli mnie walczyć, bardzo mnie wytrenowali, nauczyli samoobrony, skradania się i pokazali jak trzymać broń. Na początku byłam przerażona gdy ją zobaczyłam ale wszystko jakoś poszło gładko. Powoli wstałam z łóżka i skierowałam się do łazienki. Zabrałam świeże ubrania w tym dużą koszulkę Harry'ego, która wspaniale pochłaniała moje zmysły. Piękny zapach Jego perfum zawsze będzie moim ulubionym zapachem.
Świece, słuchawki, długa kąpiel to wszystko co mi trzeba aby na trochę zapomnieć o świecie. Jutro postanowiłam jakoś dostać się do szpitala gdzie był Harry. Pomimo tych wydarzeń nie przestałam myśleć o Nim nawet na kilka sekund. Nie zostawię Go gdy mnie potrzebuje. Moje mięśnie rozluźniły się pod wpływem wody a ból przy każdym wysiłku już tak nie doskwierał. Po kilkunastu minutach wyszłam i postanowiłam obejrzeć jakikolwiek film na laptopie Harry'ego. Nigdy Go nie miałam ale chyba się nie pogniewa jeśli wezmę go i pożyczę na kilka godzin oglądania filmów. Umyłam zęby, wysuszyłam włosy, nałożyłam balsam i trochę perfum ale to specjalnie oraz koszulkę Harry'ego wychodząc i siadając na łóżku. Biorąc laptopa Harry'ego doznałam lekkiego szoku. Na tapecie widniało moje zdjęcie i nawet dobrze na Nim wyglądałam.

Zdjęcie Emily na tapecie Harry'ego.


On jest taki słodki. Kolejna rzecz, którą w Nim kocham. Włączyłam jakiś film i pozwoliłam sobie pochłonąć się Jego fabułą i nie myśleć o wszystkim. Szczerze? Dlaczego się nie boje, że jestem sama w domu Hazzy? Może dlatego, że na dole jest Zayn i Liam. Film dość szybko się skończył a ja byłam strasznie zmęczona. Zeszłam na dół i zobaczyłam chłopaków oglądających jakiś horror. Czy Oni tylko to lubią?
- Chłopaki idę spać jak coś - odwrócili się kiwając na potwierdzenie po czym wrócili do swojej czynności. 
Położyłam się na łóżku. Czułam zapach Harry'ego a brak Jego obecności obok mnie strasznie mi przeszkadzał.
Obudziłam się dość wcześnie a wszystko mnie strasznie bolało w tym głowa. Zeszłam na dół gdzie spali chłopaki po czym zrobiłam sobie kawę i poszłam znów na górę. Myślałam o dzisiejszym spotkaniu z Harry'm. Nie wiem jak to będzie wyglądało ale wiem, że muszę to zrobić. Poszłam do łazienki wychodząc kilka minut później i zeszłam na dół aby obudzić chłopaków ale Oni byli już na równych nogach. Nie to co Hazz, Jego zawsze trudno obudzić.
- Podwieziecie mnie do.. - ucięłam i spuściłam głowę na dół.
- Do Harry'ego? - byłam wdzięczna Liam'owi za dokończenie. - Jasne, teraz? - pokiwałam głową na co zaczął się zbierać. Wziął kluczyki i całą trójką pojechaliśmy do szpitala. Droga dłużyła mi się a ja chciałam jak najszybciej wysiąść.
- Długo jeszcze? - byłam taka zniecierpliwiona.
- Już niedługo, czemu się denerwujesz? - no kurde Liam jakbyś nie wiedział.
- Tak po prostu - nie wiedziałam co powiedzieć. No pobili mi Harry'ego, był taki... a ja mam się nie stresować?
- Aha - po tym jechaliśmy w ciszy dopóki nie pisnęłam gdy zaparkowaliśmy i niepewnie opuściłam auto. Stanęłam przed wielkim budynkiem i przeszły mnie dreszcze. Co ja mam mu powiedzieć?
- Idziemy? - przytulił mnie lekko Liam i posłał mi uśmiech.
- Taa - nic więcej nie mogłam powiedzieć. Za bardzo się denerwowałam. Weszliśmy a Zayn poszedł do recepcji zapytać, na której sali leży mój Styles a ja nerwowo trzymałam Liam'a za rękaw.
- Mała nie denerwuj się, wszystko jest ok - cały czas mnie pocieszał i pocierał ręką o moje plecy. Jego przyszła dziewczyna będzie miała szczęście tak jak i ja mając Harry'ego.
- Masz dziewczynę? - palnęłam bez namysłu i skarciłam się w myślach. - Przepraszam, nie powinnam - spaliłam buraka i spuściłam głowę.
- Nie, nic się nie stało i tak mam dziewczynę - szeroko się uśmiechnął a mi zrobiło się ciepło na sercu wiedząc jaki jest z Nią szczęśliwy.
- Jak ma na imię? - szerze muszę ją poznać.
- Sophia - ładne imię i pewnie dla ładniej dziewczyny. Nagle podszedł do Nas mulat przerywając konwersację i poprowadził do sali 34. Im bliżej byliśmy sali tym moje serce zwiększało swoje tępo. Zaraz chyba zemdleję.
- Wejść z Tobą? - gdyby nie Liam na pewno by mnie tu nie było. Wzięłam Go za ramię i postanowiliśmy wejść. Moje serce stanęło, do oczu cisnęły się łzy, stałam jak wryta a usta otworzyły się szeroko. Po chwili zamknęłam je swoją dłonią i przytuliłam się do Liam'a. Harry był nieprzytomny. Leżał cały posiniaczony, poraniony i nieprzytomny poprzypinany do różnych kabelków. Na Jego twarzy były widniały czerwone kreski, porozcinane rany a Jego twarz nie okazywała żadnych emocji. Patrząc na Niego i to w jakim stanie się znajduje pozwoliłam ponieść się emocjom i zaczęłam gorzko płakać.
- Hej Emm, wszystko jest dobrze. Wiem, że to wygląda nieciekawie, no źle ale lekarz na recepcji powiedział, że z tego wyjdzie i jest na dobrej drodze i wszystko jest dobrze. Jego stan jest stabilny i nic takiego mu nie zrobili. Jest silny i na pewno z tego wyjdzie. - słowa Malik'a w pewnym sensie mnie pocieszyły upewniając mnie, że jednak z tego wyjdzie i jest dobrze. Co ja mam teraz robić? Nie mogę Go stracić.






* Przeczytałeś/łaś? Zostaw komentarz *


~ Original Wingz ;3

niedziela, 2 marca 2014

Rozdział 8



Staliśmy tak jeszcze bez ruchu kilka sekund po czym odeszła kilka kroków przyglądając mi się uważnie.
- Co? - zaśmiałem się gdy lekko przekręciła głowę.
- Nic, po prostu ładnie się prezentujesz w tym świetle - Jej usta uformowały się w szerokim uśmiechu a ja poszedłem w jej ślady.
- Ale nie wybaczę Ci tego - nagle uśmiech znikł z jej pięknej twarzy i spuściła głowę w dół nerwowo bawiąc się palcami.
- Wiem Hazz, nie chciałam, byłam pijana ale kocham Cię wiesz o tym? - ujrzałem pojedyncze łzy na jej policzkach.
- Wiem kochanie, też Cię kocham ale nie rób mi tego więcej ok? - spojrzała na mnie a ja wytarłem kciukiem słone kropelki.
- Obiecuję Ci Hazz, kocham Cię - przytuliła się do mnie a ja ucałowałem ją w głowę.
- Mmm - mruknąłem cicho. - Wracajmy już co? - oderwałem ją od siebie patrząc w jej śliczne oczy.
- Umm - kiwnęła głową i złapała moją dłoń w swoją drobniutką i wyszczerzyła się na co zachichotałem. Wróciliśmy do siebie i jest jak dawniej. Cieszyłem się, że mam ją i nie umiałem jej nie wybaczyć choć do niczego nie doszło. Strasznie się wkurwiłem gdy ten koleś ją przytulał ale wiem jedno, że Ona nigdy nie poczułaby się przy nim tak szczęśliwa jak przy mnie. Na samą myśl uśmiechnąłem się mocniej zaciskając jej dłoń.
- Kotku co się tak szczerzysz? - usłyszałem Jej piękny głos a to w jaki sposób do mnie mówi cholernie mnie podnieca.
- Bo mam Ciebie kochanie - wziąłem ją na ręce i niosłem jak dziecko a moja kruszyna bawiła się moimi lokami radośnie się uśmiechając. Jezu jaka Ona piękna.
- Śliczna jesteś. Daj buzi! - uformowałem moje usta w dzióbek czekając na Jej dotyk.
 - Nie jestem i proszę - gdy skończyła poczułem Jej ciepłe wargi na moich. Ale niestety nie mogłem liczyć na nic więcej.
- Wystarczy Ci. Jesteś jak nienasycony zwierzak! - oboje zaczęliśmy się śmiać na Jej dobór słów.
- Ale Twój zwierzak kochanie - wtuliłem się w zagłębienie jej szyi i zaciągnąłem się zapachem jej ciała i perfum.
- Ale mój - zaśmiałem się i lekko pokiwałem głową na co zaczęła się radośnie śmiać. Jej głos mógłby mnie budzić codziennie a Jej śmiech to mój ulubiony dźwięk.
- Hazz łaskoczesz mnie! - znów usłyszałem jej piękny śmiech i spojrzałem w Jej oczy.
- O jeju - poruszałem śmiesznie brwiami ponownie rozśmieszając moją księżniczkę. Po około 20 minutach dotarliśmy do mojego domu. Odstawiłem na ziemię Emm a ta szybko uciekła do salonu rzucając się na kanapę.
- Ahh.. jestem zmęczona - westchnęła kiedy usiadłem obok Niej.
- Ty? A kto Cię niósł całą drogę? - starałem się być tak pokrzywdzony jak to tylko możliwe.
- Nikt Ci nie kazał kochanie, sam mnie chciałeś nosić to teraz pretensje nie do mnie - uniosła się i pocałowała mnie.
- Rekompensata? - uśmiechnęła się ponownie mnie całując. Nasze języki toczyły ze sobą bitwę a usta idealnie do siebie pasowały. Byliśmy stworzeni dla siebie. Tylko dla siebie i nikogo innego. Delikatnie ułożyłem ją na kanapie nie odrywając swoich ust od jej ciała. Czułem Jej szybki oddech oraz przyjemne ciepło bijące od Niej. Chciałem zrobić jakikolwiek ruch do przodu ale nie wiem czy to znów nie pogorszy Naszych relacji.
- Kochanie jesteś głodna? - odezwałem się po chwili kierując się szybko do kuchni. Chciałem tego najbardziej niż czegokolwiek ale nie wiem czy Ona również więc wolę odpuścić i nie wszczynać kłótni.
- Hmm.. no nie wiem. Co proponujesz? - dobiegł mnie Jej głos zbliżający się w moim kierunku.
- Może zamówimy pizze i zrobimy popcorn a potem obejrzymy film? - nie wiem co innego mógłbym wymyślić ale Jej uśmiech potwierdził moją propozycję więc chwyciłem telefon zamawiając jedzenie.
- To ja wybiorę film bo już się boje co Ty byś wziął - pocałowała mnie po czy zniknęła w korytarzu.
Ja wybrałbym horror bo to najlepszy film do przytulania się bo dziewczyna się boi c'nie?
Po kilku minutach popcorn był gotowy a ja odebrałem właśnie pizze.
- Lily chodź już! - krzyknąłem i w odpowiedzi usłyszałem krótkie 'ok' po czy skierowałem się ponownie do kuchni. Zbierając napoje, popcorn i pizze zaniosłem wszystko do salonu. Dla dodania atmosfery zgasiłem światło i zapaliłem kilka świeczek oraz ułożyłem poduszki i przyniosłem duży koc. Mina mojej kruszynki gdy zobaczyła co zrobiłem była bezcenna.
- No chodź do mnie malutka - rozłożyłem ramiona i uśmiechnąłem się do Lily a Ona szybko zjawiła się przy mnie. Szczelnie ją otuliłem i ucałowałem w czubek głowy.
- Mmm - wymruczała w mój tors a ja poczułem wibracje i cicho się zaśmiałem.
- No już oglądamy? - oderwała się ode mnie a jej oczy pięknie błyszczały w tym świetle.
- Oczywiście księżniczko - skradłem jej buziaka na co tupnęła noga udając obrażoną.
- Nie chcesz przyjść do mnie? Będę musiał się jakoś zadowolić sam - na moje słowa głośno się roześmiała i szybko zajęła miejsce obok mnie.
- Głupek - uderzyła mnie lekko w ramię i zachichotała a ja dołączyłem do niej chwilę potem.
- Ale Twój i Go kochasz. - pokiwała śmiesznie głową a ja ująłem jej twarz w dłonie i mocno pocałowałe po czym zostawiłem kilka pocałunków na jej szyi.
- Dobraaa oglądamy! - krzyknęła a ja włączyłem film i wróciłem do mojego skarba.
- Kocham Cię myszko - wyszeptałem do jej ucha po czym lekko przygryzłem Jego płatek obserwując dreszcze mojej Lily. Wiem, że to uwielbia a ja kocham ją w takim stanie. Film był dość nudny ale dla Niej mogę go obejrzeć i stwierdzić, że jest fascynujący.
- Spać - usłyszałem Jej słodziutki głos i spojrzałem na Nią gdy przecierała oczy po czy wziąłem na ręce i zaniosłem do sypialni. Położyłem ją na łóżku i chwilę patrzyłem jak zasypia.
- Hazz nie śpij na kanapie - w duchu byłem szczęśliwy gdy poprosiła mnie o to więc bez sprzeciwu ściągnąłem rurki, buty i koszulkę wślizgując się pod kołdrę. Przyciągnąłem ją blisko siebie i uśmiechnąłem się po czym usnąłem.
Rano obudziłem się dość wcześnie. Chcąc sprawdzić godzinę sięgnąłem po telefon i zobaczyłem jedną nową wiadomość od Lou. Moje mięśnie napięły się gdy mój umysł wspominał Nasze ostatnie spotkanie
"Musimy się spotkać. Jak najszybciej. Lou." 
Zaśmiałem się i odłożyłem telefon na szafkę po czym sprawdziłem czy moja Lily nadal śpi ale jednak tak nie było. Leżała odwrócona w moją stronę z zaciekawieniem ilustrując moje czynności.
- Kto to? - zapytała a ja nie zamierzam jej okłamywać.
- Lou.. - na samo wypowiadanie Jego imienia strasznie się wkurwiam.
- Ahaa - widziałem coś dziwnego w Jej oczach dlatego szybko ująłem Jej twarz tak żeby na mnie patrzyła.
- Kochanie co jest? - nie chciała dać mi odpowiedzi co mnie jedynie bardziej rozzłościło.
- Nic, jest okey Hazz - lekko się uśmiechnęła ale wiem, że i tak coś jest na rzeczy ale mi tego nie powie. Zacząłem całować jej pełne usta po czym zjechałem niżej na szyję a Ona wydała z siebie cichy jęk. Moja ręka powędrowała na jej pierś lekko ją ściskając a druga krążyła po jej plecach. Zbliżyłem się do Niej jak to tylko możliwe i przygryzałem delikatną skórę jej ciała.
- Hazz przestań! - dyszała a ja uśmiechnąłem się kontynuując.
- Nie - warknąłem a Ona cicho jęknęła. - Powiedz kochanie, że Ci się nie podoba - na moje słowa jej oddech szybko przyspieszył a ja byłem dumny z tego jak na mnie reaguje. Językiem przejechałem po jej gorącej skórze po czym zassałem ją zostawiając siny ślad na Jej szyi.
- Ku*wa Hazz! - warknęła odchylając głowę do tyłu i sycząc przez zęby.
- Wiem, że to lubisz kochanie, podoba mi się jak na Ciebie działam - uśmiechnąłem się i przycisnąłem jej usta do moich.
- Ahh.. kocham to! - warknąłem do jej ust na co mocniej do mnie przywarła.
- Hazz błagam Cię - nadal pieściłem jej ciało całując zachłannie a z Jej ust wydobywały się przekleństwa zmieszane z moim imieniem co mnie cholernie podniecało.
- Teraz jesteś moja skarbie - przejechałem palcem po malince jaką jej zrobiłem i byłem z tego powodu bardzo dumny.
- Hazz przestań proszę.. - jej jęki jeszcze bardziej mnie motywowały. Bardziej przywarłem do Niej swoim ciałem i znów złączyłem Nasze usta.
- Zamknij się skarbie! - warknąłem a ta skutecznie się uciszyła. Moja ręka powędrowała w dój jej ciała i mocno ścisnąłem jej udo na co lekko się wygięła w moją stronę.
- O tak! - oblizałem usta przygryzając wargę i podziwiałem stan w jakim znajdowała się moja Lily. Nagle usłyszałem dobijanie się do drzwi. Cholera w takim momencie gdy moja malutka była na skraju? Niech to będzie coś ważnego inaczej rozpie*dole tego kogoś.
- Ku*wa no! - warknąłem mocniej ściskając moją dłoń na jej skórze na co pisnęła.
- Ałć! - szybko się ocknąłem i lekko pocałowałem ją w usta posyłając uśmiech.
- Przepraszam skarbie. Zaraz wracam, nie ruszaj się! - zamykając drzwi udałem się na dół po drodze ubierając spodnie. Otworzyłem drzwi i mnie zamurowało. Co do cholery?!


* Perspektywa Emily *

Nie słuchając Go wstałam i zbierając swoje rzeczy poszłam do łazienki. Sprawdziłam swój telefon po czym założyłam buty. To do jakiego stanu doprowadził mnie kilka minut temu nie może opuścić moich myśli. Nie powiem, że było źle bo to mijało by się z prawdą. Ciekawi mnie co napisał mu Lou, że był taki zdenerwowany i kto o takiej porze przychodzi do Niego? Zastanawiałam się chwile dopóki nie usłyszałam dźwięku tłuczonego szkła. Ku*wa co jest? Szybko zerwałam się na równe nogi i zeszłam powoli na dół. Widok, który zastałam na dole nie pozwolił mi na wykonanie jakiegokolwiek ruchu.
- Harry.. - wyszeptałam drżącym głosem a chłopak spojrzał na mnie przerażony.




* Przeczytałeś/łaś? Zostaw komentarz *



~ Original Wingz ;3



sobota, 1 marca 2014

Rozdział 7


Cholernie się Go bałam. Jego oczy pokryła czarna przestrzeń a On wręcz zabijał mnie wzorkiem.
- Co to ku*wa miało być? - warknął a ja czułam łzy w kącikach oczu.
- Odpowiadaj jak się pytam do cholery! - chciałam uciec ale zbyt mocno mnie trzymał. Boże niech ten koszmar się skończy. Po jakiego ja tu przychodziłam?
- Mów ku*wa! - parsknął i jeszcze mocniej ścisnął moje nadgarstki na co cicho pisnęłam i pozwoliłam aby łzy swobodnie znaczyły ścieżkę na moich policzkach. Co ja sobie wyobrażałam? Ale skąd miałam wiedzieć, że Harry też tu będzie?
- Zachowujesz się jak dziwka! Na początku całujesz się ze mną, mówisz, że mnie kochasz, a nawet płaczesz a teraz co? Obściskujesz się z jakimś typem i pozwalasz, żeby ten ch*j Cię macał?! - Jego słowa tak strasznie mnie ranią. Wiem, że ma racje nazywając mnie dziwką bo to tak właśnie się prezentuje. Na początku całuje Harry'ego, przytulamy się, twierdzę, że Go kocham a teraz to z Brad'em? Ale to nie moja wina, choć słaba wymówka to wina alkoholu, przez który nie myślałam o tym co robię.
- Japie*dole! - przeczesał ręką włosy i głośnio wciągnął powietrze.
- Przepraszam ja.. - tylko tyle mogłam wydusić w tej chwili. Spojrzał na mnie a mnie przygwoździło do ziemi.
- Nie chcę Cię znać! Myślałem, że jesteś inna ale się myliłem! - widziałam łzy w Jego oczach kiedy wypowiadał te słowa. Ja na prawdę coś do Niego czuje ale chyba jest za późno. Wiem, że Go cholernie zraniłam. Chłopak odchylił głowę do tyłu szczelnie zamykając powieki i wypuścił powietrze. Spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął. Co z Nim?
- Harry? - mój głos przeraźliwie drżał.
- Idę wpie*dolić temu ch*jowi! - warknął i skierował się w stronę miejsca gdzie niedawno leżał Brad.
- Harry nie! - krzyknęłam na co odwrócił się piorunując mnie wzorkiem. Przeszły mnie dreszcze.
- Co powiedziałaś? Będę robił co chcę a jeśli nie zrozumiałaś to powtórzę. Jesteś moja i jeśli ktoś na Ciebie spojrzy nie tak jak ja tego chce lub Cię dotknie ZABIJĘ go!! - na Jego ostatnie słowa w mojej głowie pojawiły się obrazy jak Harry powoli zabija Brad'a za to co widział.
- Hazz nie możesz wszystkiego załatwiać bijąc się! - warknęłam bojąc się tego co może zrobić chłopakowi.
- Hahaha, chyba jednak mogę kochanie a z Tobą policzę się później. Teraz wpie*dolę mu za to jak zachował się w stosunku do mojej kobiety i to na moich oczach. Jest moja, tylko moja rozumiesz? - na Jego słowa ponownie poczułam dreszcze a On patrząc prosto w moje oczy wciąż powtarzał, że go zabije. - I jestem jedynym mężczyzną w Twoim życiu, który może Cię kochać, dotykać i całować - zbliżał się do mnie z każdym wypowiadanym słowem. Gdy był milimetry od mojej twarzy wbił się zachłannie w moje wargi.
- Jednak nie będę płakał bo taki nie jestem i nie będę odchodził bo nie umiem bez Ciebie żyć ale nigdy Ci nie wybaczę a teraz moja kochana pozwól, że mu wpier... - nie pozwoliłam mu skończyć tym razem przejmując pałeczkę i całując Jego pełne wargi. Mruknął z entuzjazmem a ja poczułam lekkie wibracje.
- Mmm.. kuszące ale decyzji nie zmieniam - te relacje między Nami są chore. Któreś z Nas płacze, chce odejść, potem zatwierdzamy się w przekonaniu o miłości do drugiego, całujemy się z pełną pasją a zaraz po tym znów się kłócimy, wyzywamy od najgorszych, nie chcemy się znać, wręcz się nie znosimy, On jak zawsze musi postawić na swoim i być tak cholernie zaborczym i zawsze musi być taki szorstki. Chyba właśnie to Nas łączy.
- Harry proszę Cię.. - jęczałam idąc za Nim. Chwyciłam Jego rękę a ten odwrócił się w moim kierunku.
- Chyba mnie nie rozumiesz skarbie a jeśli nie to muszę Cię zamknąć! - warknął po czym szybko podniósł mnie do góry mocno oplatając w talii swoimi dłońmi. Nie zważając na moje krzyki, prośby i to, że Go biłam zaniósł mnie do jednego z pokoi po czym spiorunował wzorkiem i trzaskając drzwiami zamknął mnie.
- Dupek! - uderzyłam w drzwi po czym szybko opadłam na podłogę myśląc nad sposobem wydostania się stąd. No i co ja mam robić?
- Ku*wa - warknęłam pod nosem podnosząc się i rozglądając po ciemnym pokoju. Nic ciekawego nie udało mi się znaleźć więc już jestem przegrana. Nie wiem ile minut spędziłam w tym pokoju ale byłam zbyt zmęczona czekaniem. Nagle ktoś zaczął przekręcać kluczyk co świadczyło o ochocie kogoś do wejścia tutaj. Miałam nadzieję, że to Harry i wszystko mu wygarnę dlatego szybko zerwałam się z miejsca i podeszłam do drzwi. Na moje nieszczęście to nie był Hazz tylko wysoki i dość mocno nawalony brunet, który ledwo się zataczał. Po raz kolejny pakuję się w kłopoty.
- Hej śliczna - coś tam brzdąkał ale nie byłam tym zainteresowana. Otworzył drzwi i w pewnym sensie mnie uratował więc muszę już iść.
- Taa.. no hej - próbowałam go wyminąć ale nie chciał, żebym tak po prostu wyszła. Coś mi mówi, że to się dla mnie dobrze nie skończy ale to wina Harry'ego.
- Chciałabym wyjść! - w irytacji podniosłam głos a moje serce zabiło szybciej gdy zastąpił mi drogę i swoje brudne łapska położył na moim biuście. Szybko je odepchnęłam na co zaśmiał się i podszedł bliżej. Mocno przywarł do mnie nadal szyderczo się uśmiechając a ja po raz drugi tego wieczoru miałam łzy w oczach. Jego ciuchy były przesiąknięte fajkami i alkoholem. Obrzydliwe.
- Puszczaj mnie ku*wa! - warknęłam czując Jego ohydny oddech na mojej skórze.
- Harry! - krzyknęłam najgłośniej jak mogłam chcąc, żeby był przy mnie i mnie przytulił. Jestem idiotką. Gdybym tego nie zrobiła nie byłoby tego i siedziałabym w domu.
- Kimkolwiek On jest nie usłyszy Cię kotku i nie przyjdzie - zaśmiał się a ja dałam upust łzom. Nagle drzwi zostały wręcz wyważone a w nich stał wściekły Harry. Poczułam lekką ulgę a uśmiech natychmiast znikł z twarzy tego kolesia. Harry jakby wiedział, że jest mi potrzebny zjawił się szybko co mnie ucieszyło ale to mogło znaczyć, że skończył z Brad'em. Jego szczęka się silnie zarysowała a dłonie ułożyły w pięści.
- Puść ją inaczej Cię rozpie*dole! - warknął na co ten koleś znów się zaśmiał dalej trzymając mnie blisko siebie. Hazz wściekły ruszył w Naszą stronę i jednym szybkim ruchem jego pięść powędrowała na twarz nieznajomego. Wypuścił mnie i upadł na ziemię a Harry mocno mnie przytulił po czym rzucił się na niego. Nie mogłam patrzeć jak prawie go zabija na moich oczach.
- Harry! - krzyczałam ale na nic się to zdało. - Harry bo go zabijesz! - szarpnęłam za Jego koszulkę na co mnie odepchnął.
- Nie zbliżaj się! Należy się ch*jowi! Nikt nie będzie dotykał mojej kobiety! - nadal okładał go pięściami a ja zalałam się łzami.
- Harry do cholery zostaw go! - chłopak nie reagował a Jego kostki były całe we krwi. Mam tego ku*wa dość.
- Wiesz co Styles? Wal się ku*wa i rób co chcesz! - warknęłam w Jego stronę i szybko skierowałam się do wyjścia. Wiem, że zaprzestał bicia tego kolesia i usłyszałam jak szybko wstaje i kieruje się w moją stronę.
- Emm, kochanie zaczekaj! - Jego ton szybko się zmienił i już nie czułam tego zdenerwowania.
- Co ku*wa? - warknęłam bliska rozwalenia czegokolwiek. Czemu do cholery On musi załatwiać wszystko biciem?
- Nie mów tak do mnie! - tak znów ta Jego zaborczość. - Przepraszam, ale gdy On.. gdy Was zobaczyłem to.. myślałem, że go zabiję.. bo on Cię dotykał a tylko ja mogę to robić i byłem zazdrosnym dupkiem! On.. on robił to co należy do mnie! Ty należysz do mnie Lily i kocham Cię rozumiesz? - Jego słowa w pewnym minimalnym stopniu pozwoliły na wyparowanie tej złości, którą żywiłam do Niego ale niech nie myśli, że tylko coś powie a ja mu wybaczę choć On mi też nie wybaczy tego co zrobiłam.
- Taa. - nie wiem co miałabym mu odpowiedzieć w tej chwili.
- Jesteś moja i jestem jedynym, który może.. - zbliżył się do mnie chcąc pocałować ale odsunęłam głowę do tyłu na co Jego oczy lekko się zaszkliły.
- Proszę Cię Lily?! Czemu nie mogę Cię pocałować? - był bliski płaczu ale nie chcę, żeby tak było, nie zniosę kolejnych łez.
- Hazz proszę Cię! O mało nie zabiłeś dzisiaj dwóch kolesi! - oddalił się ode mnie i najwidoczniej nie dowierzał moim słowom.
- Co? Czy się ku*wa słyszysz? Przytulałaś się z tamtym i gdyby nie ja to byś go pocałowała a może i byście wylądowali w łóżku a ja? Ja miałem się patrzeć na to co robiliście? Miałem być obojętny jak by mi na Tobie nie zależało? Miałem pozwolić żeby robił z Tobą te rzeczy, które powinienem robić ja! Miałem pozwolić na to żeby Cię całował... - wiedziałam do czego zmierza dlatego nie mogłam mu pozwolić.
- Wiem i nie kończ! - parsknęłam patrząc się w dół.
- Wiesz jak to boli? Kochać kogoś a ta osoba robi Ci takie coś? - chcę to zakończyć i wrócić do domu jakby nic się nie stało.
- Tego chcesz? A co jeśli ja bym całował się z jakąś pierwszą lepszą laską? - czy mam mu powiedzieć, że Brad to mój były?
- Brad nie jest obcy.. jest moim byłym.. - ciągle spoglądałam w dół.
- C.. co? - wiem, że płacze a Jego głos niebezpiecznie zadrżał. Spojrzałam w górę i widziałam, Jego zaszklone tęczówki.
- Harry - próbowałam Go dotknąć ale wycofał się do tyłu. Wiem jak się teraz czuje.
- Nie! Zostaw mnie! - krzyknął a moje serce rozpadało się w tej chwili na kawałki.
- Kocham Cię Harry! - krzyknęłam za Nim kiedy szybko zaczął biec do wyjścia. Pobiegłam za Nim ale będąc na zewnątrz nigdzie nie mogłam dostrzec Jego sylwetki.
- Ku*wa jestem taką idiotką! - warknęłam. Byłam wściekła na samą siebie za to, że pomimo tak krótkiego czasu ten chłopak z lokami o pięknych, zielonych oczach zawrócił mi w głowie a ja Go tak bardzo zraniłam. Zakochałam się w Nim a moje słowa nigdy nie były kłamstwem i gdy twierdziłam, że Go kocham to tak było, jest. Moje serce zawsze biło szybciej gdy był w pobliżu, zawsze wywoływał uśmiech na moje twarzy.


* Perspektywa Harry'ego *

Nigdy w całym moim życiu nie byłem tak podatny na uczucia innej osoby, do póki nie pojawiła się Ona. Myślałem, że jest inna, inna niż te wszystkie dzi*ki, które tylko się zabawiały a ja czerpałem z tego korzyści. Z Nią to nie było to samo. Na prawdę ją pokochałem a Ona tak po prostu mnie oszukiwała przez te wszystkie dni odkąd ją poznałem. Chciałbym cofnąć czas i nigdy jej nie spotkać. Zmieniła mnie a co najważniejsze zraniła. A ja byłem taki naiwny. Te wszystkie jej pocałunki, te słodkie słówka o tym, że mnie kocha. Jakim idiotą byłem wierząc jej. Płacz, alkohol i Ona. Nadal nie mogę pozbyć się z mojej głowy widoku mojej... i tego całego Brad'a, który nie był całkiem taki obcy. Ku*wa idiota ze mnie. Nikt w całym moim życiu tak bardzo mnie nie zranił. Mam dość tego życia. Chciałem Ich zabić, widziałem ją, to wszystko co działo się tam między Nami, pocałunki. Myślałem, że mi tego nie zrobi ponownie. Nie mogę jej wybaczyć, nie potrafię. Gdy Ich zobaczyłem tak strasznie byłem wściekły na Nią, na niego i siebie. Chciałem Go zabić za to, że pozwolił sobie dotknąć moją kobietę. A potem ten nawalony idiota, moja wina, że mnie nie słuchała i musiałem ją zamknąć?! Nawet w takiej chwili moje ego daje o sobie znać.
- Ku*wa! - warknąłem rozwalając wszystko co było moją przeszkodą. Kocham ją, tak cholernie kocham a Ona... To jest takie niesprawiedliwe. Idąc dalej kilka metrów w oddali zobaczyłem czyjąś niewielką postać więc to zignorowałem bo kto by o tej porze chodził sam po osiedlach? Taa.. Harry Styles ze złamanym sercem.
- Harry! - usłyszałem znajomy mi głos więc zamarłem w miejscu. Słyszałem jak zbliża się do mnie. Nie chciałem uciekać, chciałem ją przytulić, być przy Niej ale to jest takie skomplikowane, takie wręcz powiedziałbym chore. Powoli odwróciłem się kiedy jej drobna dłoń spoczęła na moim ramieniu gdy przytuliła się do mnie.
- Przepraszam Harry wszystko co mówiłam było na prawdę szczere. Kocham Cię! - przybliżyła się do mnie i nadal mocno przytulając delikatnie dotknęła moich warg swoimi gdy staliśmy twarzami do siebie. Co my robimy?
- Proszę Cię, nie możemy - zacząłem przez delikatny nacisk jej ust na moje. Co Ona sobie myśli? Po prostu przyleci za mną i mnie pocałuje i wszystko będzie jak wcześniej? Zraniła mnie i mam nadzieję, że wie jak się czuje.
- Hazz przepraszam... ja byłam pijana i wiem, że to żadna wymówka ale nie chciałam Cię ranić i złościć, zależy mi na Tobie jak na nikim innym - Jej słowa były takie piękne a dziwne uczucie ciepła wypełniło moje ciało. Gdzieś wewnątrz czułem, że mówi prawdę i jej na mnie zależy ale wiem też, że nie mogę od tak zapomnieć i dzisiejszej nocy jak gdyby nic się nie wydarzyło. Kocha mnie tylko czy tak bardzo jak ja ją?









* Przeczytałeś/łaś? Zostaw komentarz *



~ Original Wingz ;3