wtorek, 6 maja 2014
Rozdział 28
Nie mam już na siły. Nie wiem czy jest jakikolwiek sens by ten związek istniał bo zazdrość Harry'ego zawsze wszystko psuje i nic nie może trwać dłużej niż jeden pieprzony dzień bo zawsze, któreś z Nas zawali.
- Nie, nie przez Ciebie - mówię i tłumaczę Jej aby nie zadawała mi więcej zbędnych pytań. Wracamy do pokoju i po chwili dziewczyna zasypia ale ja nie mogę myśląc ciągle o Harry'm i o tym gdzie teraz jest. Gapie się nie przerwanie w wyświetlacz telefonu czy aby nie napisał lub nie dzwonił ale pustka. Zastanawiam się nad decyzją, która może być bolesna dla Niego ale jeśli się nie zmieni nie daje mi innego wyjścia. Może gdy się rozstaniemy będzie się hamował a przytłaczająca mnie zazdrość w końcu gdzieś uleci. Pocieszam się tym ale każdy wie, że to się nigdy nie stanie.
* Perspektywa Harry'ego *
Jechałem szybko i nadal byłem wściekły przez to co mi powiedziała. Jeśli ma mi za złe to, że zjawiłem się tam wtedy z chłopakami mogła to powiedzieć od razu i nie bawić się ze mną w ten związek. Podjeżdżam pod najbliższy bar, który jest jeszcze czynny. Wchodzę, składam zamówienie i już po chwili wypijałem kieliszek za kieliszkiem. Straciłem poczucie czasu i nie miałem najmniejszej ochoty by tam wracać dlatego zabieram klucze i wychodzę. Postanawiam jechać do domu chłopaków bo tam zawsze mogę wracać po mimo, że mam własny dom ale Ona tam jest i nie chcę się denerwować niepotrzebnie. Droga jest dłuższa a ja jestem zmęczony ale po kilkunastu minutach jestem na miejscu i jedyne czego teraz chcę to spać. Otwieram drzwi i nawet nie zapalam światła bo dobrze znam pomieszczenia. Jestem zmęczony tym wszystkim i gdybym wiedział, że znów się pokłócę z Lil nie dopuściłbym do tego.
*Następnego dnia*
Budzę się następnego dnia a moja głowa wręcz eksploduje.
- Kurwa - przeklinam i próbuje wstać po czym kieruje się do kuchni w celu zrobieniu mocnej kawy. Zapalam papierosa i właśnie myślę o tym, że w domu Lily szybko kazałaby mi go wyrzucić i już nigdy nie palić ale teraz mam to gdzieś bo jej nie ma. Nie tyle co jest na to wręcz uczulona bo tego nie lubi ale znów męczyłaby mnie, że to szkodzi. Biorę kubek i siadając w salonie włączam telewizor. Nic ciekawego nie przykuwa mojej uwagi dlatego wypijam kawę i sprawdzam swój telefon. Widzę dwa nieodebrane połączenia od Zayn 'a dlatego naciskam słuchawkę i czekam aż odbierze.
- Czego chcesz? - pytam a ból głowy nasila się z każdą czynnością.
- Gdzie Ty jesteś do cholery? - syczy na co Go karcę bo widzę, że jest w lepszy stanie niż ja.
- W domu, nie ważne. Emily gdzieś tam jest? - pytam ale nie koniecznie chcę wiedzieć.
- Nie, jeszcze śpi ale wiem o wszystkim - oznajmia a ja wściekam się na nią jeszcze bardziej.
- Już Ci powiedziała? - mówię.
- Nie musiała. Wszystko słyszałem i zachowałeś się jak zazdrosny dupek! - warczy stając po stronie Lily.
- Spierdalaj bo nie chce mi się kłócić - warczę i chcę się rozłączyć ale mnie powstrzymuje.
- Masz ten towar z wczoraj? - pyta czekając na odpowiedź.
- Mam i to załatwię - potwierdzam i rozłączam się po czym rzucam telefon i zmierzam do łazienki. Biorę zimny prysznic, który kojąco działa na moje napięte mięśnie. Jestem wściekły na Lily ale nadal myślę o tym i czy Zayn miał rację i czy to ja ponownie muszę ją przepraszać. Po kilkunastu minutach jestem gotowy i spoglądam na zegarek. Za godzinę muszę tam być i załatwić tą cholerną sprawę by nikt się nie dowiedział. A jeszcze tego mi brakuje, żeby Lily to widziała. Siedzę bez sensu myśląc o wszystkim i o tym czy to wszystko na prawdę jest warte tego wszystkiego.
* Perspektywa Emily *
- Gdzie On kurwa jest? - pytam wściekła Zayn'a, który doskonale wie gdzie teraz jest Harry. Wstałam dość wcześnie i słyszałam całą Jego rozmowę ze Styles'em dlatego muszę się tego dowiedzieć ale chłopak mi nie pomaga.
- Nie mogę Ci powiedzieć - jęczy gdy piorunuje Go wzrokiem i dosłownie stawiam pod ścianą bez wyjścia.
- Albo mi powiesz albo tego pożałujesz - ostrzegam i czekam tylko na to jak się podda.
- Ok ale nie mieszaj mnie w to co się wydarzy! - warczy i podaje mi małą karteczkę po czym szybko wybiegam z domu i jadę pod wskazany adres. Zastanawiam się nad Jego słowami i wciąż echem odbija mi się to Jego 'to co się wydarzy'. Nie wiem o co mu chodziło ale mam nadzieję, że nie będzie gorzej i jakoś to rozwiążemy. Po kilku minutach jestem na miejscu i gdy chcę wysiąść zauważam Harry'ego, który kieruje się w stronę swojego auta. Chowam się i czekam kiedy wyjedzie po czym śledzę go. Miał na sobie czarne dresy i bluzę w tym samym kolorze. Wyglądał dość dziwnie dlatego muszę się dowiedzieć o co tu chodzi. Dziwie się gdy jedzie w mało zaludnione miejsce i zachowuję większy dystans by mnie nie zauważył. Zatrzymuje się przy starych garażach po czym wysiada i rozgląda się wyciągając białą paczkę z tylnego siedzenia. Próbuję dowiedzieć się w jakim celu tu jest i co trzymał w dłoni ale jest za daleko dlatego wysiadam i bezszelestnie podchodzę bliżej gdy zniknął za jednym z nich. Moje serce bije jak oszalałe a ja jestem coraz bardziej ciekawa dlatego zbliżam się o jeszcze dodatkowe kilka metrów. Widzę Harry'ego i dwóch dość napakowanych kolesi.
- Co jest? - mówię nie wierząc w to co widzę.
Harry wręcza im paczkę i tłumaczy coś ale nie jestem w stanie tego usłyszeć. Jeden z Nich wyciąga broń a ja otwieram usta by coś wykrzyczeć ale wiem, że nie mogę dlatego stoję tam zszokowana strasznie bojąc się o Harry'ego. Oddala się trzymając ręce w górze. Na głowie ma kaptur i czarne okulary na nosie więc ci mężczyźni na pewno Go nie rozpoznają. Boje się o chłopaka ale nie mogę nic zrobić bo wiadomość o tym, że mają broń przeraża mnie jeszcze bardziej. Wymieniają między sobą kilka zdań po czym Harry wyciąga telefon tłumacząc coś tym dwóm na co tylko przytakują. Nie mogę tak stać i nic nie robić. Muszę się dowiedzieć o co chodzi. Spędzam tam jeszcze kilka minut i cofam się gdy Harry żegna się z nimi i odchodzi. Nie wiem co robić dlatego musi wiedzieć, że byłam tego świadkiem. Wychodzę mu na przeciw kiedy znajduje się jeszcze kilka metrów ode mnie. Chłopak zatrzymuje się jak wryty i niedowierzająco patrzy na mnie ściągając kaptur. Dwóch mężczyzn robi to samo i zaczynają między sobą szeptać. Boje się, że zrobią coś Harry'emu lub mi ale moja ciekawość przeważa.
- Lily - szepcze a Jego głos drży.
Nie rusza się i stoi w miejscu a ja kiwam przecząco chcąc by to był tylko zły sen. Tych dwóch podchodzi do Harry'ego na co cofam się kilka kroków i czekam na to co się stanie. Jeden z Nich wyciąga broń a moje serce podchodzi aż do gardła. Nie wiem o czym rozmawiają ale na pewno nie podoba im się to, że tu jestem.
- Chłopaki ja Jej nie znam! - krzyczy Harry co mogę usłyszeć. Zabolało Styles.
Czuje kłucie w sercu czego powodem jest wyrzeczenie się Harry'ego i twierdzenie, że mnie nie zna.
- Jeśli gliny się dowiedzą zginiecie, wszyscy. Ta laska też, znajdziemy Was wszystkich! - grozi jeden z nich przystawiając broń Harry'emu do skroni.
Moje serce nadal wali jak oszalałe a nogi odmawiają posłuszeństwa, chcę biec, uciec ale nie mogę się ruszyć. Tych dwóch powoli odchodzi a wzrok Harry'ego przenosi się na mnie i wręcz mnie błaga o pozwolenie na wyjaśnienia.
- Nienawidzę Cię Styles! - krzyczę i zalewam się łzami.
Biegnę szybko do samochodu i słyszę jak Harry krzyczy bym się zatrzymała i dała mu to wszystko wytłumaczyć. Biegnie za mną i widzę jak zatrzymuje się i pada na ziemię gdy szybko opuszczam to miejsce.
- Jak kurwa mogłeś! - próbuje zrozumieć to dlaczego powiedział, że mnie nie zna, choć wiem, że mógł się obawiać tych kolesi i chciał Nas chronić dlatego to powiedział ale brzmiało to tak twierdząco jakby to była prawda i sama ja mogłam w to wtedy uwierzyć. Był tego niemal pewny i zrobił to na prawdę świetnie. Wycieram łzy i zalewam się nowymi co jest przeszkodą dla jazdy ale teraz już nic nie ma sensu. Czuje jak mój telefon nieprzerwanie dzwoni i wiem, że to Harry. Jest ostatnią osobą, którą chce widzieć. Po kilku minutach widzę jak z tyłu jedzie czarny Range Rover Harry'ego co potwierdza mnie w przekonaniu, że nie da mi spokoju. Przyspieszam i nie myślę jasno więc mało mnie obchodzi czy spowoduje wypadek i czy ucierpię. Przewaga między Nami wzrasta gdy jadę i przekraczam prędkość ale nie dbam o to.
* Perspektywa Harry'ego *
Jestem skończonym dupkiem. Jest głupia, że pojechała tam za mną i ja też mówiąc, że jej nie znam a przecież to totalne kłamstwo i wiem, że to słyszała. Jestem idiotą i nie zasługuje na Nią ale kocham ją i chciałem tylko chronić bo wiem, że zrobili by Jej krzywdę a nie chce tego.
- Zwolnij kurwa!- warczę i to czego teraz pragnę to Lily w moich ramionach i modle się tylko by zwolniła i nie zrobiła nic głupiego. Wciąż jadę za nią i obmyślam to co mam jej powiedzieć choć zwykłe 'przepraszam' tu na nic. Gdy jesteśmy na placu parkuje i szybko wysiadam i biegnę za dziewczyną, która tą czynność wykonała wcześniej.
- Lily czekaj! - krzyczę gdy dziewczyna wchodzi do domu zamykając drzwi.
- Lily kurwa przepraszam Cię, jestem dupkiem wiem. Przepraszam ale daj mi to wytłumaczyć, proszę - uderzam pięścią w drzwi i chcę aby je otworzyła.
Słyszę szepty więc za pewne rozmawia z chłopakami i Kim. Jestem pewny, że moja pozycja jest przegrana ale to ja jestem winny, jak zawsze. Jeśli Zayn powie Jej co tam robiłem bo przecież ta szaleńcza ciekawość na to nie powoli to i on ucierpi bo tego mi potrzeba by się dowiedziała.
* Czytasz - komentujesz *
niedziela, 4 maja 2014
Rozdział 27
Nadal staliśmy w bezruchu a chłopak dalej trzymał mnie mocno przy sobie. Chciałam by coś powiedział, cokolwiek. Chcę wiedzieć co myśli o mojej decyzji choć niedawno sam o tym mówił i teraz myślę, że mogłabym pójść na studia gdy zaoferował mi pomoc.
- Powiesz coś? - pytam wyczekująco nadal ślepo gapiąc się na własne buty.
- Nie wiem co Ci mam powiedzieć. Jeśli taka jest Twoja decyzja to nie będę się sprzeciwiał - oznajmia a wielki ciężar opuścił moje serce. Ucieszyłam się ale nadal jestem na Niego zła za to co zrobił.
- Ale wiesz, ze nie zapomniałam o tym? - powtarzam i dokładnie wie o co mi chodzi. Odciąga mnie na minimalną odległość i patrzy w oczy przez co czuję pewien dyskomfort.
- Wiesz, że Cię kocham i nie zrobiłbym tego specjalnie?! - zapewnia mnie i pyta jednocześnie na co kiwam głową.
- Chodź - bierze mnie za rękę i ciasno trzyma przy swoim boku gdy wracamy do domu. Nie wiem jak spojrzę Kim w oczy i wiem, że nie da mi spokoju dopóki jej nie wybaczę i będzie mnie męczyć przez cały ten czas.
Kiedy jesteśmy już w środku wręcz rzuca się na mnie i cieszy, że przyszłam i wszystko jest dobrze, choć nie do końca. Oddalam dziewczynę od siebie i patrzymy na siebie po czym zauważam łzy w jej oczach co jeszcze bardziej pogarsza Nasze relacje.
- Wybacz Jej kochanie - szepcze Harry i obejmuje mnie mocniej gdy widzi ile mnie kosztuje emocji dzisiejsze spotkanie.
- Taa, Tobie zawsze łatwiej powiedzieć - marudzę i uwalniam się z uścisku chłopaka na co się krzywi i podchodzę do załamanej dziewczyny po czym lekko ją przytulam.
- Co by to było bez Ciebie - mówię na co mocniej zaciska swoje ręce wokół mojego ciała niemal mnie dusząc.
- Też Cię kocham ale mnie puść bo dusisz - śmieję się i puszcza mnie wycierając łzy i podaje mi butelkę z piwem na co i ja zaczynam się śmiać.
- Serio? - pytam choć doskonale znam odpowiedź i wiem, że nigdy sobie tego nie odpuści.
- Przepraszam jeszcze raz kochana a i chłopaki trochę sobie zapalili - mówi gdy idziemy do salonu, w którym nie mogę oddychać. Kim i Harry wiedzą, że jestem wręcz uczulona na zapach papierosów ale chłopaki już niekoniecznie. Chcę wyjść ale zatrzymują mnie zapraszając do dalszej zabawy. Niechętnie siadam ponownie na podłodze zabierając swoją butelkę. Harry usadawia się tuż przy mnie obejmując mnie ramieniem. Posyła mi szeroki uśmiech a ja przypominam sobie jak siedział na przeciwko mnie a obok mnie nowo poznany kolega i Kim. Odwzajemniam i upijam łyk piwa po czym układam głowę na ramieniu Harry'ego i gra rozpoczyna się ponownie ale ani ja ani Harry nie bierzemy udziału w dość głupich wyzwaniach. Po kilku godzinach imprezy, alkoholu i paleniu skrętów wszyscy ledwie trzymają się na nogach a ja sącząc kolejną butelkę tracę rachubę czasu i chyba na prawdę zaczynam się bawić. Powoli wstaję i omijam parę tańczącą na stole i idę do kuchni. Siadam na blacie i śmieję się upijając kolejne łyki. Po jakimś czasie podchodzi do mnie nowo poznany kolega i stając między moimi nogami zaczyna się dziwnie uśmiechać.
- Hej, co tam? - pytam gdy chłopak odkłada moją butelkę na blat i gładzi wierz mojej dłoni swoją. Zachowuje się dość dziwnie ale jestem już pijana i nawet nie bardzo mogę odepchnąć chłopaka. Harry poszedł z Zayn'em i Niall'em do ogrodu zapewne zapalić i pogadać dlatego na marne szukanie go. Muzyka jest dość głośna dlatego nawet mojej krzyki będą zagłuszane przez nią co daje mi ujemne szanse na to, że chłopak się odczepi. Jego ręka ląduje na moich udach na co się wzdrygam i szybko strzepuje je ale nie pozwala mi na to.
- Zostaw! - krzyczę ale tylko się uśmiecha a jego siła rośnie kiedy napiera całym ciałem na moje. Krzyczę próbując się uwolnić a wszystko co chcę teraz to Harry przy mnie. Nagle łapy Steve'a zostają odciągnięte a on sam ląduje na ziemi.
- Nie dotykaj nigdy kurwa mojej dziewczyny! - warczy Harry i siadając okrakiem na chłopaku okłada Jego twarz pięściami. Jednak myliłam się co do jego osoby ale nie mogę pozwolić by Harry zrobił mu większą krzywdę. Próbowałam Go odciągać łapiąc za ramiona ale odpychał mnie a to jak wtedy wyglądał przyprawiało mnie o dreszcze.
- Harry! - krzyczę szarpiąc nim ale moje starania szły na marne.
Na szczęście Liam i Zayn, którzy zjawili się po chwili odciągnęli Go uspokajając ale nadal był wściekły.
- Zabiję gnoja, jak mógł się zbliżyć do mojej Lily! - krzyczy a ja zbliżam się do chłopaka i ujmując Jego twarz w dłonie próbuję uspokajać.
- Harry dziękuje bo nie wiem co bym zrobiła ale nie reaguj tak - mówię i gładzę Jego policzek swoją dłonią. Jego oddech nadal jest szybki a mięśnie i żyły widoczne i napięte bardziej niż kiedykolwiek.
- Ale On Cię kurwa dotykał a tego nienawidzę, nie chciałem tego. Gdy zobaczyłem go blisko Ciebie nie wiem co się ze mną stało ale byłem wściekły, chciałem go zabić. Nikomu nie pozwalam Cię dotykać, tylko ja kochanie - wrzeszczy szepcząc ostatnie słowa nadal nie mogąc się uspokoić.
- Wiem kochanie, wiem - zapewniam go i przytulam mocno do siebie składając lekki pocałunek na Jego wargach.
- Spokojnie - pocieram dłonią Jego plecy a serce Harry'ego nadal niespokojnie bije. Po wszystkim Steve'a już nie było i teraz najmniej interesowało mnie gdzie jest choć zawsze bardziej martwi mnie los innych niż mnie samej. Po kilku minutach gdy już wszystko było jak wcześniej nadal siedziałam z Harry'm w kuchni rozmawiając o tym co się stało nadal go uspokajając i zapewniając, że wszystko jest dobrze i nic się nie stało. Biorę Jego dłoń i zmierzam do salonu gdzie spotykam moją przyjaciółkę i chcąc jej powiedzieć o moich planach.
- Idę na studia, z Tobą - mówię Kim po czym skacze i piszcząc mocno mnie przytula.
- A kto Ci je opłaci bo wiesz.. - urywa nagle kiedy spuszczam wzrok nie chcąc by kończyła a ja tylko pragnę o tym zapomnieć.
- Ja - odzywa się Harry kiedy przychodzi z piwem w ręku całując moje usta i przytulając od tyłu. Posyłam jej słaby uśmiech i zgadzam się choć nie koniecznie chcę by Harry za mnie płacił.
- Jeśli to uszczęśliwi moją księżniczkę to zrobię wszystko - mówi ponownie muskając moje wargi na co się śmieję gdy łaskocze mnie lokami.
Jest już późno po północy a my nadal jesteśmy na nogach co mnie bardzo dziwi. Jest sobota więc jutro będę mogła odpocząć po czym w poniedziałek trzeba będzie załatwić sprawę ze studiami. Trochę się tego obawiam ale myśl, że znów będę widziała się z Kim częściej od czasu przeprowadzki do Harry'ego mnie pociesza. Po niecałej godzinie w domu zostają tylko chłopaki i Kim a reszta niestety musiała się już zmywać. Jestem zmęczona i na prawdę nie mam już na nic ochoty. Moje dzisiejsze spotkanie z alkoholem nie było tak złe jak zawsze może dlatego, że cały czas byłam z Harry'm i nie mogłam robić nic głupiego.
- Zostaną? - mówię Harry'emu gdy wchodzi do sypialni.
- Tak będą grzeczni - uśmiecha się a ja trącam go lekko w ramię.
- Jesteś nie możliwy. A co z Kim? Nie będzie tam z Nimi - mówię.
- Wymyśliłam! Może spać ze mną a Ty z chłopakami - odzywam się a Harry marszczy czoło i patrzy na mnie jakby nie słyszał tego co właśnie powiedziałam.
- W Naszym łóżku? Ja bez Ciebie, z Nimi? - pyta wielce oburzony na co kiwam twierdząco głową.
- Tak, jakiś problem? - pytam i uśmiecham się do chłopaka. Cały czas lustruje moje ciało gdyż mam na sobie tylko bieliznę i Jego dużą koszulkę, które uwielbiam i są one moim stałym odzieniem do spania.
- Jesteś taka gorąca w mojej koszulce - jęczy przygryzając płatek mojego ucha na co lekko popycham go do tyłu.
- Wiem ale nadal myślę, że Kim powinna spać ze mną - mówię mu gdy obdarowuje moją skórę pocałunkami.
- Dobra ale wisisz mi przysługę kochanie - mówi dość śmiesznie poruszając brwiami na co się śmieję bo doskonale wiem co ta przysługa oznacza.
- Tak, tak. Teraz pójdziemy na dół i Ty tam zostaniesz - mówię wręcz wypychając go z Jego własnej sypialni. Nie chcę aby Kim spała w salonie z chłopakami zwłaszcza, że mają lepkie ręce a po pijaku nawet sobie tego nie wyobrażam. Schodzimy na dół i zastajemy tylko śpiących chłopaków za to nigdzie nie mogę odnaleźć Kim.
- Poczekaj tutaj - oznajmiam Harry'emu i wychodzę do ogrodu gdzie siedzi dziewczyna. Podchodzę do Niej niemal bezszelestnie na co podskakuje.
- Przepraszam - szepczę siadając obok niej. Zimne powietrze i lekki wiatr muskają moją skórę powodując gęsią skórkę.
- Pomyślałem, że może Ci być zimno - mówi Harry kiedy wchodzi zaraz za mną ze swoją kurtką. Uśmiecham się na to jak świetnie wie kiedy i czego potrzebuje. Dziękuje mu gdy całuje mnie i z uśmiechem odchodzi zamykając drzwi.
- Jest cudownym chłopakiem i tak się o Ciebie troszczy - mówi Kim a ja wyczuwam w Jej głosie przygnębienie i smutek.
- Tak zgadzam się ale jest tak strasznie zazdrosny - przyznaję i żalę się przyjaciółce o tym, jak Jego zazdrość potrafi być przytłaczająca.
- Wiem, widziałam - mówi po czym mam większe wrażenie, że na prawdę się coś stało i to poważnego.
- Kim co się dzieje? Jesteś smutna - pytam próbując wyciągnąć z niej przyczyny tego stanu.
- Nie wiem czy chcę o tym gadać - mówi spuszczając wzrok i bawiąc się własnymi palcami. Przytulam ją pocierając ramię i w łagodny sposób zmuszając do wyrzucenia tego z siebie.
- Bo Steve to.. - mówi przerywając a ja widzę jak płacze.
- Kim nie płacz. Steve to? - powtarzam Jej słowa, które przechodzą przez moje gardło z pewną trudnością po tym co zrobił w kuchni.
- To mój chłopak. Teraz już były - mówi a ja jestem zszokowana tym, że jest lub był jej chłopakiem zachowując się tak nienaturalnie od początku Naszego spotkania. Lepił się do mnie a ja głupia próbowałam wkurzyć Harry'ego a chłopak najwyraźniej się zakochał.
- Wiem jak się zachowywał i dlatego jest były bo od początku jak Cię zobaczył tak było - wyjaśnia jakby czytała w moich myślach po czym wzdycham mówiąc krótkie 'och' i pocieszając zapłakaną Kim. Jeśli Oni chodzą razem na studia a ja będę musiała go codziennie widywać na uczelni to zaczynam się bardziej zastanawiać czy pójście na studia jest takim dobrym pomysłem.
- Nie wiem czy to dobrze, że tam idę - mówię nie używając słowa studia bo Ona doskonale wie o co mi chodzi i domyśla się, że nie chcę po tym wszystkim widzieć Steve'a.
- W pełni Cię rozumiem Emm - mówi i posyła mi słaby uśmiech co odwzajemniam. Zimno nasila się dlatego zabieram dziewczynę do środka i kieruje się do sypialni Harry'ego. Po drodze zatrzymuje mnie chłopak dlatego mówię dziewczynie by poszła na górę i się rozgościła a sama zostaje z Harry'm, który czeka na wyjaśnienia tej sytuacji.
- Hazz on jest, był jej chłopakiem - mówię na co unosi brwi w zdziwieniu i lekko rozchyla usta.
- Ten chuj? - pyta a ja przytakuję spoglądając na Niego.
- Zerwała z Nim kiedy zobaczył to.. - mówię i przerywam bo wiem, że świetnie wie do czego zmierzam.
- Taa, wiem i dobrze. Jest kompletnym frajerem. Był z Nią a dostawiał się do Ciebie - mówi obejmując mnie w talii.
- I jest jeszcze jedna sprawa - tłumaczę bawiąc się Jego włosami.
- Jaka? - pyta spokojnie a ja nie jestem chętna by ten spokój zakłócać.
- On jest z tego samego roku. I chodzi z Kim na uczelnie więc.. - mówię a szczęka Harry'ego zaciska się i to samo staje się z uściskiem, który zbliża Nas jeszcze bardziej. Wiem, że to jest Jego efekt obrony i ochrony mnie i myśląc o Nim próbuje zapewnić mi maksymalne bezpieczeństwo.
- Więc nie idziesz na studia! - warczy przez zaciśnięte zęby i jest pewien swoich słów i tak samo tego, że nie będę się sprzeciwiać i tak po prostu odpuszczę bo Jego zazdrość mi na to nie pozwala.
- Ale Harry nie bądź zazdrosny! - podnoszę głos ale skutecznie mnie ucisza. Ja również nie chcę doprowadzić do kłótni dlatego chcę aby pozwolił mi na te cholerne studia.
- Nie jestem kurwa zazdrosny! - prawie krzyczy a chwile temu to mnie kazał być cicho.
- Właśnie, że tak a swoją agresją i tym co teraz odstawiasz to udowadniasz. Nie myśl sobie, że tak po prostu odpuszczę bo od dawna chciałam iść na studia i dlatego pracowałam a Ty i chłopaki wszystko spieprzyliście. Nie wiesz czemu musiałam pracować i wiele mnie to kosztowało więc teraz się nie wycofam jasne? - krzyczę czekając na kolejny wybuch z Jego strony ale nic takiego się nie stało.
- Czyli to wszystko moja wina? - pyta niezwykle spokojnie ale wiem, że trzyma nerwy na wodzy i stara się pohamować ale żyły pulsujące na Jego szyi, zaciśnięta szczęka, napięte mięśnie i mocny uścisk na moim ciele oraz przekrwione oczy zapewniają mnie o tym, że jest wściekły. Otwieram usta by powiedzieć cokolwiek i przeprosić za to co powiedziałam ale chłopak oddala się ode mnie i zabierając kluczę i kurtkę szybko wychodzi z domu trzaskając drzwiami. Po drodze słyszę jak z Jego ust ucieka ciche 'nienawidzę Cię' co cholernie zabolało.
- Świetnie kurwa! - przeklinam i zsuwam się na ziemię podpierając rękami. Nie wiem gdzie teraz pojedzie ale wiem, że bieganie za Nim nic nie da bo sam powiedział, że mnie nienawidzi. Kiedy tylko wróci choć nie wiem kiedy to będzie i czy w ogóle pozwoli mi to wyjaśnić ale muszę próbować bo tak tego nie zostawię. Do myślałam się i jestem tego niemal pewna, że będę musiała mu wszystko opowiedzieć od początku i te wspomnienia nigdy mnie nie opuszczą. Gdyby On tylko wiedział co tak na prawdę się wydarzyło może choć trochę by się zmienił. Wyciągam telefon i wybieram numer Harry'ego po czym czekam. Wiem, że nie odbierze ale zawsze warto próbować. Zostawiłam mu kilkanaście wiadomości i połączeń.
- To przeze mnie się pokłóciliście? - pyta Kim schodząc cicho w dół.
* Czytasz - komentujesz *
piątek, 2 maja 2014
Rozdział 26
Czuje Jego dłonie nadal błądzące po moim ciele. Nagle słyszę telefon, który nieprzerwanie dzwoni i podnoszę się odpychając Harry'ego po czym zmierzam w kierunku szafki nocnej.
- Serio? - jęczy gdy sprawdzam kto dzwonił.
Odwracam się w jego kierunku posyłając mu słaby uśmiech. Dobrze wiem, że nie będzie zadowolony przerywając tę chwilę ale dawno nie widziałam się z Kim a chce do mnie przyjechać, teraz.
- Hazz? Kim będzie za 5 minut - oznajmiam mu zbierając swoją bieliznę z podłogi.
Chłopak podnosi się i podchodzi do mnie wręcz wydzierając mi rzeczy z rąk.
- Nie pozwalam - warczy i patrzy mi prosto w oczy, które przepełnione są pożądaniem. Kiwam przecząco głową i trochę obawiam się tego jak będzie się zachowywał przy Kim.
- Uspokój się błagam Cię, długo się z Nią nie widziałam - usprawiedliwiam się podnosząc dramatycznie głos żeby w końcu dał mi przestrzeń. Przewraca oczami i bez żadnego słowa wychodzi trzaskając drzwiami.
- Jak zawsze - mówię sama do siebie i ubieram się tym razem w luźną koszulkę i szare dresy. Włosy wiążę w koka a na nogi nakładam ulubione trampki. Trochę mi to zajęło więc po chwili słyszę dzwonek do drzwi, który informuje mnie, że Kim już jest więc w pośpiechu zabieram telefon i chowając go do kieszeni wychodzę.
- Emmi kochanie - wita mnie buziakiem gdy tylko otwieram drzwi. Odwzajemniam uśmiech jakim mnie darzy i wpuszczam ją do środka. Jej oczy znacznie się powiększają i rozgląda się po korytarzu unosząc ręce ze zdziwieniem.
- Co jest? - pytam jej odwieszając jej kurtkę.
- Nic po prostu jesteście już ze sobą trochę a nigdy nie widziałam Jego chaty - oznajmia mi nadal podziwiając pomieszczenie. Czerwienie się i spuszczam głowę gdy zauważam, że Harry przygląda się temu wszystkiemu i słyszy Naszą rozmowę. Spogląda na mnie mrużąc oczy i widzę jak żyły na Jego szyi są bardziej widoczne niż zwykle.
- Cześć - mruknął cicho pod nosem nawet nie chcąc być miłym. Spiorunowałam go w tej chwili wzrokiem na co tylko się zaśmiał. Kim odpowiedziała tym samym nadal nie odrywając wzroku z obrazów wiszących na ścianie.
- Kim może chcesz pić? - pytam gdy wchodzi do salonu podziwiając stary styl mebli. Spoglądam na Harry'ego, który stoi w drzwiach opierając się o framugę i przygryzając wargę.
- Kim kurwa! - podnoszę głos gdy dziewczyna udaje jakby Nas nie było. Odwraca się szybko spoglądając na mnie zdziwiona.
- Emmi Ty.. - pyta ale urywa spoglądając na mnie ze zdziwieniem.
- No co? - wytykam broniąc się zapewne tego w jaki sposób się do Niej zwróciłam. Kiwam z politowaniem głową i ponawiam moje pytanie.
- Tak, najchętniej piwo - mówi uśmiechając się do mnie szeroko.
Zawsze była typem dziewczyny, która przy każdej możliwej okazji musi coś wypić. Siada na kanapie i spogląda na mnie lub Harry'ego.
- Kochanie chodź ze mną po te piwo - słyszę bruneta gdy ciągnie mnie za rękę wychodząc z salonu. Nie sprzeciwiam się bo nie chcę mi się z Nim kłócić a na pewno nie mam na to ochoty teraz gdy jest z Nami Kim. Chłopak otwiera lodówkę i wyjmuje osiem piw układając jedno po drugim na blacie.
- Harry nie za dużo? - pytam zdziwiona gdy wyciąga jeszcze dwa kolejne.
- Kotku raczej za mało. Skoro Ty popsułaś Nam wieczór i pozwoliłaś by Ona tu była to ja zaprosiłem chłopaków - szepczę mi do ucha przyciągając do siebie. Jestem zdziwiona tym co powiedział ale i rozumiem Go bo mieliśmy inne plany więc może zapraszać chłopaków.
- Fajnie, może być ciekawie - uśmiecham się zabierając dwa piwa i muskając usta Harry'ego powoli wychodzę kierując się do salonu. Słysze jak przeklina na co się śmieje bo wiem, że teraz będziemy robić sobie na złość. Wchodzę do pomieszczenia i kładę dwie butelki na stół po czym siadam obok Kim upijając łyk cieczy.
- Fuj - krzywię się bo jakoś nigdy nie byłam zwolenniczką piwa ale od czasu do czasu lubiłam się napić. Kim zaśmiała się biorąc do rąk swoją butelkę i poszła w moje ślady.
- To co może obejrzymy film? - proponuje gdy ja układam się wygodnie na kanapie.
- Raczej nie bo zaraz będę tu... - mówię.
- Chłopaki - przerywa mi Harry wchodząc do salonu i siadając obok mnie. Oplata moją talię przytulając mnie od tyłu.
- Słodko razem wyglądacie - słodzi Kim i upija kolejne łyki. Wiem, że Harry nie polubił Jej szczególnie choć nie wiem czemu bo jest na prawdę przyjazną osobą ale też nie chce tego ukrywać tych negatywnych emocji co do Jej osoby. Czuję się nieswojo i chcę aby ten wieczór się skończył po mimo, że nawet się jeszcze dobrze nie zaczął. Nagle drzwi wejściowe otwierają się i po chwili w salonie pojawia się pięciu chłopaków. Posyłam im słaby uśmiech i próbuje wstać ale silne ręce Harry'ego mi na to nie pozwalają.
- Cześć - uśmiecham się i przedstawiam Im Kim i odwrotnie. Atmosfera stała się bardziej rozluźniona i ciesze się, że chłopaki w końcu się zjawili bo nie wytrzymałabym tej ciszy ani chwili dłużej. Harry rozluźnia uścisk przez co czuje pewną pustkę i zmierza w stronę chłopaków po czym wszyscy kierują się do kuchni. Jestem dość zdziwiona tym zachowaniem ale skoro już robimy sobie na złość to możemy zaprosić więcej osób.
- Wiesz Kim zaprośmy ludzi z Twojego roku! - mówię cicho strasznie podekscytowana i w tej chwili nie zastanawiam się nad konsekwencjami i tym jak bardzo wściekły będzie Harry.
- Jasne - mówi i wyciąga telefon wysyłając wszystkim wiadomości z adresem i szczegółami. Cały czas uśmiecham się i nie mogę się doczekać reakcji Styles'a gdy zobaczy wszystkich Naszych znajomych. Krew buzuje w moich żyłach a szum w głowie z każdym łykiem piwa robi się coraz bardziej odczuwalny. Zawsze miałam słabą głowę i po kilku drinkach miałam świetną zabawę. W głębi mam już doskonale opracowany plan a ludzie z roku Kim pomogą mi w tym co sprawi, ze Harry będzie na prawdę wściekły.
- Będą? - pytam z ciekawością na co kiwa twierdząco głową a ja skacze z radości.
- Co jest? - pyta Zayn wchodząc z piwem w ręku do salonu. Tuż za Nim wchodzi Lou, Liam, Niall i Harry spoglądając na mnie wrogo. Uśmiecham się i rzucam krótkie 'nic' po czym ponownie zajmuje miejsce na kanapie. Chłopaki siadają na podłodze tworząc dziwne kółko a Harry opiera się o kanapę tak, że Jego głowa leży na moich kolanach. Po upływie kilku chwil słyszymy dzwonek do drzwi po czym spoglądam na Kim i szeroko się uśmiecham co odwzajemnia.
- Otworzę - niemal krzyczę i jak oparzona opuszczam salon i kieruję się do drzwi otwierając je. Trochę zdziwiona spoglądam na dość liczną grupę ludzi stojących przed domem.
- Świetnie macie piwo i jedzenie! - krzyczę otwierając drzwi szerzej i gestem zapraszam wszystkich do środka. Gdy każdy znajduje się w salonie zamykam drzwi i kieruje się do pomieszczenia.
- Gdzie się wybierasz? - słyszę nieprzyjemny głos Harry'ego i chwilę potem silną rękę na nadgarstku, która ciągnie mnie do tyłu. Przyciąga mnie do siebie mocno przygwożdżając do ściany i ciężko oddychając.
- Do salonu - droczę się i śmieje prosto w twarz chłopaka przez co mocniej zaciska dłonie na moim ciele.
- Puszczaj to boli! - mówię i próbuję uwolnić się z Jego dość silnego uścisku.
- Co to kurwa jest co? - warczy i spogląda na mnie.
Widzę, że przesadziłam ale alkohol krążący w moich żyłam sprawia, że wszystko jest dużo zabawniejsze i nie przejmuje się tym tak bardzo.
- Przegięłaś do cholery rozumiesz? Pożałujesz tego! - krzyczy i jeszcze mocniej ściskając moje ciało ssie skórę mojej szyi robiąc znaczną malinkę.
- To boli! - krzyczę pod wpływem bólu, który choć w małym stopniu jest tłumiony przez alkohol.
Gwałtownie mnie do siebie przyciąga i tak samo napiera na moje wargi po czym puszcza i bez słowa wychodzi do salonu trzaskając drzwiami. Opadam na podłogę i zaczynam się śmiać po czym sięgam po butelkę piwa stojącą na blacie i upijam kilka dużych łyków. Chwieje się i wracając do rzeczywistości wracam do salonu siadając obok Kim i jednego z jej znajomych. Uśmiecham się do Niego i przedstawiam podając dłoń. Kątem oka widzę jak Harry zabija Nas wzrokiem a Jego dłoń zaciska się na kawałku szkła. Jestem dumna z takiego obrotu spraw i ciesze się, że jest tak bardzo zazdrosny.
- Gramy w butelkę - oznajmiam wszystkim zebranym i spotykam się z pełnym entuzjazmem i oklaskami. Ponownie spoglądam na Harry'ego, który siedzi tak jak wcześniej nie okazując żadnych emocji oprócz szaleńczej zazdrości i wściekłości. Posyłam mu uśmiech przygryzając wargę i przybliżając się do nowo poznanego chłopaka. Widzę jak Jego mięśnie napinają się a szczęka wyraźnie zaciska a ja nie dbam o to choć wiem, że będę miała kłopoty. Wypijam ciecz do samego dna i odstawiając butelkę kręcę nią i podekscytowana czekam jak reszta na kogo wypadnie.
- Zayn! - krzyczę i wskazuje palcem na Niego po czym pytam którą opcję wybiera - pytanie czy wyzwanie.
Chłopak wybiera wyzwanie a ja zastanawiam się nad tym jak świetne zadanie muszę mu dać.
- Hmm.. pocałuj osobę po swojej prawej, namiętnie - mówię i spoglądam na ładną dziewczynę, którą mulat musi pocałować. Wszyscy wydają dziki okrzyk zachęcając chłopaka do wykonania zadania po czym robią to jeszcze głośniej gdy wykonuje je. Po chwili odrywa się od dziewczyny i spogląda na mnie uśmiechając się. Bierze butelkę w rękę i kręci po czym czekamy na kogo tym razem wypadnie. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu wypada na Harry'ego, który ani na chwile nie spuszczał swojego piorunującego wzroku z mojej osoby.
- Hazz pytanie czy wyzwanie? - pyta Zayn a wzrok Harry'ego ląduje na Nim by po chwili znów spojrzeć na mnie. Czuje ciarki i uśmiecham się do bruneta czekając na to, którą opcje wybierze.
- Wyzwanie - oznajmił w tej samej chwili gdy ja upijałam kolejny łyk piwa i wręcz zakrztusiłam się gdy nie wybrał pytania a byłam tego pewna. Posłał mi niegrzeczny uśmiech i czekał na Zayn'a, który myślał nad wyzwaniem dla Styles'a. Bałam się tego jakie wyzwanie dostanie Harry bo po mimo Naszych obecnych relacji i tego ile alkoholu było w moich żyłach myślałam racjonalnie.
- Wybierz dziewczynę i zatańcz z Nią zmysłowy taniec - mówi uśmiechając się do mnie kiedy ja powoli zabijam Go wzrokiem. W głębi bardzo chcę, żeby to mnie wybrał ale wiem, że tego nie zrobi bo chce mi dopiec tak jak ja Jemu.
- Wybieram Kim - mruczy a butelka, którą trzymałam wypada mi z rąk. Krztuszę się powietrzem i otwieram usta by powiedzieć cokolwiek i zaprotestować ale wszystko odmawia mi współpracy. Patrze oszołomiona na Harry'ego i Kim po czym patrze gniewnie na Styles'a zaciskając szczękę i pięści.
- To jest przegięcie - myślę gdy chłopak patrzy na mnie i uśmiecha się wstając z miejsca.
- Przecież Ty nie lubisz Kim - wycedziłam próbując w każdy możliwy sposób oszczędzić sobie tego widoku. Jeśli to zrobi inaczej będziemy rozmawiać. Po mimo tego chłopak nie odpowiada tylko patrzy na Kim dając jej znak aby wstała i idąc w jej kierunku przyciąga ją w talii do siebie. Druga ręka ląduje na pupie dziewczyny za to Ona swoje dłonie zatapia we włosach Harry'ego. Oboje są bardzo blisko siebie a Harry nawet na chwilę nie spuszcza wzroku z jej twarzy.
- Tego już kurwa za wiele! - krzyczę i rzucam butelką, która jeszcze chwile temu była w mojej ręce. Podnoszę się napotykając spojrzenia wszystkich w tym Kim i Harry'ego. Każdy patrzy się na mnie lub na ścianę, na której postanowiłam rozbić swoją butelkę. Patrze na Harry'ego, który nadal trzyma Kim przy sobie i rzucając mu tylko pogardliwe spojrzenie wybiegam z domu. Nawet nie potrafię myśleć o tym, że posunął się do tego i to z moją najlepszą przyjaciółką i na moich oczach kiedy ja nic nie zrobiłam. Jestem na Nich wściekła i po tym jak się zachowali nigdy im tego nie zapomnę. Nawet Kim nie powstrzymała się od tego a siedziałam tuż obok niej a on żeby zrobić mi na złość musiał się posuwać do takiego czegoś. Wybiegłam z domu trzaskając drzwiami i wchodząc na ulicę skierowałam się prosto do parku. Słyszałam krzyki Harry'ego i gdyby nie to, że byłam już daleko zapewne by mnie dogonił. Usiadłam na jednej z ławek i pozwoliłam aby pojedyncze łzy swobodnie płynęły po moim policzku.
- Jesteś idiotką Emily płacząc przez takich ludzi - mówię sama do siebie wycierając wciąż przybywające łzy. Nagle czuje jak ktoś siada blisko mnie i mocno obejmuje mnie ramieniem przyciągając do siebie. Silny zapach mięty informuje mnie o tożsamości osoby, która mnie przyciąga do siebie.
- Po co tu przyszedłeś? - wycedziłam odrywając się od chłopaka.
Był silniejszy nie pozwalając mi na to i jeszcze mocniej mnie do siebie przyciągnął układając głowę na moich plecach.
- Kocham Cię i wiesz, że bym nic nie zrobił. A po za tym Ty też nie jesteś bez winy - wytyka mi a ja śmieje się w duchu, że po mimo tego On nadal musi też wytykać coś mi nawet jeśli nic nie zrobiłam.
- Ja nie jestem bez winy? - powtarzam Jego słowo unosząc głos i odwracając się by spojrzeć mu w oczy. Spojrzał na mnie twierdząco kiwając głową a ja po prostu nie dowierzałam.
- Serio Harry? Tylko zapoznałam się ze znajomym Kim ale Go kurwa nie przytulałam na Twoich oczach! - krzyczę i wstaje kierując się w przeciwną stronę. Słyszę jak biegnie za mną krzycząc moje imię i po chwili czuję Jego silną dłoń gdy oplata mój nadgarstek i ciągnie do tyłu. Wpadam na Niego i nie mogąc patrzeć w górę spuszczam głowę.
- Wiesz, że jestem o Ciebie zazdrosny ale musiałaś to robić na moich oczach i widziałem, że podobało Ci się - syczy przez zęby mocniej zaciskając uścisk na moich nadgarstkach na co cicho jęczę. Nie patrząc na Niego wiem dobrze, że jest mocno wkurzony dlatego nawet nie chcę tego robić. Myślę, że gorzej być nie może a alkohol, który nadal się we mnie znajduje daje mi dużą pewność siebie dlatego muszę mu powiedzieć o swoich planach i myślę, że będzie zadowolony.
- Idę na studia, chcę iść - mówię czekając na reakcję z Jego strony. Nic nie odpowiada i nadal napotykam tylko ciszę ale coś podpowiada mi aby nie patrzeć w górę dlatego stoję i czekam na cokolwiek.
* Czytasz - komentujesz *
wtorek, 29 kwietnia 2014
Rozdział 25
Jego ohydne łapy błądziły po moim ciele kiedy z całych sił próbowałam mu się wyrwać. Krzyki nie pomogłyby bo i tak jesteśmy dość daleko od jakiegokolwiek domu czy miejsca gdzie byliby ludzie. Spoglądał w moje oczy gdy tylko zmierzałam jego twarz.
- I co teraz mała? - wyrwał mocniej ściskając moje ciało.
Nadal uparcie próbowałam zwiększać odległość między nami i sprawić by jego ręce mnie nie dotykały.
- Tylko się zabawimy - jęknął zbliżając swoją twarz w moim kierunku.
- Zostaw ją bo Ci wpierdolę - usłyszałam dobrze znany mi głos, który w tej chwili przyniósł mi wiele bezpieczeństwa.
- Bo co mi zrobisz? - zaśmiał się lekko rozluźniając uścisk i koncentrując się na Harry'm.
- Chcesz kurwa wiedzieć? - warknął i w sekundzie odepchnął go ode mnie a jego pięści znaczyły ślady na jego ciele. Może i chciał zrobić mi coś złego ale nie chcę żeby Harry zrobił mu krzywdę.
- Zostaw go! - próbowałam go odciągnąć ale był jakby w transie, nic do niego nie docierało.
- Harry błagam Cie do cholery! - krzyczałam coraz głośniej szarpiąc Harry'ego za kurtkę. Nagle Jego ruchy stawały się wolniejsze i opadł na ziemię wciąż siedząc okrakiem na mężczyźnie. Jego oddech był znacznie przyspieszony i słyszałam jego bocie serce gdy przytuliłam się od tyłu. Ku mojemu zaskoczeniu wyrwał się i wstając gwałtownie odszedł na kilka metrów. Nie wiedziałam o co mu chodzi i po woli skierowałam się do niego.
- Czego chcesz? - warknął gdy byłam już obok niego.
- O co Ci znowu chodzi? - podniosłam głos i zaczęłam krzyczeć zdezorientowana jego zachowaniem.
- O to mi chodzi, że pierw się obrażasz i idziesz sobie sama beze mnie i masz teraz tego efekty, że znowu muszę Cię ratować bo co by było gdybym nie dał sobie spokoju i Cię nie szukał? A teraz kiedy już to zrobiłem masz mi za złe, że go pobiłem bo Cię kurwa dotykał a ja tego nienawidzę? Może lepiej by było gdybym dał mu Cię zgwałcić co? - krzyczał gdy w jego oczach pojawiały się pojedyncze łzy. Wiem, że jet to prawdą a ja zachowałam się jak dziecko i mam teraz za złe to Jemu.
- Taa, wiem. Przepraszam Cię ale nie chce żeby coś mu się stało. Wiesz, że nie lubię gdy załatwiasz wszystko bójką ale wiem jak się czujesz ale wiesz taka już jestem, przepraszam - oznajmiłam spoglądając ślepo w czarne niebo.
- Ale Tobie może się coś stać tak? - jęknął z bezradnością w głosie gdy ja nadal powstrzymywałam emocje próbując rozluźnić atmosferę. Kątem oka widziałam jak odwraca się i siada na drodze po czym zasłania twarz dłońmi. Nigdy nie widziałam Go tak załamanego i nigdy nie sprawiłam, że płaczę. To zabolało mnie jeszcze bardziej.
- Harry? - mruknęłam cicho klękając przed nim. Powoli chwyciłam Jego dłonie odrywając od twarzy. Po mimo ciemności jakie panowały widziałam ból jaki zagościł w jego oczach i Jego smutny wyraz twarzy.
- Zawsze przy mnie byłeś i jesteś rozumiesz? Nigdy byś tego nie zrobił - zapewniałam Nas oboje i byłam pewna tego co mówiłam. Chłopak uniósł głowę spoglądając na mnie pytająco jakby chciał potwierdzenia moich słów. Pokiwałam tylko w tym geście na co odpowiedział dość słabym uśmiechem.
- Zawsze będę Cię chronił skarbie - jęknął przytulając mnie do siebie. Czułam Jego znakomite perfumy otulające moje zmysły i miętę, która zawsze była tą ulubioną.
- Kocham Cię - wyszeptałam obdarowując szyję chłopaka delikatnym pocałunkiem.
- Też Cię kocham. Bardzo - mruknął cicho ale zdołałam to usłyszeć.
- Wracajmy - szepnął podnosząc mnie na ręce.
Zmierzaliśmy do samochodu zostawiając tego mężczyznę skazanego na samego siebie. Miałam i nadal mam okropne wyrzuty sumienia z tego powodu ale już taka jestem. Wtuliłam się w szyję Harry'ego gdy mocno trzymał mnie przy sobie a mój wzrok nie mógł oderwać się od tego kolesia.
- Nie patrz się tam tak kochanie - jęknął Harry gdy byliśmy coraz bliżej samochodu.
Zdziwiłam się, że po mimo faktu, że mnie nie widzi doskonale wie gdzie spoglądam. Nagle niespostrzeżenie puszcza mnie i stawia ostrożnie na ziemi na co wydaje z siebie cichy jęk.
- Z czego się śmiejesz? - mruczę gdy śmieje się ze mnie. Kiwa przecząco głową na co szturcham go lekko w ramię udając obrażoną. Otworzyłam drzwi siadając wygodnie na siedzeniu i przyglądając się chłopakowi, który stał tuż obok mnie.
- No co? - wytykam gdy kuca obok mnie a jego dłonie spoczywają obecnie na moich kolanach. Uśmiecha się do mnie ukazując słodkie dołeczki w policzkach, które od zawsze były moimi ulubionymi i szereg białych zębów na co i zaczynam się śmiać.
- Możemy już jechać? - marudzę gdyż materiał mojej sukienki nie jest wystarczająco ciepły. Harry szybko wstaje i widząc dreszcze goszczące na mojej skórze szybko ściąga swoją skórzaną kurtkę i wręcza mi całując tym samym mój policzek.
- Wiesz jakoś nie pomaga - droczę się i widzę jak się uśmiecha gdy zamyka drzwi zmierzając na drugą stronę.
- W domu będzie Ci gorąco, obiecuje - szepcze i przygryza płatek mojego ucha wywołując dodatkowe emocje uwalniając tym samym motylki w moim brzuchu. Odpala auto i szybko zawraca nie zostawiając mi żadnych złudzeń, że nie pomożemy temu mężczyźnie po mimo tego co chciał zrobić. Czułam się z tym okropnie ale nie dam tego odczuć bo nie chcę lawiny pytań z Jego strony dlatego postanawiam udawać jakby nic się nie stało choć to trudne.
- O czym myślisz? - wyrywa mnie z zamyśleń zmuszając do jakiejkolwiek odpowiedzi. Spojrzałam na niego gdy wpatrywał się w drogę przed sobą kurczowo zaciskając dłonie na kierownicy.
- O niczym - wydukałam na co chłopak spojrzał na mnie i dalej jechaliśmy w kompletnej ciszy. Jedzie dość szybko i wyczuwam szybsze bicie mojego serca i niemiłą atmosferę w samochodzie, o którą niestety sami się zatroszczyliśmy. Dalsza droga nie sprawia problemów a my dalej milczymy gdy chłopak parkuje i szybko wysiada otaczając samochód i otwierając mi drzwi. Podaje mi rękę i dosięgam jej wysiadając z samochodu i obciągając materiał sukienki.
- Na prawdę ją lubisz bo ja jej nienawidzę - żale się chłopakowi i wytykam mu to, że nie jest moją winą ten niegustowny strój, który przyszło mi dziś założyć.
- Nie, nie lubię i popieram bo wolę te seksowne na Tobie ale zaraz ją ściągniemy - szepcze mi do ucha muskając przy tym skórę wokół szyi a Jego ręce ślepo błądzą po moim ciele.
- Kochanie wyrzucimy tą sukienkę - oznajmia zjeżdżając z pocałunkami na dekolt. Mocniej zaciska ręce na mojej pupie wywołując tym samym gardłowy jęk uciekający z moich ust.
- Chodź już - łapie mnie za rękę i szybko podąża w stronę wejścia.
- Kurwa gdzie klucze? - przeklina i zagląda do każdej kieszeni swoich czarnych rurek po czym spogląda na mnie przerażony. Śmieję się rozbawiona zaistniałą sytuacją bo dobrze wiem, że Jego klucze są w kurtce, którą mi wręczył przed odjazdem.
- Hazz kurtka - oznajmiam chłopakowi i wyjmuję pęk z lewej kieszeni Jego kurtki. Bez słowa zabiera mi je i szybko otwiera drzwi wręcz wciągając mnie do środka. Szybko ściąga swoje buty rzucając je gdzieś w kąt i robi to samo ze swoją kurtką, którą miałam jeszcze chwile temu na sobie. Przypiera mnie mocno do ściany obdarowując mokrymi pocałunkami na odkrytej cześć ciała. Temperatura maksymalnie wzrasta a nasze oddechy z sekundy na sekundę stają się szybsze. Harry podnosi mnie a ja oplatam Jego biodra nogami po czym zmierza w stronę sypialni nawet na chwile nie opuszczając mojej skóry. Palce zatapiam w Jego orzechowych lokach i lekko za nie ciągnę co niezwykle skutkuje bo wiem, że to lubi. Jęczy gdy ponawiam czynność i sama czerpię z tego przyjemność.
- Przestań bo Cię zgwałcę - jęczy grożąc mi na co wybucham niekontrolowanym śmiechem przypominając sobie tym samym o tym kolesiu, którego pobił i, którego zostawiliśmy tam.
- Taa, nie boje się - droczę się gdy jednym kopnięciem otwiera drzwi sypialni i brutalnie rzuca mnie na łóżko.
- A chcesz się przekonać? - siada na mnie okrakiem zbliżając swoją twarz do mojej i przygryzając dolną wargę. Pokiwałam twierdząco głową na co zaśmiał się i pociągnął mnie tak aby mieć możliwość zdjęcia sukienki. Po chwili leżała gdzieś na ziemi a ja byłam mu wdzięczna za pozbycie się znienawidzonego materiału.
- Była taka chujowa - mruknął uważnie przyglądając się mi a ja zaśmiałam się na to w jaki sposób nazwał tą sukienkę.
- Tak, zgadzam się - zaśmiałam się ponownie a chłopak zniżył się zostawiając pocałunki na moim brzuchu. Pieści i ściska moje piersi przez materiał koronkowego stanika, który uwielbiał. Nie przestając zjeżdżał niżej powodując dreszcze na moim ciele. Spojrzałam na niego ponownie zatapiając swoje palce w Jego włosach. Przyciągam go do siebie zdejmując przy okazji jego koszulkę i rozpinając pasek Jego jeans'ów. Złapał moje dłonie i pociągnął na swoją klatkę piersiową powoli zjeżdżając w dół. Podziwiałam każdy tatuaż na Jego ciele oraz nieskazitelnie gładką skórę i mięśnie. Zatrzymał się na swoim kroczu po czym spojrzał na mnie zadowolony zmysłowo oblizując usta. Lekko zacisnęłam dłonie na co jęknął gardłowo zachłannie łącząc nasze wargi. Rozchyliłam wargi a język Harry'ego zwinnie penetrował wnętrze sprawiając nam większą przyjemność. Jego dotyk z każdą chwilą stawał się bardziej brutalny a ja dławiłam się powietrzem rozkoszując się nowym uczuciem. Jego pace powędrowały w dół mojego brzucha bawiąc się gumką moich koronkowych stringów i szybko je ściąga rzucając tak jak i sukienkę.
- Jesteś idealna kochanie - mruknął podziwiając moje prawie nagie ciało, które osłaniał tylko czarny stanik. Po chwili pozbył się również i go a ja szybko ściągnęłam Jego rurki zostawiając Go w samych bokserkach.
Spojrzałam na znaczną wypukłość formującą się w ciasnym materiale i poczułam rumieńce gdy Harry z uwagą przyglądał mi się.
- Przepraszam - wyjąkałam spuszczając wzrok.
- Nie przepraszaj kochanie, to normalnie - pocieszał mnie unosząc dłonią mój podbródek tak abym na Niego spojrzała. Moje tęczówki spotkały Jego wywołując wewnętrzną ulgę i lekki uśmiech u Nas obojga.
- Ściągnij je - rozkazał wskazując wzrokiem na bokserki a ja powoli wykonałam Jego prośbę. Moje źrenice jak i oczy znacznie się powiększyły na sam Jego widok na co chłopak zaśmiał się lekko całując moje wargi.
- No co chcesz? - broniłam się udając obrażoną na co złapał moje dłonie i całując ich wierz spoglądał w moje tęczówki.
- Kocham Cię - szepnął przenosząc pocałunki niżej i sprawiając, że na moim ciele znów pojawiły się ciarki.
* Czytasz - komentujesz *
sobota, 26 kwietnia 2014
Rozdział 24
Szybko kierowałem się do wyjścia z moją Lily przy boku kiedy naszą drogę zastąpił dość wysoki i umięśniony mężczyzna. Znalazłem się blisko Emm otaczając ją w pasie i czekając na reakcję tego typa. Podszedł kilka kroków w naszą stronę a jego wzrok został skupiony przez moją dziewczynę, na której teraz toczył małe kółka w górę i w dół.
- Nie gap się tak na nią ku*wa - warknąłem zakrywając ciało mojej Lily i stając jeszcze bliżej nieznajomego. Miał przewagę wzrostu ale i tak się załatwił bym go kilkoma ciosami. Zaśmiał się gardłowo patrząc na mnie ze zdziwieniem przekręcając głowę w bok.
- Czego ty ku*wa chcesz? - warknąłem bliski irytacji. Czy ten wieczór może się w końcu skończyć a my powinniśmy jak najszybciej o tym zapomnieć i nigdy nie wspominać. Jeśli ten gość nie zejdzie nam z drogi dobrowolnie będę niestety do tego zmuszony.
- Ciebie Styles. Ciebie i Twoich kolegów - dobiegł mnie jego silny głos, który w każdym innym przypadku n ie zapowiadał nic dobrego i tym razem też tak było.
- Nie boje się ani Ciebie ani nikogo z Twojej paczki jasne? - byłem zdecydowany broniąc mojej Lily i tego, że to co powiedziałem było prawdą.
- Przekonamy się niedługo - zaśmiał się odchodząc kilka kroków w bok dokładnie przyglądając się Emm. Zasłoniłem jej drobne ciało przybliżając się do niego.
- Zabiję Cię jeśli tylko położysz na niej palec - byłem wściekły na to w jaki sposób patrzył się na Lily i gdyby nie to gdzie jesteśmy i jej wyraźny zakaz tego bym jakoś opanowywał swój gniew już dawno leżałbym na nim a moje pięści znaczyły by ślad na jego twarzy. Spojrzał na mnie i puszczając oczko zginął gdzieś w tłumie tańczących ludzi. Szybko zwróciłem się do Lily, która stała zdezorientowana obserwując miejsce gdzie znikł mój nowy przeciwnik. Bez żadnych wyjaśnień ponownie chwyciłem jej dłoń kierując się do wyjścia. Byłem wściekły i nad jestem wiedząc, że nie da mi spokoju dopóki się nie dowie kim on jest i czego chciał. Zatrzymała się chwile po tym jak opuściliśmy klub stojąc na parkingu. Stałem chwile myśląc o wszystkim i tym o co może mnie zapytać i co mam jej odpowiedzieć. Chłodne powietrze uderzyło we mnie dodając energii. Dziewczyna stanęła za mną chrząkając porozumiewawczo. Odwróciłem się przodem dokładnie lustrując sylwetkę Lily. Była spięta, ręce miała skrzyżowane na piersi i wyczekująco patrzyła na mnie zaciskając usta w cienką linię.
- Przestaniesz się tak gapić? - warknąłem odwracając wzrok i kierując się w miejsce gdzie zaparkowałem auto. Dobrze wiem, ze nie idzie za mną i nie ma zamiaru się ze mną godzić dopóki nie wytłumaczę jej tego dziwnego spotkania. Ja nawet nie znam tego kolesia ale wiem, ze nie będzie to miłe a kolejne spotkania nie wróżą dobrej przyszłości. Jej ciężki charakter i duma nie pozwala na zrobienie pierwszego kroku i zawsze muszę to ja przepraszać. Byłem wściekły i nie mam zamiaru się hamować. Odnajdując samochód szybko kierowałem się w jego kierunku i tak samo szybko wsiadłem zatrzaskując za sobą drzwi. Nigdzie nie widziałem już Lily ale wiem, ze jeśli wyjdę i znów dam się złamać będzie stać na tym samym miejscu gdzie ją zostawiłem i będzie szczęśliwa z powodu mojej ponownej uległości. Siedziałem dość długo słuchając płyty mojego ulubionego zespołu i myśląc o dziewczynie i o tym czy w ciągu tych kilkunastu minut nadal tam jest i jest tak samo zdenerwowana co wcześniej. Nie mogłem dłużej czekać aż przyjdzie i powie cokolwiek bo wiem, ze tak się nie stanie dlatego muszę to ja wykonać ten krok, ponownie. Wysiadłem kierując się w stronę wejścia do klubu gdzie byłem już po kilku sekundach. Niestety ku mojemu wielkiemu zdziwieniu dziewczyny nigdzie nie było.
- Ku*wa Lily - przekląłem pod nosem i jeszcze bardziej spięty ruszyłem w stronę auta. Wsiadając i odpalając silnik wyjechałem z parkingu kierując się w stronę domu. Jeśli poszła pieszo musi być gdzieś niedaleko chyba, że ktoś znajomy postanowił być tak dobry aby ją podwieś. Najgorsze jest ku*wa to, że ja z nią byłem i to ja powinienem ją odwozić, w końcu jest moją dziewczyną. Jechałem dość wolno ale nigdzie w pobliżu kilku metrów nie mogłem spotkać dziewczyny. Byłem maksymalnie zdenerwowany jej zachowaniem i tym gdzie jest ale wiem, że jeśli tylko ją spotkam pożałuje tego, że nie wsiadła i nie szła ze mną.
* Perspektywa Emily *
Było dość zimno na sukienkę, którą wybrał mi Harry a pogoda i późna godzina tego nie ułatwiały. Nie wiem co mam myśleć o tym mężczyźnie z klubu ale wiem, że nie zapowiadał się na miłego kolegę. Na jego twarzy mogłam poznać kilka blizn zapewne zadanych podczas bójek lub kto wie czego jeszcze. Chodzenie w szpilkach nigdy nie było moją mocną stroną a ból, który z każdą sekundą doskwierał mi jeszcze bardziej nie pozwalał wykonywać następnych kroków. Nie jestem zwolenniczką ciemności a fakt, że idę całkiem sama, pośród są tylko lasy a klub jest już kilka minut stąd sprawia, że gęsia skórka często gości na moim ciele przy nawet najmniejszym szeleście drzew. Nagle małe światełko kilkanaście metrów ode mnie powiększało się i zbliżało do mnie w szybkim tempie.
- Jeśli to żaden gwałciciel będzie dobrze - mruknęłam pod nosem sama do siebie a moje serce zaczęło bić szybciej za to krew krążyła z podwójną siłą. Oślepiające światło nie pozwalało mi patrzeć przed siebie dlatego odsłoniłam oczy gdy samochód się zatrzymał a blask zgasł jak gdyby nic. Było dość ciemno dlatego nawet mój dobry wzrok nie mógł zidentyfikować osoby, która może być moim wybawicielem albo wręcz przeciwnie. Minęło jeszcze kilka sekund a nieznajomy dalej siedział bez ruchu w samochodzie za to ja czułam jak jego przenikliwe spojrzenie pali moją skórę. Sprawiało mi to dyskomfort ale nie mogłam się ruszyć bo w minimalnych ilościach strach paraliżował mnie.
- Ku*wa - warknęłam mocniej zaciskając dłonie. Moje nogi odmawiały mi posłuszeństwa a wiatr niemiło rozkoszował się moim dość odsłoniętym ciałem. Zrobiłam minimalny krok do tyłu wyczekując reakcji ze strony nieznajomego. Do moich uszu dobiegł znajomy dźwięk otwieranych drzwi a moje ciało w sekundzie spięło się. Usłyszałam gorzki i dość niski śmiech mężczyzny i teraz mogłabym sądzić, że ma grubo po trzydziestce. Szelest mieszał się z silnymi czasem podmuchami wiatru za to ja chciałam teraz znaleźć się przy Harry'm i przeprosić za moje zachowanie bo być może nie miał nic wspólnego z tym kolesiem. Powoli wychodził z samochodu i zamykając drzwi z dość wielką siłą wyprostował swoją sylwetkę stojąc kilka metrów ode mnie. Gdyby nie fakt tego gdzie się znajdujemy każdy w sporych odległościach słyszałby bicie mojego serca.
- Hej mała, zabawimy się? - zaśmiał się gorzko cytując każde słowo i z każdym wypowiadanym zmniejszał odległość miedzy nami. W tej chwili znajdując się w tak przykrej dla mnie sytuacji przeklinam zajęcia z w-fu i to, że nie zapisałam się na dodatkowe zajęcia z karate i samoobrony.
- Nie dziękuje, nie skorzystam - jęknęłam próbując grac jak najlepiej i udawać odważną co w tym czasie nie zdawało się skutkować. Zaśmiał się pocierając dłonią linię szczęki a ja nadal czułam jak jego tęczówki śledzą moje ciało od góry w dól i ponownie. Moje ciało chciało odwrócić się o kilkanaście stopni i tyle ile mam sił nieskończenie biec i znaleźć osobę, która sprawi, że mój strach zniknie i będę bezpieczna. W tej chwili myślałam o Harry'm i o tym jak strasznie go teraz potrzebuje, jak cholernie chce żeby tu był, obronił mnie i nie pozwolił bym czuła strach.
- Myślę, że jednak tego chcesz kochanie - czułam wyższość i to zdecydowanie o swojej słuszności w głosie. Dobrze wiem, że teraz w tej chwili to on wygrywa i jego przewaga nade mną jest znaczna.
- I nikt Cię teraz nie uratuje słonko, nawet Styles - zaśmiał się ponownie a moje oczy powiększyły się do granic możliwości. Zakrztusiłam się własnym oddechem a serce na chwilę zatrzymało pracę. Czułam jak grunt wali mi się pod nogami a cały świat krąży wokół a ja znajduje się w środku czarnej dziury z czego nie mogę wyjść. W mojej głowie cały czas echem odbijały się jego słowa o tym, że nawet Harry nie zdoła mi pomóc ale co ważniejsze skąd on w ogóle go zna. Próbowałam i w duchu chciałam zachować spokój i nie dać po sobie poznać, że to co właśnie do mnie powiedział nie robi na mnie większego wrażenia.
- Skąd niby znasz Harry'ego? - wydukałam szybko zaciskając szczękę i czekając niecierpliwe na to aż w końcu mi odpowie. Wszystko czego teraz chciałam to rzucić się na niego z pięściami i zabić za to co powiedział i co mógł zrobić Harry'emu ale jednak obecna sytuacja gdy znajduje się na pewnej odległości ode mnie bardziej mnie satysfakcjonuje.
- Wiesz kochanie ma się znajomości a Twój kochany jest mi coś winien - powiedział chłodnym tonem jakby te słowa nie robiły mu większego znaczenia. Moje ciało napinało się jeszcze bardziej na to w jaki sposób mnie nazywa a na to pozwolenie ma tylko Harry.
- Nie jest Ci nic winien, wiem to! - warknęłam bardziej zdecydowana swoich racji broniąc Harry'ego. Strach, który gościł we mnie przez większość czasu uleciał a zastąpił go złość i chęć zrobienia krzywdy temu kolesiowi. Zaśmiał się zakładając ręce na piersi i przestępując z nogi na nogę po czym znacznie zmniejszył odległość między nami i oparł swoje ciało o maskę samochodu. Poszłam w jego ślady również robiąc kilka znacznych kroków w tył utrzymując tą sama odległość między nami co przed chwilą. Zaśmiał się mrucząc coś niezrozumiałego pod nosem a ja zmrużyłam oczy gdy tylko poczułam zimny wiatr na mojej twarzy i ramionach. Skuliłam się pocierając ramiona a mężczyzna wzdrygnął się po czym wrócił do swojej poprzedniej pozycji.
- Zimno Ci skarbie? - powiedział z pewnym spokojem w głosie który nie mało mnie zdziwił wyczuwając w nim dziwną troskę. Skrzywiłam się na samą myśl, że taki typ człowieka jak on potrafi cokolwiek czuć i nie wyobrażam sobie tego, że posiada on serce a na sam widok tego robi mi się nie dobrze.
- Nie, nie jest i nie potrzebuje Twojej pomocy! - warknęłam nie chcąc dawać mu satysfakcji czy czegoś co mógłby wykorzystać przeciwko mnie. Nie wiem czemu ale nie czułam zupełnie strachu jak gdyby ktoś lub coś z dość ogromną siłą broniło mnie i dawało mi spokój.
- Nie chciałem Ci pomagać tylko wiesz... - przerwał nagle podpierając się jedną ręką i spuszczając wzrok. Przeniosłam swój wzrok na niego i bacznie obserwowałam każdą jego reakcję dokładnie interpretując przesłanie jego słów, które pomimo tego, że go nie znam zabolały w pewien sposób. Nie wiem czemu ale chciałam wiedzieć o czy teraz zawzięcie myśli i czego nie dokończył i co chciał mi powiedzieć.
- Tylko co? - wyjąkałam cicho również spuszczając wzrok. W odpowiedzi usłyszałam westchniecie i ciężki oddech mężczyzny po czym dynamicznie się podniósł zbliżając się znacznie w moim kierunku.
- Nie podchodź! - warknęłam wystawiając dłonie przed siebie jakbym chciała aby w jakikolwiek sposób zaprzestał czynności i zachował tą bezpieczną odległość między nami. Nie chciałam mieć z nim jakichkolwiek wspomnień z jego widokiem czy zapachem dlatego wolę aby jego sylwetka nadal była dla mnie nieznajoma tak samo jak moja dla niego.
- Nic Ci nie zrobię kochanie - zaśmiał się wyciągając dłoń w moim kierunku. Zrobiłam kilka znacznych kroków w tył wracając do poprzedniej pozycji bo nie jestem przekonana co do jego nieznanych mi intencji.
- Taa, jasne - warknęłam stojąc boso na zimnym asfalcie, który już dawno sprawiał mi dodatkową nieprzyjemność. Wszystko czego teraz chciałam to Harry i dom, w którym będę tak strasznie bezpieczna. Chcę by tu był, zrobił cokolwiek bym nie miała dłuższych styczności z tym mężczyzną i zapewniając mnie, że nigdy go nie zobaczę.
- Nie musisz mi wierzyć ale jesteś taka gorąca - warknął wykonując kilka kroków w moją stronę, które po chwili przyspieszył a moje serce ponownie biło szybciej. Wykonałam obrót o kilkaset stopni zmuszając się do biegu po okropnie zimnej drodze wyłącznie boso. Biegłam tak szybko jak mogłam ale dość ciasna sukienka nie pozwalała mi na to a widok był ograniczony przez brak oświetlenia sztucznego i księżyca. Poczułam zimne i dość silne dłonie na moich biodrach i w szybkim tempie zostałam pociągnięta w tył gdzie napotkałam opór. Pisnęłam a mężczyzna zaśmiał się gorzko gwałtownie odwracając mnie w swoją stronę. Czułam nieprzyjemny zapach alkoholu zmieszanego z wonią papierosów co obrzydzało mi jego osobę jeszcze bardziej. Spojrzał na mnie i pomimo niedostatecznie dobrej widoczności doskonale widziałam jego okropny wyraz twarzy i tego w jak bezczelny sposób na mnie patrzył.
* Czytasz - komentujesz *
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
Rozdział 23
Pomimo wysokich szpilek jakie dziewczyna postanowiła założyć dzisiejszego wieczoru nadal nie dorównywała mi wzrostem a ten ograniczał jej pole widzenia. Ludzie ciasno przemieszczali się między sobą nie zwracając uwagi na innych.
- Może mi pomożesz co? - fuknęła mocniej ściskając moją dłoń. Posłałem jej zabójcze spojrzenie na co jej tęczówki znacznie się powiększyły.
- Nie śpieszy mi się żeby go widzieć - splunąłem ciągnąc dziewczynę w głąb nadal ciasno oplatając swoje ramie wokół jej ciała. Cieszy mnie to ile mężczyzn pożera ją wzrokiem i patrzy na mnie z zazdrością bo to ja jestem mężczyzną jej życia i to właśnie ze mną tu jest. Zatrzymała się centralnie na samym środku a światła rażące mnie w oczy wcale jej nie doskwierały.
- Może usiądziesz i do niego napiszesz jak normalna osoba? - warknąłem zbliżając dziewczynę do siebie. Odeszła na kilka kroków w tył rozglądając się i po chwili łapiąc moją dłoń zmierzała w przeciwnym kierunku. Dziwiłem się, że po mimo obuwia jakie ma teraz na nogach potrafi tak szybko iść. Zatrzymała się przy jednym z wolnych miejsc na kanapie po czym rzuciła się na nią a materiał jej długiej sukienki znacznie się podwinął ukazując jej nogi.
- Ku*wa - przekląłem pod nosem i szybko dopadłem do dziewczyny obciągając ubranie na odpowiednią długość.
- Robisz to specjalnie? - warknąłem podpierając się na łokciach po obu stronach talii dziewczyny. Spojrzała na mnie unosząc lekko brew tak jakby nie wiedziała, że każdy przedstawiciel płci przeciwnej wraz ze mną jej pożąda.
- Ale co? - wyjąkała gdy przeniosłem jedną dłoń na jej kolano powoli kierując ją w górę.
- To kochanie, że każdy Cię pragnie włącznie ze mną a ja nie pozwalam byś pokazywała im to co podziwiać mogę tylko ja. Dlatego wybrałem dla Ciebie tę sukienkę ale nie spełniasz warunków. Miała zakrywać Twoje ciało a nie przeciwnie - mruknąłem cicho wprost do jej ucha wolno akcentując każdy wyraz. Mój ton był niski a głos drgał pod wpływem obiektu mojego pożądania. Starałem się subtelnie i seksownie akcentować i dobierać słowa aby otrzymać to co zamierzałem. Dreszcz przeszył jej drobne ciało na co wzdrygnęła się szybko uwalniając się z mojego uścisku.
- I tak wiem, że to lubisz - warknąłem ponownie popychając ją na kanapę i uniemożliwiając wstanie czy jakikolwiek ruch. Z każdą chwilą zmniejszałem odległość miedzy nami czując narastającą intymność między rozgrzanymi ciałami.
- Harry proszę Cię mieliśmy... - przerwałem jej zatracając się w pocałunku i smakując jej pełnych warg.
- Wiem co mieliśmy ale ja mam ważniejsze rzeczy do zrobienia z Tobą - akcentując ostatnie słowa spojrzała na mnie przygryzając nerwowo dolną wargę. Na jej policzki wkradł się róż a ja zaśmiałem się na skutek jej niewinnych zachowań. Odepchnęła mnie lekko próbując wydostać się ale każda próba szła na marne.
- Puść mnie, mój telefon - zawyła i nerwowo szukała telefonu, który dziwnym trafem był w mojej kieszeni.
- Kochanie, kieszeń - zaśmiałem się cicho wskazując moje rurki na co dziewczyna pokiwała przecząco zakrywając usta dłonią.
- No proszę Cię, przecież już nie raz to robiliśmy a Ty nadal się boisz? - jęknąłem zachęcając tym samym dziewczynę by wyciągnęła rękę po telefon tym samym zapewniając mi pełen emocji dotyk z jej strony. Powoli wyciągnęła ją i szybko dosięgła mojej kieszeni otrzymując to czego chciała.
- Było tak źle? - mruknąłem uśmiechając się do dziewczyny gdy kompletnie mnie ignorowała zajęta telefonem. Pokiwała przecząco głową uśmiechając się ani na chwile nie spuszczając wzroku z wyświetlacza.
- Nie ignoruj mnie dla jakiegoś frajera ok? - warknąłem w sekundzie odbierając jej przedmiot i domagając się uwagi.
- Hazz ale to.. - nie dokończyła a jej wzrok przeniósł się na coś poza mną. Uniosłem brwi pytająco odwracając się o kilka stopni nadal trzymając dziewczynę przy sobie. Moje tęczówki odnalazły postać średniego wzrostu chłopaka w czarnych spodniach i na żelowanych blond włosach. Nawet w jednym procencie mi nie dorównywał i nie mam bladego pojęcia co moja kochana w nim widziała, choć twierdzi, że jej się nie podobał i nadal mnie o tym zapewnia. W każdym calu byłem od niego lepszy nawet w tym, że posiadałem mięśnie pod koszulką a kolczyki i tatuaże dodawały mi przewagi. Lily wiele razy je chwaliła i twierdziła, że na prawdę świetnie w tym wyglądam. To jak ten chłopak prezentował się na pierwszy rzut oka wprawiał mnie w śmiech, którego już nie mogłem tłumić. Dobrze wiem co kręci każdą dziewczynę mimo, że każda jest inna ale w moim życiu miałem już ich dość znaczną ilość przed Lily i wiem czego pragnęły i co im się tak na prawdę podobało. Wszystko co mam ja a czego nie ma ten frajer więc nie muszę mu niczego zazdrościć.
Zaśmiałem się pod nosem czując kłucie w boku. Szybko przeniosłem wzrok na Lily, która mnie beształa swoim i przenosząc go ponownie na blondyna uśmiechnęła się do niego promiennie. Spiorunowałem ją wzrokiem przenosząc gniewne spojrzenia na chłopaka na co skutecznie zgasiłem jego zapędy.
- Niech pamięta, że jesteś moja - szepnąłem mojej Lily do ucha subtelnie przygryzając jego płatek na co wydała z siebie cichy jęk odpychając mnie lekko. Zaśmiałem się i usiadłem najbliżej dziewczyny a chłopak zajął miejsce na przeciw dziewczyny.
- Więc.. co teraz robisz? - usłyszałem łagodny głos Lily kiedy próbowała przerwać niezręczną ciszę.
- Chciałem zacząć studnia i uczyć angielskiego - chłopak spojrzał na Lily a uśmiech nie chciał schodzić z jego twarzy gdy wymienili te bezsensowne zdania. Nie wiem czemu moja podświadomość pokazywała mi wizerunek chłopaka i mnie na nim kiedy moje pieści okładają tą jego buźkę.
- Harry? - zszedłem na ziemie, kiedy Lily wyczekująco szturchała mnie w ramię ciągle powtarzając moje imię.
- Co? - fuknąłem zirytowany tym spotkaniem ale nie chciałem tego zbytnio okazywać. Jeśli wrócimy do domu będę miał sporo czasu żeby się skarżyć jakim to ten chłopaczek jest frajerem.
- Brad chce wiedzieć czym się interesujesz - oznajmiła mi łagodnie uśmiechając się albo do mnie albo do tego fagasa. Nie chodzi o to, że zna moją Lily i to dłużej niż ja o to, że może coś kiedyś między nim i było ale o to, że jego nienaganny wizerunek, te słabe ciuszki i to, że wygląda jak większość moich starych nauczycieli, choć sam powiedział, że chce nim zostać i wierzę, że z takim czymś co prezentuje posadę ma zagwarantowaną. Chodziło mi tylko i wyłącznie o to, że po mimo tylu lat wyglądał gorzej niż nie jeden starzec. Nie prezentował nic po za tym, że jego życie jest nudne spędzane z nosem w książkach.
- Nie powinno Cię to interesować więc zmieńcie temat - splunąłem nawet nie spoglądając na niego bo nie chciałbym znów zacząć się śmiać i odpowiadać na jego przyczyny.
- Harry - Lily zbeształa mnie dość mocno ściskając moje ramie.
Zaśmiałem się na to w jaki sposób próbuje mnie nauczyć bycia miłym dla takich jak ten cały Brad. Nigdy nie pomyśle, żeby zadawać się z takim a nawet, żeby ze mną gadał. Niech Lily wie, że robię to tylko dla niej i jeszcze mi się odwdzięczy.
- A Ty Emily co robisz? - jego delikatny ton i to jak słodko się zwraca do dziewczyny sprawia, ze chcę stąd wyjść i więcej nie wspominać o dzisiejszym wieczorze bo nic jak śmiech z tego człowieka nie przychodzi mi do głowy.
- Wiesz też chciałam iść na studia. Zbierałam pieniądze i pracowałam ale teraz to nieistotne - odparła spuszczając wzrok i nerwowo bawiąc się skrawkiem sukienki. Zdziwiło mnie to bo nigdy nie wspominała mi, że chce studiować. Wygląda na to, że nasza mała wizyta w jej byłym miejscu pracy pokrzyżowała jej te plany. Z innej strony doskonale wie, że mam pieniądze i jeśli tylko tego chce mogę jej wszystko opłacić. Nie daje mi to spokoju więc jeśli tylko wrócimy do domu muszę się wszystkiego dowiedzieć.
- A co chciałabyś konkretnie studiować jeśli mogę wiedzieć? - chłopak poprawił sweter prostując się i ponownie uśmiechając się dość dziwnie. Spojrzałem na niego z politowaniem i żalem bo gdybym był na jego miejscu nawet nie pokazywałbym się w takim znanym i popularnym klubie jak ten. Dziwi mnie to, że w ogóle tu jesteśmy a nie zaprosił nas do restauracji lub biblioteki. To jakich słów używa rozśmiesza mnie jeszcze bardziej bo nawet mój profesor matematyki był bardziej wyluzowany.
- No proszę Was chcecie rozmawiać o pieprzonych studiach? - wtrąciłem się w ich wymianę zdań patrząc na nich ze zdziwieniem. Chłopak jakby ze strachem spojrzał na mnie zapewne dlatego, że przekląłem w jego towarzystwie a jego znajomi pewnie tego nie robią.
- Harry uspokój się - dziewczyna spojrzała na mnie zaciskając usta w cienką linię i mrużąc oczy. Gdy ją poznałem nie była strasznie rozrywkowa ale zastępowały to jej stanowczość, bezczelność i to jak strasznie jest seksowna i piękna nie ważne co na siebie założy. Zawsze była wulgarna, chamska, pyskata i strasznie odważna co idealnie się ze sobą komponowało.
- Niestety ten gość jest taki sztywny, że po prostu nie mogę przestać - szepnąłem cicho spoglądając na twarz chłopaka, który uważnie przyglądał się podłodze.
- Czemu Ty się kochanie z nim zadajesz? - wydukałem nadal podziwiając jego ubranie.
- Nie zadaje ok? - mruknęła nawet na mnie nie patrząc. Coś mnie tknęło tak jakbym w jakiś sposób ją uraził tym, że nie podoba mi się jego styl.
- To dlaczego zgodziłaś się na to spotkanie co? - ciągnąłem dalej chcąc się dowiedzieć czemu tak jej zależało.
- Dobra skończ, nie ważne - spojrzała na mnie posyłając nieprzekonujący mnie uśmiech. Jej tęczówki szybko przeniosły się na chłopaka po czym zaczęli dziwną wymianę spojrzeń. Czułem kłucie w sercu i narastająca wciąż złość a oni nadal nie odrywali od siebie wzroku tak jakby mnie w ogóle tu nie było. Mocniej ścisnąłem dłoń Lily, którą przez całe to dziwne spotkanie nerwowo ściskałem bawiąc się jej bransoletką aby zająć się czymkolwiek bardziej interesującym. Otrzymałem zamierzany efekt a dziewczyna spojrzała na mnie unosząc brwi i czekając aż coś powiem.
- Wiesz Brad.. Lily jest zmęczona więc musimy już iść, cześć - warknąłem nie zagłębiając się w szczegóły bo to było jedyne co przyszło mi na myśl. Chwyciłem mocniej dłoń Emm wstając i przyciągając ją blisko siebie.
- Harry ale ja...- urwała gdy lekko ścisnąłem jej pośladku uśmiechając się porozumiewawczo. Dziewczyna spojrzała na mnie pytająco posyłając mi gniewne spojrzenie.
- Brad przepraszam ale źle się czuje - mruknęła szczypiąc mnie w ramię a z moich ust uciekło ciche warknięcie. Jeśli nadal będziemy się tak bawić to zobaczy moje tortury jakie zastosuje jej gdy będziemy sami.
- Spokojnie, rozumiem to. Do zobaczenia - chłopak wstał uśmiechając się jeszcze szerzej niż przez całe spotkanie i wyciągając swoją idealnie gładką dłoń. Skrzywiłem się szerzej otwierając oczy po czym zmarszczyłem brwi. Po chwilowym zastanowieniu i ponownych upominaniach Lily niechętnie odwzajemniłem gest chłopaka podając mu swoją rękę. Chłopak uśmiechnął się po raz ostatni zbliżając się znacznie do mojej Lily.
- Sorry ku*wa ale nie będziesz całował mojej dziewczyny! Jesteś za wielkim frajerem by się do nas zbliżać - warknąłem przyciągając Lily do siebie i besztając resztki jego godności. Po mimo słów jakimi go określiłem nadal stał obok nas w lekkim szoku.
- Harry! - usłyszałem wyraźny krzyk dziewczyny kiedy przepraszała blondyna za moje aroganckie i dziecięce zachowanie. Zaśmiałem się cicho kiedy chłopak przyjął je i nic sobie nie robiąc opuścił nasze towarzystwo zmierzając jak przypuszczam do wyjścia.
- Jesteś kompletnym idiotą Styles! - warknęła schylając się po torebkę tym samym ukazując swoje wdzięki. Podszedłem kilka kroków w jej stronę umiejscawiając swoje dłonie na jej talii. Wzdrygnęła się wracając do prostej pozycji lekko dotykając swoimi plecami mojej klatki piersiowej. Z jej ust wydobył się cichy jęk gdy moje dłonie wolno wędrowały w okolicach jej bioder.
- Ale nie myśl, że zapomnę to jak się zachowałeś - mruknęła odchylając głowę do tyłu. Zaśmiałem się doskonale wyobrażając sobie to w jaki sposób będzie mi to wypominać a ja w tym czasie będę prowadził swoją grę, dzięki której nie będzie więcej mówić o tym fatalnym spotkaniu.
- Nie ukrywajmy, że jest frajerem i tak zostanie - jęknąłem wprost do jej ucha mocniej napierając swoim ciałem na jej.
- Nie jest i nie możesz przewidzieć przyszłości skarbie - warknęła a ja czułem jak znajoma wypukłość formuje się w moich spodniach z powodu tego jak mnie nazwała.
- Ja mogę wszystko - powoli i subtelnie dyktowałem jej każdy wyraz tym samym zmniejszając odległość między nami. Czułem wszystkie męskie spojrzenia, które oplatały moją Lily oraz piekielną zazdrość na sobie, która jedynie dawała mi wyższość nad nimi. Dziewczyna syknęła patrząc na mnie kiedy ja stałem zdezorientowany tym co się dzieje.
- Lil co jest? - wydukałem z troską martwiąc się o nią. Odwróciła się w moją stronę podtrzymując się mocno zaciskając dłonie na moich ramionach.
- Te szpilki.. są niewygodne - jęknęła grymasząc niezadowolona. W szybkim tempie ściągnęła je i wracając do poprzedniej pozycji twardo wbijała swój wzrok we mnie.
- No co? - mruknąłem zabierając buty z jej małej dłoni. Pociągnąłem ją w moją stronę kierując się do wyjścia.
- Przez tego frajera nawet się nie napiłem - warknąłem do dziewczyny gdy szczelnie obejmując ją w talii zmierzaliśmy do wyjścia. Zaśmiałem się dobrze wiedząc, że za niespełna chwile będzie go bronić wypierając się tego co powiedziałem.
- Nie mów tak! - krzyknęła zatrzymując się w miejscu. Nadal ciasno trzymałem jej dłoń ale nie była już blisko mnie. Stała kilka kroków ode mnie dokładnie lustrując moją twarz besztając mnie wzrokiem. Każdy kto znajdował się w naszym zasięgu z pewnością to widział i zastanawiał się co my robimy.
- Czy Ty zawsze musisz być takim aroganckim dupkiem? - podniosła głos niemal wydzierając się i po mimo głośnej muzyki wiele osób ją słyszało. Spojrzałem na kolesia, który uważnie nam się przyglądał popijając drinka i głupkowato się uśmiechając patrzył na moją Lily. Spiorunowałem go wzrokiem wiedząc, że raczej sobie nie odpuści a ja nie pozwolę na to, żeby dziewczyna mnie tak traktowała jeszcze przy innych mężczyznach.
- Nigdy więcej ku*wa nie podnoś na mnie głosu i nie nazywaj mnie tak jasne? - warknąłem gdy dzieliły nas milimetry patrząc jej prosto w oczy i oczekując reakcji. Mocno trzymałem jej nadgarstki czując jak niespokojnie oddycha. Pokiwała głową nie opuszczając moich tęczówek kiedy ja zaśmiałem się a mój wzrok wrócił na tego kolesia. Podszedłem do niego łapiąc mocno jego idealnie wyprasowaną koszule i przyciągając do siebie. Do moich uszu dobiegł głos Lily, która za wszelką cenę chciała mnie powstrzymać abym nie robił czegoś głupiego.
- Nie gap się tak ku*wa na moją dziewczynę frajerze - warknąłem popychając go na stoliki a sam powędrowałem do Lily i mocno objąłem ją w pasie. Chłopak nadal leżał na zdemolowanym stole a jego koszula splamiona była różnego rodzaju alkoholem.
- Nie pozwolę by się na Ciebie gapił skarbie, ktokolwiek - jęknąłem oplatając dłońmi talie Lily i muskając jej malinowe wargi.
- A teraz wychodzimy! - splunąłem porywając dziewczynę tak aby szła przede mną blisko.
* Czytasz - komentujesz *
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
Rozdział 22
Dalej trzymałem ją blisko siebie w ramionach.
- Wiem kochanie ale nie wytrzymałem na to jakie rzeczy mówił o Tobie - spoglądałem w dół czekając na reakcje ze strony Lily. Jej głowa poruszała się w moich rękach potwierdzając to, że mnie rozumie.
- Tak wiem Harry - mruknęła patrząc na mnie. Z trudem odczytałem emocje goszczące w jej tęczówkach ale jestem pewny, że przy mnie czuje się bezpiecznie.
- Zabierzcie go - warknąłem w stronę czwórki przyjaciół stojących na przeciwko mnie. Patrząc po kolei na siebie usunęli tego frajera z mojej posiadłości.
- Kochanie? - mruknąłem po chwili do Emm prowadząc ją w stronę drzwi. Stanęła w bezruchu szarpiąc lekko moim ramieniem. Patrzyła wprost w moje oczy wyczekując odpowiedzi. Chciałem aby zapomniała o wszystkim i trochę się rozerwała ale tylko ze mną.
- Skoro już go załatwiłem to może? - odwróciłem wzrok czekając na jej reakcje, czy się zgodzi czy wręcz przeciwnie nie będzie chciała iść.
- Taa możemy iść jeśli tylko chcesz - wypowiedziała beznamiętnie lecz czułem lekką radość w jej tonie a kąciki jej ust powędrowały natychmiast w górę. Ścisnąłem mocniej jej dłoń i oddałem uśmiech składając na jej ustach lekki pocałunek.
- To teraz ładnie pójdziesz i się ubierzesz. Tylko sukienka ma być długa kochanie - warknąłem przyciągając ją do siebie. Moje dłonie ślepo wędrowały po jej doskonałym ciele powodując dreszcze na skórze mojej Lil.
- Harry! - krzyknęła odpychając mnie i szybko zniknęła za drzwiami kierują się zapewne do sypialni. Nie czekałem dość długo sam gdy usłyszałem ciche kroki kilku osób. Dobrze wiedziałem, że to oni.
- Co z nim? - warknąłem nawet nie ruszając się z miejsca. Mimo tego faktu, że stałem tyłem wiem jak spoglądali na siebie nie wiedząc, który ma co powiedzieć.
- Nic, trochę go opieprzyliśmy i może powinien trafić do szpitala ale.. - blondyn urwał nagle spokojnie wiedząc, że chcą znać moją decyzję. Uśmiechałem się w głębi ducha czując się najważniejszym i to, że ode mnie zależy każda decyzja a zwłaszcza jeśli chodzi o Lily.
- Taa powinien ale jeśli jeszcze raz zbliży się do Lily to go zabije - warknąłem odwracając się w ich kierunku.
- Gdzie się wybieracie? - doszedł do mnie spokojny głos Zayn'a, którego wzrok wlepiony był na obiekt za mną. Domyślałem się, że za mną stoi Lily a krew gotowała mi się w żyłach. Zabijałem wzrokiem Malik'a ale najwyraźniej ten nic sobie z tego nie robił.
- Zayn ku*wa - warknąłem gdy poczułem ciepłe dłonie Emm na moich plecach. Jej ręce szybko zjechały niżej na pasek moich spodni a ja szybko się odwróciłem.
- Przestań kochanie. Mamy na to czas - jęknąłem gdy lekko ściskała moje biodra. Nie wiem skąd wzięła się w niej ta śmiałość zwłaszcza, że za nami stoją chłopaki. Powracając do rzeczywistości oderwałem jej dłonie od swojego ciała zwracając się do pozostałej czwórki.
- Możecie już iść jeśli nie jestem Wam potrzebny - mruknąłem odwracając głowę i posyłając im porozumiewawczy uśmiech na co tylko przytaknęli.
- Bądźcie grzeczni - parsknął Lou ale powstrzymał się gdy spiorunowałem go wzrokiem. Chwilę potem poczułem usta mojej Lil na moich i z całych sił przyciskając ją do siebie chwyciłem dłoń dziewczyny kierując się w stronę samochodu. Mruknęła niezadowolona a ja wyłącznie zaśmiałem się gdy obrażona wdrapywała się do samochodu. Podziwiałem jej długie nogi wyeksponowane na siedzeniu ale szybko otrząsłem się powstrzymując moje brudne myśli.
- Możesz się pośpieszyć bo trochę zimno? - fuknęła spoglądając wyczekująco patrząc na mnie z dołu a ja jedynie zatrzasnąłem jej drzwi przed nosem. Czasem gdy ja próbuje być miły ona wszystko spieprzy więc teraz to ja będę arogancki choć obiecałem samemu sobie, że nie zepsuje jej tego wieczoru. Czułem jej wzrok na sobie i w głębi się uśmiechałem bo wiem, że będzie jeszcze za mną biegać. Energicznie otworzyłem jak i zamknąłem drzwi odpalając auto i szybko opuszczając podjazd. Zaśmiała się kiwając głową i spoglądając w przeciwną stronę. Przez kilka minut się nie odzywała a mi jakoś szczególnie nie doskwierała ta cisza. Moje dłonie zaciskały się w poirytowaniu na kierownicy gdy przemierzałem puste dzielnice Londynu.
- Powiesz coś? - wydusiłem z siebie spoglądając ukradkiem na dziewczynę.
- Jeśli nie mam nic do powiedzenia to chyba nie muszę - fuknęła nawet nie odrywając wzroku od szyby.
- Jesteś kurewsko wkurzająca wiesz? - próbowałem być niewzruszony i nie okazywałem żadnych uczuć oprócz obojętności, która również i ona serwowała mi.
- Taa nie ty jeden mi to mówisz - wydukała lekko się uśmiechając. Nacisnąłem bardziej pedał gazu zwiększając prędkość i uśmiechając się w duchu gdy dziewczyna spojrzała na mnie przerażona.
- Coś nie tak kochanie? - byłem strasznie rozbawiony tą sytuacją i dobrze wiem, że za chwile każe mi zwolnić przepraszając tym samym za swoje lekceważące mnie zachowanie.
- Nie nic Harry, wszystko dobrze - oddała mi uśmiech lekko podciągając swoją dość długą sukienkę, którą sam kazałem jej ubrać. Teraz w głębi sam siebie przeklinam bo chciałbym mieć więcej tego co kryje długi materiał. Mój plan gry trochę się pokrzyżował i wiem, że rozszyfrowała mnie i dobrze trafiła wiedząc, że oczekuje od niej przeprosin i tego, że będzie mnie błagać abym zwolnił. Przełknąłem głośno ślinę zatrzymując nagle samochód na środku drogi. Dziewczyna wzdrygnęła się zaszczepiając paznokcie w fotelu i spoglądając na mnie.
- Co Ty robisz? - fuknęła zdenerwowana oczekując czegokolwiek z mojej strony.
- Zamknij się! Jeśli nadal będziesz mnie lekceważyć a szczególnie przy nim to pożałujesz tego, rozumiesz? - warknąłem łapiąc dziewczynę mocno za nadgarstek i zbliżając swoją twarz w jej kierunku. Ucieszyłem się widząc strach w jej oczach, którym w dziwny sposób się karmiłem a Lil tylko pokiwała głową na znak, że wszystko rozumie.
- I ciesze się kochanie. Strasznie seksownie Ci w tej sukience ale mogłaby być krótsza - warknąłem przyciągając do siebie jej twarz i zachłannie całując jej cudne usta. Próbowała się wyrwać lekko się szarpiąc ale skutecznie jej to uniemożliwiłem łapiąc mocno w talii.
- Nie rób tego jasne? - spojrzałem na nią zaciskając szczękę i oczekując jej reakcji. Spoglądała na mnie szepcząc ciche 'ok' i ponownie odwracając się w przeciwną stronę.
- I masz słuchać jak do Ciebie mówię! - pisnęła gdy zacisnąłem palce na jej udach drugą ręką zmuszając by na mnie spojrzała. Zaśmiałem się przygryzając wargę i ponownie całując ją kierując swoje ręce w górę podwijając znienawidzony materiał. Chwyciłem w zęby jej dolną wargę na co lekko mruknęła zaciskając swoje palce na mojej koszuli.
- Przestań kochanie bo jeszcze Cię tu wezmę - mruknąłem składając pojedynczy pocałunek na jej szyi i obciągając materiał sukienki. Dziewczyna lekko skołowana odwróciła się w przeciwną stronę zamykając usta ręką. Ponownie ruszyłem szybko kierując się do klubu.
- Jesteśmy 10 minut spóźnieni - syknęła odrywając dłoń od swoich pełnych warg. Pokiwałem głową niedowierzająco dziwiąc się, że nawet do klubu ta dziewczyna musi być punktualna.
- I co z tego? - zwróciłem się do niej zaciskając dłonie w geście irytacji. Spojrzała na mnie wypuszczając głośno powietrze oraz zaciągając się nowym. Do końca drogi nie zamieniliśmy żadnego krótkiego słowa. Podjeżdżając pod nasz cel zacząłem szukać wzrokiem wolnego miejsca. Po kilku sekundach odnalazłem dobre miejsce i parkując opuściłem samochód stając obok Lily i przyciągając blisko do siebie.
- Masz się słuchać dobrze? - byłem spokojny ale tylko na zewnątrz, w środku gotowało się od tego w jaki sposób ona mnie traktuje. Pokiwała energicznie głową lekko muskając swoimi wargami mój policzek. Odnalazłem jej dłoń ściskając ją i zaplatając miedzy moimi palcami. Uśmiechała się do mnie kierując się w stronę wejścia. Kolejka była dość duża ale taka osobowość jak Styles nie może czekać więc wymijaliśmy kolejno oburzonych ludzi, których ignorowałem ciągnąc moją Emm zaraz przy sobie.
- Hazz nie możemy czekać jak inni? - mruknęła zatrzymując mnie na chwilę. Przewróciłem oczami stając jej na przeciw i czekając aż się odezwie.
- O co Ci chodzi? - splunąłem podnosząc głos. Powinna się cieszyć, że nie musi tu czekać i marznąć jak inni bo spokojnie może wejść tu ze mną.
- O to, że inni muszą czekać a Ty sobie tak po prostu wchodzisz? - krzyknęła ale skutecznie zasłoniłem jej usta swoja dłonią. Byłem zirytowany jej zachowaniem i dobrze wiem, że każda inna dziewczyna na jej miejscu by się cieszyła, że nie musi czekać ale nie ona.
- Wiesz co? Jak chcesz zostań tu i czekaj a ja idę! - warknąłem rozluźniając uścisk i odległość między nami.
- Zostawiasz mnie? - podniosła głos w oburzeniu chwytając mocno moją dłoń.
- Taa sama chcesz czekać jak inni więc proszę bardzo, masz okazje. Ale wiesz inne dziewczyny na Twoim miejscu by się cieszyły ale Ciebie nie da się uszczęśliwić! - splunąłem strzepując jej dłoń z mojego ramienia i szybko kierując się do wejścia. Ochroniarz przywitał mnie po czym bez zastanowienia wpuścił do środka. To jest jeden z wielu plusów mojej nietypowej pracy. Każdy mnie zna, mam wtyki i nie ma osoby na osiedlu, która by mi się postawiła. Wszedłem do środka a głośna muzyka, zapach perfum i dużej ilości alkoholu uderzył we mnie z ogromną siłą. Wciąż moje myśli były wokół Lily i może jestem na nią zły ale wiem, że jest tam sama, beze mnie, w otoczeniu tych wszystkich facetów. Jestem głupi zostawiając ją tam samą ale jest wściekła a jej temperament nie pozwoli na to aby mi odpuściła. Coś kazało mi zapomnieć, zamówić coś mocnego i zaczekać na dziewczynę kilkanaście dobrych minut ale coś zupełnie innego kazało mi jak najszybciej wyjść, znaleźć ją, opieprzyć i pokazać każdemu, że jest moja i ze mną tu przyszła tak aby żaden inny frajer nawet na nią nie spoglądał. Jednak to drugie wygrało i w zawrotnym tempie przeciskałem się przez tańczących ludzi kierując się do wyjścia. Zacząłem szukać dziewczyny i po krótkiej chwili mój wzrok odnalazł moją Lily. To co zobaczyłem sprawiło, że chciałem zabić tego, który był tak blisko mojej Lil a krew wprost się we mnie gotowała. Przechodziłem przez kolejkę w końcu docierając do Emm i tego frajera, który zaczepiał ją swoimi słabymi tekstami.
- Spieprzaj od mojej dziewczyny! - warknąłem odciągając kolesia od Lily a moja pieść szybko odnalazła jego twarz. Przypominały mi się słowa Emm sprzed około godziny gdy zabroniła mi używać tego sposobu rozładowania agresji. Wymierzyłem mu jeszcze kilka dość mocnych ciosów i pozostawiłem na ziemi odwracając się w stronę dziewczyny.
- Kochanie i co Ci mówiłem co? - warknąłem otaczając dłońmi talie dziewczyny.
- Ale miałeś się nie bić pamiętasz? - fuknęła niezadowolona z tego jak bardzo jestem nieposłuszny jeśli chodzi o jej kontakty z innymi mężczyznami oprócz mnie.
- Przepraszam kochanie ale nic nie poradzę na to, że jestem o Ciebie cholernie zazdrosny - zaśmiałem się całując jej piękne, malinowe usta. Odwróciłem się na chwile do nadal leżącego chłopaka lekko pochylając się nad nim.
- I nigdy jej nie dotykaj bo Cię ku*wa zabije - warknąłem śmiejąc się mu prosto w twarz po czym wróciłem do mojej Lily. Spojrzała na mnie nieco zdziwiona i chwytając moją dłoń podążyła do przodu i tym razem to ona przeciskała się pomiędzy innymi.
- Kochanie? - mruknąłem zatrzymując ją. - Jednak zmieniasz zdanie? - zaśmiałem się skradając jej całusa. Dziewczyna zmrużyła oczy i ponownie w szybkim tempie kierowała się do wejścia. Cieszyłem się bo w pewnym sensie to ja miałem racje i jak na obecną chwile wygrywam.
- Musimy teraz go znaleźć - oznajmiła mi gdy tylko weszliśmy do środka. Dziewczyna rozglądała się wciąż ciasno trzymając moją dłoń a ja w poirytowaniu jedynie czekałem przyciągając dziewczynę bliżej czując jak każdy męski wzrok ląduje na jej osobie.
* Czytasz - komentujesz *
Subskrybuj:
Posty (Atom)



